poniedziałek, 31 grudnia 2012

Rozdział 26 I'm your National Anthem God, you're so handsome Take me to the Hamptons Bugatti Veyron

Rano Louis zebrał całą ekipę One Direction w kuchni ,przy śniadaniu.
-Wiecie co?-zapytał-W naszym domu jest jakoś tak smutno,cicho i pusto.
-Że co?-Zayn wypluł łyk kawy,na stół-Cicho ,smutno oszalałeś.Ty chyba tu nie mieszkasz.
-Wcale nie,wracając pomyślałem ,że moglibyśmy kupić sobie jakiegoś zwierzaka.
-Jeszcze czego.-powiedział Liam-Kto niby ,miał by się nim zajmować?
-No chyba my wszyscy.-odparł lekko zmieszany Louis.
-A co to miało by być za zwierzę według ciebie?-spytał Harry.
-Pies,kot,papuga.
-Kot,tak kot.Kupmy kota.-zaświeciły się oczy Harremu.
-Po śniadaniu pojadę do zoologicznego zobaczyć co mają.
Nikt nie chciał protestować.

Lou wysiadł ze swojego czarnego samochodu,na przeciwko niebieskiego budynku z dużym szyldem sklep zoologiczny ,,Cztery Łapy''.Wszedł po trzech stopniach i znalazł się w środku.Na pierwszy ogień poszła papuga.
-No cześć.-powiedział przesłodzonym głosem i popukał w klatkę.
Zwierze nie było w nastroju do odwiedzin i od razu udziabało Louisa w palec.Zdeterminowany chłopak poszedł szukać dalej.W oczy rzucił mu się mały szary kotek o błękitnych oczkach.bez najmniejszego zawahania próbował wyjąć malucha z klatki i dokonać zakupu.Jednakże nie miał najlepszych kontaktów ze zwierzętami ,kotek stawiał opory.Może i miał lekka nadwagę ,ale świetnie drapał.Zaraz na dłoni Louisa pojawiły się trzy czerwone ślady po pazurach.W końcu chłopak postanowił się poddać i zawołał sprzedawczynię.Piękna blondynka jednym ruchem wyjęła zwierzątko z klatki.Lou oczywiście musiał palnąć  jakiś tani tekst na podryw.Lekko zmieszana kobieta podeszła do kasy i włożyła kociaka do transporterka.Brunet pognał do czarnego auta.Postawił transporterek ze zwierzątkiem na siedzeniu pasażera,a sam usiadł za kierownicą.Odpalił samochód i po 10 minutach znalazł się przed domem.Kot w swoim pudełku hałasował niemiłosiernie i się wiercił.Chłopak prawie go upuścił.Wszedł do domu i stanął na środku korytarza.Wszyscy domownicy się zeszli.
-A jednak coś kupił-westchnął Liam
-Czy to kot?To kot.Powiedz ,że to kot !-cieszył się Hazza.
Lou otworzył pudełko ,a z niego wyszedł mały ,słodki,lekko otyły kociak.
-Tak ,to kot!-wykrzyknął Harry ,od razu wziął malucha na ręce i zaczął się z nim bawić.Zniknął gdzieś w pokoju.
-Ja nie wierzę.Ty kupiłeś...KOTA!-powiedział Liam.
-Mi się podoba ,jest taki śmiesznie gruby.-odparł Niall.
-Nie lubisz kotów Liamie?-zapytał z ironią Louis.
-Nie chodzi o to czy go lubię czy nie tylko o to kto się będzie nim zajmował jak będziemy wychodzić a próby ,albo koncerty.A jak Coffie urodzi? To Harry już chyba nie będzie poświęcał mu tyle uwagi.
-Ja się bardziej martwię jak go nazwiemy.-odparł Lou
-Ja proponuję mruczek-do rozmowy wtrącił się Zayn.
-Naprawdę stać cię tylko na ....mruczek..
-Nandos ,nazwijmy go Nandos-powiedział Niall
-Najlepiej od razu nazwijmy go Gruby ,i tak nie ma dla niego przyszłości.-odparł zdesperowany Louis.-Harry ! Jak nazwać kota?
-Pan Kot!-odkrzyknął loczek.
-Chyba na razie musi pozostać Pan Kot..
----------------------------------------------------------------
Powróciłam ,po bardzo długiej przerwie.Mamy nowy rok ,może i będzie kontynuacja bloga.Ten rozdział pisałam teraz od momentu przerwy,wcześniejszy dialog jest napisany jeszcze w maju.Ja cie ponad pół roku tutaj nie byłam.Spróbuję powrócić.Jak na razie mamy krótki ,asekuracyjny rozdział ,nie ingerujący tak bardzo w fabułę,bo troszeczkę zapomniałam co tu się działo i będę musiała to sobie najpierw troche przypomnieć.jak narazie  to tyle.

środa, 30 maja 2012

Rozdział 25 Cause baby we were born to live fast and die young, Born to be bad, have fun, Honey, you and me can be one, Just believe, come on.

Wszyscy oprócz Niall'a mieli już swoją drugą połówkę.Pewnego dnia blondyn przyprowadził do domu dziewczynę.Była to drobna ,niska postać o śnieżno białej cerze i twarzy jak porcelanowa laleczka.Była ubrana w miętową spódniczkę w kwiaty,błękitną koszulę bez rękawów ,związaną w tali na supeł i białe sandałki z koralikami.Kruczoczarne włosy zebrała w dużego ,luźnego koka.Miała ogromne zielone oczy i rumieńce na policzkach.Na pierwszy rzut oka wydawała się być miła,nie jak Melanie.
-Connie Darlington.-wyciągnęła swoją bladą ,obwieszoną różnokolorowymi sznureczkami  dłoń w stronę dziewczyn.
-Charlotte.-powiedziała nasza blondynka.
-Coffie.-przedstawiła się brunetka.
-A to są :Harry,Zayn,Liam i Louis.-powiedział Nialler.
-Miło was poznać.-Connie uśmiechnęła się.
-Może wybierzemy się 8 na lody?-zaproponowała Charlotte.
-Dobry pomysł.-powiedziała Coffie-Dajcie mi godzinkę,muszę iść do domu i się przebrać.
-Naprawdę godzinę?-zapytał Harry.
-Tak,komu w drogę, temu czas.-brunetka wstała i razem z Charlotte wyszła z domu chłopaków.
Coffie otworzyła drzwi od szafy na oścież,uniemożliwiając tym samym wejście do pokoju Lottie.Brunetka wyjęła piżamowe spodnie w azteckie wzory i białą bokserkę,włosy związała w ciasnego,małego warkoczyka.W przed pokoju szybko wsunęła nogi w czarne vans'y.kiedy dotarły na miejsce wszyscy już byli gotowi i czekali na nie.
-To co wyruszamy?-zapytała brunetka poprawiając swoje lennonki.
Wszyscy jak na komendę ruszyli ku drzwiom.Nie obyło się bez małej przepychanki.Na samym początku szedł Liam i Zayn,za nimi Harry i Louis,potem Lottie i Coffie ,a na końcu Niall i Connie.Doszli do kawiarni ,,Life is passing ,sweetness remains" .W środku panowała miła atmosfera.Białe ściany,duże okna,rzucające blask na wystawę pełną ciastek,tortów,ciast i innych.Znaleźli dużą kanapę w rogu sali.
----------------------------------------------------
Rozdział kończy się w dziwnym momencie,ale chciałam go jak najszybciej dodać,ale musiałam wyłączać komputer..Przepraszam,że tak długo nie pisałam.W między czasie byłam na wycieczce.Teraz już mam mniej więcej pomysł na fabułę więc będę pisać częściej.
Wcześniej zapomniałam załączyć zdjęcia,więc tak wyglądała Melanie:

Bangs,Brunette,B (1) Wall Photos

(1) Wall Photos long live brunettes†

A oto Connie:

Achtergronden en zinnetjes., Algemeen album - Hyves.nl Twitpic - Share photos and videos on Twitter

 beautiful, black and white, girl - inspiring picture on Favim.com Facebook



sobota, 19 maja 2012

Rozdział 24 I sing the National Anthem While I'm standing over your body Hold you like a python

Wszyscy zebrali się w domu One Direction.Było ciepłe niedzielne popołudnie.Nie mieli żadnych planów na spędzenie reszty dnia.Postawili na siedzenie przed telewizorem i kłócenie się o pilota.Ktoś zapukał do drzwi.Zayn leniwie podniósł tyłek z kanapy i otworzył drzwi.Stali tam dwaj funkcjonariusze londyńskiej policji.Gruby ,ciemnoskóry typowy aspirant na pączka,za nim stał niski i chudy pomocnik.
-Posterunkowy Jones.-pokazał legitymację grubszy.-Mieliśmy cynk ,że ktoś u was w domu posiada marihuanę.-powiedział prosto z mostu,bez owijania w bawełnę.
-Że...ccco?-zapytał z niedowierzaniem mulat.
-To co usłyszałeś chłoptasiu,a teraz gadaj
-Nic mi nie wiadomo o żadnej marihuanie w naszym domu.Może to tylko pomyłka.
-Jaka znowu pomyłka ?Tu jest Grays Inn Road 34?
-Tak tutaj.
-No właśnie,lepiej od razu gadaj gdzie ją masz.-najwyraźniej gruby odgrywał tu rolę złego gliny.
-Jeszcze raz powtórzę nie mam żadnej marihuany,może pan przeszukać dom.-powiedział bez wahania Zayn.
Policjanci weszli do domu.Rozejrzeli się i rozdzielili.gruby został na dole,a pomocnik poszedł do góry.Przejrzał starannie każdy kąt.
-Barry chodź na górę.-zawołał chudy.
Jones natychmiast udał się na górę,za nim gęsiego dreptali domownicy.Głos dobiegał z pokoju Zayn'a.Chłopak przejechał sobie ręką po twarzy.Wszyscy obawiali się tego co zaraz zobaczą i usłyszą.
-Jest tutaj.-powiedział triumfalnie trzymając w ręku małą torebeczkę z marihuaną.
-Dobra robota Dickens.-pogratulował mu Barry.
-A...alle..to nie należy do mnie.-powiedział Zayn.
-Ależ,oczywiście to nie twoje,ktoś ci to napewno podrzucił.-śmiał się ironicznie Jones.
-Właśnie ktoś musiał mi to podrzucić.
-Zobaczymy co wykaże analiza odcisków palców,a narazie jest pan zatrzymany pod zarzutem nielegalnego posiadania marihuany.
Funkcjonariusze zabrali chłopaka i wsadzili do wozu.
-Co teraz będzie.-zapytała Charlotte z zaszklonymi oczyma.
-Nie mam pojęcia.-przytuliła ją Coffie.
-Kto to mógł być,to na pewno nie był Zayn.-stwierdził Liam.
-A może to Melanie.Podrzuciła mu towar i zniknęła.-rzuciła Lottie.
------------------------------------------------------------------------
Wiem ,że trochę to przerysowałam ale nie mam doświadczenie w tego typu sprawach.Chciałam bym dedykować en ten rozdział Jagodzie ,ponieważ to był jej pomysł i miała wczoraj urodziny więc WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

środa, 16 maja 2012

Rozdział 23 It's a love story for the new age For the six page

Charlotte obudziła się w ramionach Zayn'a.Rozejrzała się po pokoju.Długo myślała o tym co wydarzyło się zeszłej nocy.Poszła go pocieszyć,a teraz budzi się w jego ramionach.Wyznał jej miłość ,a potem wylądowali razem w łóżku.Poczuła się trochę jak tania dziwka,która puszcza się z pierwszym lepszym...Nagle i Zayn się obudził.Rozwiał jej wszystkie wątpliwości ,pocałunkiem na przywitanie.
-Cześć!-powiedział zaspanym głosem.
-Cześć,chodźmy na śniadanie.-odpowiedziała cicho.
Kiedy schodziła po schodach przypomniała sobie o Coffie.Pewnie była z Harrym,chyba że pojechała do domu.Jednak zobaczyła całą,zdrową i uśmiechniętą brunetkę przy kuchennym stole z resztą One Direction.
-Uuuuu widać,że nasz Zaynek szybko się pocieszył.-powiedział Louis na widok chłopaka z Charlotte.-Co wyście wczoraj wyprawiali,prawie dostałem zawału.
-Nic...-Zayn przeczesał włosy palcami.
-Nie wogule!Ja widziałem co innego.-śmiał się.
-No już daj im spokój Lou.-powiedziała Eleanor.-A swoją drogą czy chcielibyście nam coś powiedzieć?
-Ja i Zayn jesteśmy razem.-odparła Lottie.
-Gratulacje.-Coffie przytuliła przyjaciółkę.
-Wiedziałem ,że będziecie razem.Byłem tego pewny .To...przeznaczenie.-śmiał się Harry.
-Może wyjaśnicie dlaczego tamtej nocy było tutaj tak głośno.-zapytał Louis.
Zakochani spalili cegłę.
-Bo darłeś się w niebo głosy.-stwierdziła Lottie.
-Daj im wreszcie spokój Louis.-powtórzyła Eleanor.
-Ale ja jestem tylko ciekawy.-odparł.
-O zamknij się !.-uciszyli go wszyscy.
Wreszcie usiedli do śniadania.Harry zrobił naleśniki.
-Cieszę się,że nareszcie nie ma tu tej jędzy Melanie.Ona była okropna,co ty w niej widziałeś?-zapytał Liam.
-Ja już sam nie wiem.-zmieszał się.
-Skończmy ten temat.-zarządził Niall.


***


Był wieczór.Lottie i Zayn siedzieli na dachu domu,trzymając się za ręce.Księżyc świecił bladym,jasnym światłem,prosto na nich.Dokładnie widzieli swoje twarze.Siedzieli tak i rozmawiali.Nagle ich twarze zaczęły się do sienie przybliżać.Lottie spojrzała na jego brązowe tęczówki,poczuła jego zapach.On złapał ją za ręce i przyciągnął do siebie.Całował powoli,jak by kosztował czegoś nowego.Chcieli aby ta chwila trwała wiecznie.Był coraz śmielszy,w końcu subtelny pocałunek przerodził się w namiętny i zaborczy.Lottie wplotła palce w jego włosy,on złapał ją w tali.
----------------------------------------------------
Wybaczcie że tak długo nie pisałam.Już dostałam opiernicz od Jagody :) Kolejny nie udolny i długi jak cholera rozdział.;D

sobota, 12 maja 2012

Rozdział 22 On our drugs and our love and our dreams and our rage Blurring the lines between real and the fake

-Jeszcze nic nie jest stracone.
-Charlotte ja cię kocham, rozumiesz.
Dziewczynę zamurowało. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Raczej przygotowała się na odrzucenie. Nawet przygotowała sobie plan działania, że najpierw na niego spojrzy, a potem sobie pójdzie. Nic specjalnego, a tu nagle…spojrzała na chłopaka. Zapowietrzyła się.
-Ja..ciebie…też..kocham!
-Więc będziemy razem?- zapytał chłopak trzymając Charlotte za rękę.
-Tak?- zapytała zakłopotana, jednak na jej ustach zawitał uśmiech-Tak, będziemy razem! Słysząc to chłopak, dosłownie rzucił się na dziewczynę i zaczął ją całować. Dziewczyna odwzajemniła pocałunek i objęła swoją miłość. Ten mały gest jeszcze bardzie zachęcił chłopaka do dalszych działań. Objął dziewczynę i wsadził jej rękę pod bluzkę. W tym samym czasie, dziewczyna usiadła na kolanach Zayna i zdjęła mu koszulkę. Uciszony chłopak, postanowił iść dalej i zdjął dziewczynie top. Z każdą chwilą emocje narastały. Całowali się teraz wręcz nachalnie, ale cały czas delikatnie względem partnera. Zachowywali się tak, dopiero od 10 minut, a już Charlotte siedziała na kolanach swojego chłopaka w staniku, a Zayn był bez koszulki i ściągał spodnie. W tym czasie dziewczyna zdjęła swoje rurki i położyła się leżącego na łóżku Zayna, który był w samej bieliźnie. Znów zaczęli się całować, ale tym razem wijąc się na łóżku. Chłopak bez zastanowienia zaciągnął dziewczynę  pod pościel i tam dobrał się do jej piersi. Dziewczyna czując na nich dłonie chłopaka, przeszedł ją miły dreszcz i o dziwo wsadziła swoją rękę pod bokserki chłopaka, tym samym dotykając jego przyrodzenia. Chłopak zareagował tak samo jak Charlotte, na przekór denerwowała chłopaka nie robiąc nic specjalnego. Spojrzała na swojego partnera.
-Jeżeli masz tak się za mną bawić, to pogadamy inaczej!- zaśmiał się Zeyn i znów uporczywie, rzucił się na dziewczę, całując ją i coś a’la obmacując. Szczerze mówiąc, gdyby oboje tego nie chcieli, to można by powiedzieć, że to był gwałt z molestowaniem + okrucieństwem. Nagle dziewczyna zdjęła swój fioletowy stanik, a chłopak wypuścił swojego „przyjaciel” na zewnątrz, tym zachęcając dziewczynę do ściągnięcia ostatniej części garderoby, która o o dziwo nie leżała na dywanie. Jednak dziewczyna spojrzała n chłopaka i pokręciła przecząco głową.
-Nie mogę Zayn…
-Dlaczego, myślałem, że chcemy tego oboje?-zapytał chłopak przysuwając się do dziewczyny i obejmując ją ramieniem.
-Ja wiem, że ty tego chcesz, ja też tego chcę, ale nie mogę…
-Dlaczego?- zapytał spokojnie chłopak.
-Nie mogę zajść w ciąże, bo..-urwała, nie potrafiła tego powiedzieć swojemu ukochanemu.
-Powiedz mi kotku-zachęcił ją Zyan.
-Nie jestem gotowa na dziecko, nie mnie na dziecko, nie mamy czasu..-w tym momencie Zayn "uciszył"swoja ukochaną gorącym pocałunkiem. Trwali tak bez ruchu z jakieś 5 minut. W końcu chłopak oderwał się od dziewczyny.
-Nie każdy związek musi się kończyć na ciąży.-Charlott'a uśmiechnęła się i rzuciła się na Zayna śmiejąc. Znów zaczęli się kochać. Nie mogli się powstrzymać. Oni po prostu się kochali.
Nagle drzwi od pokoju się otworzy. Do pomieszczenia wszedł Louis, który najwyraźniej nie wiedział co się dzieje, ponieważ nie sprawiał wrażenia zakłopotanego.
-Słuchaj, zgubiłem pilota do telewizora, wiesz może...-spojrzał na Zayna, który leżał w łóżku z dziewczyną. Louis'a zamurowało, prawie tak samo jak Charlotte. Jednak Zayn pozostawał niewzruszony. Pewnie wiedział, że prędzej czy później coś przerwie tą słodka chwilę. Spojrzał na Louis'a, który cały czas się wgapiał w parę.
-Pilot powinien być, gdzieś za kanapą-powiedział i pokazał Louis'owi drzwi, dając mu jasno do zrozumienia, że ma od razu się ewakuować. Louis o dziwo, od razu zrozumiał przekaz od przyjaciela i wyszedł. Oczywiście nie uszło uwadze Charlott i Zayno'wi, że ich gość, od razu po wyjściu zaczął krzyczeć w wniebogłosy co właśnie zobaczył. Szczerze mówiąc zakochani, nie bardzo się przejęli. Wręcz odwrotnie, zaczęli się śmiać i zasnęli w swoich ramionach.
------------------------------------------------------------------
Rozdział pisany przez cudowną Jagodę -dziękuję !♥Wbijajcie na jej bloga ♥One Direction i ich miłosne podboje♥
 

sobota, 5 maja 2012

Rozdział 21 Honey it is time to spit Boy you're so crazy, baby I love you forever Not maybe You are my one true love

Minęło 5 dni od wyjazdu Melanie.Jeszcze ani razu nie odezwała się do Zayn'a ,ale może to i dobrze,bo los szykował dla niego ogromny cios.Nagle rozległ się dzwonek telefonu mulata.Chwycił go szybko i odebrał wiadomość.
'Zayn z nami koniec.Poznałam tu cudownego chłopaka jesteśmy razem.


                                                                                  Melanie'
Nie wysiliła się za bardzo,do sms'a dołączyła zdjęcie.Widniała na nim ona i jakaś postać ,przedstawiająca wysokiego blondyna.Trzymali się za ręce.Zayn rzucił telefonem o podłogę i pobiegł do swojego pokoju.


KILKA DNI PÓŹNIEJ

-Lottie błagam przyjedźcie.-błagał Louis w słuchawce.
-Co się stało?-zapytała.
-Melanie rzuciła Zayn'a.
-Tak...-przerwała mu Lottie cichym ,triumfalnym mruknięciem.
-Co?
-Nie nic,mów dalej.
-No więc chłopak się załamał .Cały czas siedzi w swoim pokoju,z nikim nie rozmawia.Gapi się tylko w tę ścianę całymi dniami.
-Ok,zaraz przyjadę.-rozłączyła się

Po 15 minutach obie dziewczyny stanęły w progu domu.
-Już jestem.
-Dziękuję,dziękuję.-płaszczył się Louis.
-Ok,zobaczę co da się zrobić.-ruszyła na górę.

-Mogę wejść.-powiedziała cichym głosikiem.
Zayn popatrzył się na nią,a potem odwrócił wzrok.Charlotte usiadła na rogu jego łóżka.
-Ja nie rozumiem jak ty możesz przejmować się tą dziewczyną.-Zayn cały czas milczał-To ewidentnie było widać,że ona leci na kasę.Może to trochę zaboli,ale jej pewnie wcale nie zależało na tobie,znudziłeś się jej więc poszła do innego.Przed tobą miała pewnie setki takich chłopaków,którym wmawiała ,że są jedyni.-popatrzyła na jego smutną twarz.W jego oczach było widać ból.-Wiem,kompletnie nie umiem pocieszać,ale taka jest prawda.
-Masz rację,nie potrafisz pocieszać.-po raz pierwszy od rozstania ,Zayn się odezwał.
-Dlaczego ,ty się nią przejmujesz?Nie była ciebie warta.Taka ździra nie zasługuje na, takiego wspaniałego faceta.-powiedziała.
-Ja,ją naprawdę kochałem.-jego oczy się zaszkliły.
-Nadal ją kochasz?
-Nie wiem,po tym co mi zrobiła.
-No właśnie.
-Ale nie da się ,jak na pstryknięcie palca odkochać.
Lottie spuściła głowę.
-Co jest?-zapytał.
-Kiedyś ,może nieświadomie robiłeś mi nadzieję.Podobałeś mi się,to uczucie narastało we mnie.Ale kiedy przyprowadziłeś Melanie do domu,coś we mnie pękło.Coffie i Eleanor starały się mnie pocieszać,udawałam ,że wszystko jest w porządku,ale to były tylko pozory.Żyłam tą niespełnioną miłością.Byłam w tobie zakochana,liczyłam,że ty we mnie też.Ale Melanie utwierdziła mnie w przekonaniu,że nie.
Zayn usiadł na łóżku,nie wiedział co powiedzieć.
-Byłaś,we mnie zakochana.Boże jaki ja byłem ślepy,popełniłem największy błąd w życiu i już nigdy nie uda mi się go naprawić.
-Jeszcze nic nie jest stracone.
-Charlotte ja cię kocham,rozumiesz.
Dziewczynę zamurowało.
--------------------------------------------------
nie udał mi się ten rozdział.Z góry przepraszam za literówki lub inne błędy ,ponieważ pisałam ten rozdział ze schnącym lakierem na paznokciach.


Rozdział 20 Baby's all dressed up, with nowhere to go That's the little story of the girl you know Relying on the kindness of strangers

Impreza się jeszcze nie skończyła.wszyscy się trochę ogarnęli,a zamiast tortu zamówili pizzę.Jedynie Melanie siedziała w kącie obrażona.Louis gdzieś zniknął.Nagle pojawił się ,stanął na środku pokoju z rękami założonymi do tyłu.
-No to nadszedł czas na wręczenie prezentu.-Louis wyjął zza pleców złotą łyżkę z wygrawerowanym 'Liam loves snoop'.Wszyscy przeczytali napis i wybuchnęli śmiechem.
-Lou,co tam jest napisane?-spytała Eleanor.
-Miało pisać Liam kocha łyżki.-zrobił pauzę i przeczytał w myślach napis i też wybuchł śmiechem.-Wiedziałem ,że coś nie tak.Wręczyli Liamowi prezent.Popłakał się ze śmiechu,może trochę ze strachu.Było bardzo wesoło,tylko Melanie nie było do śmiechu.
-Zayn.-zawołała i zaczęła szeptać mu coś na ucho ,a po chwili wyszli.

***

Dziewczyny obudziły się grubo po 12.
-Byłyśmy dziś umówione z chłopakami.-powiedziała Coffie.
-Na którą?.-zapytała nerwowo Lottie.
-Za godzinę,i ja zaklepuję łazienkę.-brunetka szybko pobiegła do pomieszczenia.

Kiedy obie były gotowe udały się do domu One Direction.Byli tam wszyscy  nawet Melanie,która właśnie rozmawiała z Zayn'em.
-Wyjeżdżam na tydzień do mojej przyjaciółki Lilith.-oznajmiła.
-Ok.-powiedział permanentnie Zayn nie odrywając wzroku od jakiegoś filmu lecącego w telewizji.
-Będziesz tęsknił?
-Tak.-odparła.
-Zayn,kochanie czy ty mnie w ogóle słuchasz.-powiedziała z przejęciem Mel.
-Słucham,miłej podróży ,będę tęsknił.-ocknął się Zayn.
Pod dom chłopaków zajechało piękne ,czarne auto.Wysiadła z niego dziewczyna w wieku Melanie.Miała blond włosy związane w wysokiego koka na czubku głowy.Ubrana była w chabrowe rurki,fioletową cieniowaną bokserkę i czarne trampki.
-O to Lilith ,muszę lecieć.Papa.-pocałowała Zayn'a w policzek.
-Nareszcie się jej pozbyłyśmy.-mruknęła Lottie.
---------------------------------------------------
Rozdział bardzo krótki i bez sensu -,-

piątek, 4 maja 2012

Rozdział 19 Runnin' from the cops in our black bikini tops screaming, "Get us while we're hot" "We don't give a what"

Zbliżały się urodziny Liam'a.Przyjaciele postanowili jakoś to uczcić.Wiedzieli że on nie lubi niespodzianek,więc poprzestali na zakupieniu jakiegoś ładnego tortu i zabawienia się w skromnym gronie.Dziewczyna Liam'a-Danielle była akurat w trasie.Charlotte wpadła na pomysł ,żeby jednak ściągnąć ją chociaż na ten jeden dzień do domu.
-Ma ktoś jej numer.Nie ,ale Liam zostawił telefon w pokoju.-powiedział Louis.
-Ok.dzięki za cenną informację.Ty i Harry odciągniecie jego uwagę,Coffie będzie stała na czatach,a ja wślizgnę się do jego pokoju i zabiorę telefon.-zarządziła.
-A ja co mogę zrobić?-zapytała Melanie.
-Ty siedź na dupie i rób to co zwykle.-powiedziała szybko Lottie-To jak ?Chłopaki zajmijcie Liam'a.
Louis i Harry złapali chłopka i zaczęli zadawać różne niedorzeczne pytania.W tym czasie Charlotte udała się niepostrzeżenie do pokoju Liam'a.Coffie stanęła po lewej stronie drzwi wyglądając czy ktoś nie idzie.Lottie rozejrzała się po pomieszczeniu.Nigdzie nie było komórki.Rozrzuciła rzeczy na biurku ,przeszukała łóżko.Telefon cały czas leżał sobie spokojnie pod stertą ubrań na podłodze.Lekko poddenerwowana złośliwością przedmiotów martwych,Charlotte wyszła z pokoju,chowając komórkę w kieszeni swetra.zeszły na dół i dyskretnie ,z ukrycia pomachały chłopakom telefonem.Oni natychmiast dali spokój biednemu Liam'owi i udali się do pokoju Louis'a.Wszyscy usiedli na jego nie pościelonym łóżku.
-Ok to szukamy.-Lottie ,,weszła'' w kontakty-Sprawdzę pod ,D'.-przesunęła palcem po ekranie,nie było tam numeru Danielle.
-Nie wiem,spróbuj pod ,M' jak misiaczek albo coś w tym stylu.-palną  Lou.
-W taki sposób możemy szukać bez końca.-podsumowała Coffie.
-Egh..Dej mi to.-Harry zabrał Charlotte telefon-Trzeba sprawdzić w ostatnich połączeniach.
Wreszcie Hazza odnalazł numer.
-Kto mówi?-spytał Harry.
-Na pewno nie ty.-skwitowała Lottie.
-Ej.-obruszył się .
-Niech mówi Charlotte.
-Ok no dobra,ale co mam mówić?
-Coś w stylu.,cześć dzwonię z telefonu Liam'a ,bo on ma za niedługo urodziny i chcielibyśmy zrobić mu niespodziankę, więc czy mogłabyś przyjechać chociaż na jeden dzień,on bardzo by się ucieszył.
-No ok to dzwonię.
Lottie nacisnęła zieloną słuchawkę przy zdjęciu Danielle.
-Halo.-powiedział głos w słuchawce.
-Cześć ja jestem Charlotte ,koleżanka chłopaków.
-Wiem.
-Jak wiesz Liam ma za niedługo urodziny i chcielibyśmy zrobić mu niespodziankę w postaci twojego przyjazdu.-Charlotte mówiła bardzo formalnie.
-To bardzo dobry pomysł ,jestem akurat niedaleko Londynu.Może udało by mi się wyrwać na ten czas.-odparła.
-To świetnie!
-Poczekaj chwilkę zaraz sprawdzę...Tak ,udało by mi się znaleźć chwilkę.
-Jej.-pisknęła Lottie.-To super.Dobra nie zajmuję ci więcej czasu.
-Papa.
Charlotte rozłączyła się.
-I jak?-zapytała Coffie.
-Przyjedzie.-uśmiechnęła się.
-Super! Teraz musimy jeszcze skołować tort.-powiedział Harry.
-Mam znajomą, która prowadzi cukiernię.Robią piękne ciasta,zadzwonię do niej.
-Świetnie,ale jak ma wyglądać ten tort?
-Hmmmm....
-Nich będzie w kształcie żółwia.-wykrzyknął Harry
-Dobry pomysł Haroldzie,nie spodziewałam się tego po tobie.-śmiała się Lottie.-Teraz cicho bo dzwonię.
-Tak...
-Cześć Lynn,mam do ciebie sprawę.
-No mów.
-Mój kolega ma urodziny,czy mogła byś upiec dla niego tort w kształcie żółwia?
-Nie ma sprawy,na kiedy?
-Pojutrze,najlepiej przed 14.
-Ok,już zapisuję,będzie gotowy na pojutrze o 13 ,odbierzecie go w mojej cukiernik.
-Ok,bardzo dziękuję,papa.
Lottie uśmiechnęła się porozumiewawczo-Załatwione!
-Super,jesteś wielka.


***


Dzisiaj był dzień urodzin Liam'a.Była godzina 13.Louis i Zayn zostali wysłani po odbiór tortu.Melanie nie była zadowolona faktem iż zabrano jej ,ukochanego'.Harry zajmował Liam'a,a Lottie uzgadniała jeszcze kilka spraw z Danielle. Miała się zjawić około 15.
Minęło pół godziny,a chłopacy z tortem jeszcze się nie zjawili.,No co jest'myślała Lottie.Nagle rozległ się dzwonek jej telefonu.
-Słuchaj złapaliśmy gumę,jesteśmy w polu.
-CO!-krzyknęła-Za ile będziecie?
-Nie wiemy kiedy przyjedzie serwis.
-A sami nie umiecie zmienić koła,dwóch facetów?-powiedziała z niedowierzaniem.
-Nie mamy zapasowego.
-Świetnie.-przejechała sobie ręką po twarzy.-Co my teraz zrobimy.Słuchajcie jest w pół do drugiej,zostało półtorej godziny,może się wyrobicie?-zapytała z nadzieją.
-Zobaczymy,będę cię informował na bieżąco.-Louis rozłączył się.
Charlotte zaczęła chodzić w kółko po pokoju.
-Co jest ?-podeszła do niej Coffie.
-Chłopacy złapali gumę,i prawdopodobnie nie dojadą na czas.
-No to mamy problem.
Po 15 minutach ponownie odezwał się telefon Lottie.Skoczyła po niego i szybkim ruchem przyłożyła do ucha.
-Co jest?-
-Przyjechał serwis,chyba się wyrobimy.
-Dobra czekamy.-powiedziała już bardziej radośnie dziewczyna.
Odłożyła telefon na stół i usiadła na kanapie.
-Jest już serwis.-odparła.
-To dobrze,teraz już tylko czekamy.
Minęło pół godziny a chłopacy się nie zjawili.Lottie coraz bardziej się denerwowała.Jej telefon znowu zadzwonił.
-Już jedziemy!-Louis krzyknął do słuchawki.
-Nareszcie! To czekamy,Danielle już się zjawiła.
Kiedy Lottie usłyszała dzwonek do drzwi ,zeskoczyła z kanapy i podbiegła otworzyć.Ukazali się jej,chłopacy z tortem.Ciasto wyglądało pięknie.Wszyscy zebrali się w salonie,łącznie z Melanie.Lottie miotała się w kuchni ze świeczkami.kiedy wszystko było gotowe,blondynka weszła do salonu niosąc tort.Niestety pech chciał,dziewczyna potknęła się o kabel biegnący przez podłogę.Ciasto wylądowało na nowej ,różowej sukience Melanie.Lottie lekko się uśmiechnęła i zagryzła usta.
-Patrz co zrobiłaś!-krzyknęła Mel-To była moja ulubiona sukienka.-zdjęła kawałek ciasta z dekoltu i rzuciła prosto w twarz Lottie.
-O nie!Teraz to przesadziłaś!-oddała brunetce,niestety ta się schyliła i oberwał Zayn.
Rozpętała się bitwa na ciasto.W końcowym efekcie wszyscy byli wysmarowani zielono -białym ciastem.Wyglądali komicznie.Wszyscy się z tego śmiali,oprócz Melanie ,która była zdruzgotana faktem,iż jej ukochana sukienka jest brudna.
-Uśmiech!-krzyknęła Eleanor,włączając aparat i szybko podbiegła do reszty-Dokumentacja musi być.
----------------------------------------------
Oto kolejny rozdział.Jeżeli ktoś to czyta ,proszę o kometarz ;D

środa, 2 maja 2012

Rozdział 18 And that's where the beginning of the end begun Everybody knew that we had too much fun We were skippin' school and drinkin' on the job With the boss

Od czasu zapoznania się z Melanie ,Charlotte nie pojawiała się u chłopaków.Za to Harry czasami wpadał je odwiedzić.
-Dziewczyno ogarnij się!-krzyknęła Coffie.-Siedzisz na tej kanapie w szlafroku ,oglądając jakieś dramaty.Rusz się.Nie będziesz się już kumplować z One Direction tylko przez tą dziewczynę?To nie poważne.Gdzie jest ta stara Lottie ,która niczego się nie bała,a jeśli ktoś stanął na jej drodze chcą przeszkodzić miała na niego wyjebane.Wstawaj.-potrząsnęła jej ręką.
-Już.-podniosła ostentacyjnie ręce.
Kiedy doprowadziła się do porządku ,wyszły z domu stawić czoła strasznej hipsterce.Stanęły przed domem chłopaków.Lottie wzięła głęboki oddech i weszły do środka.Melanie też tam była.
-Witajcie.-powiedziała charyzmatycznie Coffie ,powstrzymując śmiech.Podeszła bliżej do Mel:
-Cześć Melanie.-przywitała się z wyższością spoglądając na jej ubiór.
-Lottie chodź na słówko.-pociągnęła ją za rękę.
-Co jest?-spytała .
-Widzisz w co ona jest ubrana?
-Tak,zwykły top,spodnie i sweter.
-Byłam wczoraj u nich na chwilę i miałam na sobie prawie że identyczny outfit.
-Czyli mamy doczynienia z kopiarą.-stwierdziła.
-O tak.Dobra chodź.
Lottie jeszcze raz spojrzała na Melanie.Była ubrana w zielony top w czarną a kratę,czarne rurki i biały sweter.
-A więc co tam u ciebie Melanie.-Coffie powiedziała z naciskiem na ostatni wyraz.
-A nic , a u was?-odparła swoim przesłodzonym głosikiem.
-Dobrze ,dobrze.Co za zbieg okoliczności byłam wczoraj bardzo podobnie ubrana.
-Faktycznie,jaki przypadek.-odpowiedziała.-Dobra muszę iść,wybieramy się z Zayn'em na miasto.-niebyła już taka milutka.Przyjaciółki uśmiechnęły się porozumiewawczo.Para gołąbków opuściła dom.Nagle rozległ się krzyk.
-Niall miałeś zrobić pranie!-wydarł się Liam.
-Ale ja nie umiem.
-Na pewno sobie poradzisz.-poklepał go po ramieniu Harry.
-Właśnie musisz tylko wsypać proszek,płyn do płukania i ustawić program.Nic trudnego.-powiedziała Coffie.
Niall leniwe zwlókł się z kanapy i poszedł  w stronę pralki.Biedak nie wiedział jak się do tego zabrać.Władował wszystkie ubrania z kosza na budy,nie patrząc na to czy farbują czy nie.Wsypał bardzo dużo proszku,ponieważ opakowanie wyślizgnęło mu się z rąk.Nalał płyn do płukania i zamknął pralkę.Wcisnął pierwszy lepszy, przypadkowy guzik.jak najszybciej opuścił to pomieszczenie.
Po pewnym czasie z pralni zaczął dobiegać jakiś hałas.Wszyscy popatrzeli się na Niall'a.
-No co?-jęknął.
-Co to za hałas Niall?-spytał Liam podejrzliwym głosem.
-Ehh...już idę sprawdzić-westchnął.
Stanął w drzwiach pomieszczenia.na podłodze rozlewała się ogromna kałuża.Z pralki lała się woda zmieszana z mydlinami.Za Niall'em stanęła reszta domowników.
-Co tu się do cholery dzieje?-spytał Liam.
-Nie wiem.Pewnie ta pralka jest jakaś wadliwa,albo coś w tym rodzaju.
-Nie stójcie tak, tylko trzeba coś zrobić.-przegoniła ich Lottie.

Kiedy sytuacja została opanowana,zaczęli ratować pranie.Niestety wszystkie białe koszulki były teraz szare,albo różowe.
-Niall.-krzyknął Harry-zafarbowałeś moje ulubione bokserki na różowo!
-Sami kazaliście mi robić pranie.-wykręcał się.
-Pożałujesz.-Harry zaczął gonić biednego blondyna po całym domu.
----------------------------------------------
Rozdział nie specjalny .;D

Rozdział 17 Baby's table dancin' at the local dive Cheerin our names in the pink spotlight

                                                               KILKA DNI PÓŹNIEJ

Wszyscy oprócz Zayn'a siedzieli w domu,przed telewizorem.Nie mieli nic do roboty.Ich wakacje się już skończyły.Nastał wrzesień.Dziewczyny postanowiły zrobić sobie przerwę od szkoły i wrócić dopiero w przyszłym roku.Na pewno w przypadku Charlotte,co do Coffie to jeszcze nie wiadomo.Ona będzie miała na głowie dziecko.nagle drzwi od domu otworzyły się stanął w nich Zayn z jakąś dziewczyną.Miała ona długie ,jasno brązowe włosy ,upięte w luźnego,niezdarnego koka.Na jej twarzy widniały ogromne okulary ,jak by kocie oczy,które na pewno były zerówkami.Ubrana była w ciasne rurki z fikuśnym paskiem,biały t-shirt i jasno różowy sweter z luźnym splotem..W okół szyi miała owiniętą tonę barwnych chust w azteckie wzory.Na nogach znajdowały się czarne converse'y.W ręku trzymała iPhone'a i kawę starbucks.Dziewczyny zmierzyły ją wzrokiem.
-To jest moja dziewczyna Melanie.-powiedział.
Charlotte nie wierzyła własnym uszom.Czuła jak łzy napływają jej do oczu.Szybko wyszła z pokoju i pobiegła na górę do łazienki.Coffie i Eleanor ruszyły za nią.Lottie stała pochylona nad umywalką,po jej policzku spływała łza.
-Co jest?-zapytała spokojnie Coffie.
-Ta pożal się Boże dziewczyna,chodzi z Zayn'em.-zacięła się-Ale on mi się strasznie podoba.-głośno załkała-Myślałam że ja mu też.Ale jak widać pomyliłam się.-starła z policzka mokry ślad.-Myślałam ,że on coś do mnie czuje,ja się chyba,nawet ,trochę zakochałam.Teraz prowadza się z jakąś pokraką w za dużych okularach.
-Faktycznie wygląda komicznie ,a nawet żałośnie.-starała się złagodzić sytuację Eleanor.
-Jestem ciekawa tego jak się odezwie.Wygląda na okropnego pustaka.
-Pojeżdżacie biedną dziewczynkę,a może ona jest bezdomna albo biedna.-śmiała się Coffie.
-Raczej nie .-skrzywiła się Lottie-Widziałaś tego iPhone'a ,i jej ubiór nie wskazywał na biedotę.
-Może i masz rację,ale normalna to ona nie jest.-skwitowała Coffie.
-Mi też nie przypadła do gustu,ale nie możesz stwierdzić jaka ona jest .Widziałaś ją przez dobrą minutę,na mnie też nie zrobiła najlepszego wrażenia.-powiedziała Eleanor.
-Chodźmy już lepiej bo zrobi się afera.
Kiedy zeszły na dół,wszystkie pary oczu skierowały się na nie.
-No co?-powiedziała lekko piskliwym głosikiem Eleanor.
Melanie siedziała na kolanach Zayn'a.
-Dziewczyny to jest Melanie moja nowa dziewczyna.-powiedział.
-Wiemy.-mruknęła Charlotte.Cześć.-leniwie machnęła jej przed twarzą ręką.
-Mel.-Zayn zwrócił się do dziewczyny-To jest Charlotte,Coffie i Eleanor.Eleanor to dziewczyna Louis'a ,a Coffie jest z Harrym.-powiedział-Mają razem dziecko.
-O!Ile oni się znają.już mają dziecko?-spytała Melanie.
Coffie zagryzła usta ,żeby powstrzymać się od zgryźliwego komentarza.'Jeszcze może niech powie ,że jestem  puszczalska' pomyślała.Dziewczyny czuły ,że nie będą miały z nią łatwego życia.Była jednak iskierka nadziei, że Zayn przejrzy na oczy i ją zostawi.
----------------------------------------------------
Przepraszam ,że nie pisałam.Była taka piękna pogoda więc większość czasu spędzałam  na dworze.Ale mam już mniej -więcej plan na kilka rozdziałów ;D
Jak pewnie zauważyliście ;) zmieniłam nazwę bloga.Tamta mi się znudziła.< -,- >

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Rozdział 16 Remember how we used to party up all night Sneaking out and looking for a taste of real life

Dziewczyny leżały na gorącym piasku,a chłopacy bawili się w wodzie.Coffie i Charlotte miały teraz więcej czasu żeby poznać Eleanor.Lottie leżała na wznak i wpatrywała się w niebo.
-Co tam u ciebie?-Coffie zapytała sztucznie Eleanor.Charlotte przejechała sobie ręką po twarzy.
-Nawet,dobrze .-odpowiedziała z wahaniem-A u ciebie?
-Też.-odparła,na twarzy Lottie zagościł wyraz zażenowania.
Coffie odpuściła sobie rozmowę i też zaczęła wpatrywać się w niebo.Chwilę spokoju przerwali im jednak chłopacy.Podbiegli do dziewczyn i chlusnęli na nie zimną,morską wodą.Rozległ się głośny pisk Lottie,Coffie i Eleanor.
-Teraz nie żyjesz Harry!!!!!!!!!!-krzyknęła przez zaciśnięte ze złości zęby-Dorwę Cię!-Harry zaczął uciekać w stronę morza,Coffie biegła za nim.Chciała go wywalić do wody,ale on ją uprzedził.Wziął brunetkę na ręce i wrzucił do wody.Kiedy ,już się wynurzyła z impetem go ochlapała.Do,,zabawy ''przyłączyła się reszta.Kiedy wszyscy przemokli do suchej nitki udali się na brzeg.Usiedli na rozłożonych,kolorowych ręcznikach nagrzanych od słońca.
-Masz nauczkę,żeby więcej ze mną nie zadzierać.-powiedział Coffie.

***

Zbliżał się wieczór.Nikt nie wiedział co robić.W końcu postanowili pójść do klubu.Coffie nie miała nastroju na imprezowanie,więc została w domu.Charlotte nie chcąc zostawiać przyjaciółki została z nią,reszta ulotniła się z hotelu.Dziewczyny siedziały same,włączyły telewizor.Akurat leciało What Makes You Beautiful.Zaczęły skakać po łózkach,to przerodziło się w bitwę na poduszki.Puch i pióra walały się teraz po całym pokoju.Zgarnęły je z łóżka i dalej oglądały telewizję.
Około 5 rano zjawili się chłopacy i Eleanor.Dziewczyny jeszcze nie spały.Wszyscy byli zalani w cztery dupy.Nie dało się z nikim rozmawiać.Przyjaciółki nie wiedziały co robić.
-Daj mi zebrać myśli.-Charlotte usiadła na łóżku i podparła twarz dłońmi.Coffie chodziła w kółko po pokoju z rękoma na biodrach.
-Po prostu zaprowadźmy  ich do pokoi,a później się zobaczy.-powiedziała brunetka.
-Ok ty się zajmij swoim Harrym.-poleciła Lottie.
Brunetka podeszła do niego ,coś powiedziała i poszli do jego pokoju.Lottie odprowadziła Louis'a i Eleanor.
Kiedy sytuacja była już opanowana dziewczyny wreszcie położyły się spać.
----------------------------------
Rozdział bardzo długi -,-Teraz piszę trochę rzadziej ale to ze względu na tak piękną pogodę i mojego drugiego bloga http://livingforfame.blogspot.com/ nie odnosi on narazie sukcesów =,=



sobota, 28 kwietnia 2012

Rozdział 15 Spent my whole life wasted in bars with boys. Playin' rock 'n' roll dancing in the loud noise. Used to talk about where we'd be and where we'd go.

Kiedy dojechali na miejsce zastali tam przepiękny hotel.Było ta biały budynek,stojący na klifie.Z okien było widać morze.Cała zgraja przedostała się przez wielkie brązowe drzwi.
-Dzień dobry!Mieliśmy zarezerwowane 4 dwuosobowe pokoje.-Louis skierował wypowiedź do widocznie znudzonej recepcjonistki.
-Tak.-odparła nie przerywając swojej pracy,którą zapewne było malowanie paznokci oraz układanie pasjansa-Tu są państwa klucze.-podała im 4 klucze ze złotymi breloczkami.
Wszyscy wdrapali się po krętych ,jasno brązowych schodach na górę.Było tam bardzo jasno.Białe ściany dodatkowo rozświetlał blask słońca wpadający do pomieszczenie przez ogromnie okno.Mieli pokoje obok siebie.Lottie była Coffie,Louis z Eleanor,Harry z Zayn'em ,a Liam z Niall'em.Pokoje były przestronne.Ściany było kremowe,okna zasłaniały duże łososiowe zasłony.W rogu ,koło siebie stały dwa łózka ,nakryte narzutą pod kolor zasłon.Cały hotel był utrzymany w jasnej tonacji kolorów.Było tu bardzo przytulnie.
Po południe słońce świeciło równie mocno co wcześniej,a niebo było bez chmurne.
-Jak myślicie jeszcze zdążymy pójść na plażę?-zapytała Charlotte.
-Ja jestem zmęczona.-powiedziała Coffie-Co najwyżej mogę pójść na spacer.
-Ja też.Chodźmy się przejść,zobaczyć okolicę.-poparła Coffie,Eleanor.
-Ok to zbiórka za 15 minut tutaj.-zarządził Liam.

Po 15 minutach zjawili się prawie wszyscy,oprócz Louis'a.
-Co on tam robi.-niecierpliwił się Niall.
Kiedy byli już w komplecie,poszli zwiedzać małe rybackie miasteczko.Szli wąskim chodnikiem,pośród rzeźbionych latarni ulicznych.Po lewej stronie znajdowało się morze,było słychać szum fal.To miasteczko było zjawiskowe.

***

Rano dziewczyny ,obudziło słońce przebijające się do pokoju przez zasłony,dając różową poświatę.Coffie leniwie usiadła na łóżku i spojrzała na Charlotte.Ta podniosła się i wstała.Wyjęła z szafy miętowe szorty i białą luźną bokserkę i skierowała kroki do łazienki.Coffie nieprzytomnym wzrokiem wpatrywała się w ścianę,przetarła rękami oczy,poprawiła szarą bluzkę od pidżamy i wyszła z łóżka.Przyszykowała zwykłe jeans'owe szory i luźną,szarą bluzkę z pacyfką  ,aby po Lottie szybko zająć łazienkę.W końcu blondynka wyszła,prawie pół godziny męczyła się z warkoczem.Kiedy obie były gotowe zeszły na śniadanie.Wszyscy już tam byli i czekali na nie.
Po zjedzonym posiłku ustalili ,że dziś wybiorą się na palże.dziewczyny poszły do pokoju po min.stroje kąpielowe.
Zeszły a dół.Chód bił od zimnych białych ścian na korytarzu.Kiedy otworzyły drzwi podmuch gorąca buchną im w twarz.Było bardzo ciepło,słońce grzało nie miłosiernie.Marzli tylko o tym,aby jak najszybciej znaleźć się na plaży.
-------------------------------------------
Długo nie pisałam,nie miałam weny.Ten rozdział tez jest o niczym.
Jestem miszczu paint'a, zrobiłam ten ,, przepiękny'' nagłówek.
Poza tym tak wygląda Eleanor:

wtorek, 24 kwietnia 2012

Rozdział 14 Stumble into trouble, singing with a sad song They all got girlfriends, but I'm the one that they want It's America with the blue mascara on

Ósemka ludzi siedziała nad Tamizą.Było ciemno,nie widzieli swoich twarzy.Co jakiś czas było słychać śmiech.Śpiewali piosenki One Direction i szli wolno wzdłuż barierki.Musieli jakoś dostać się do domu chłopaków.Harry szedł obok Coffie z butelką uniesioną do góry.Nie byli pijani,no może troszkę.Brunetka na pewno była trzeźwa.Oparła się o murek i spojrzała w dół,niebo odbijało się w tafli wody.Harry stał za nią obejmując ją w tali.Po bardzo długim czasie doczłapali się do domu.Dziewczyny zostały na noc u chłopaków.Coffie miała spać u Harrego,a Lottie w pokoju gościnnym.
-Ale nie mam pidżamy.-powiedziała Coffie.
-Coś się znajdzie .-powiedział Hazza otwierając szafę.Wyjął z niej dużą fioletową koszulkę.-Załóż to.-rzucił ciuchem w jej stronę.Coffie obróciła w dłoniach bluzkę i skierowała się do łazienki.Po chwili wyszła ubrana w luźny t-shirt.
-Wyglądasz sexi.-Harry zmierzył ją wzrokiem i wystawił język.
-Hahaha-powiedziała i weszła pod kołdrę.
Było grubo po 3 więc szybko zasnęła w ramionach Harrego.

***

Rano obudziło ją słońce wpadające przez okno.Zapowiadała się piękna pogoda.Harry jeszcze spał.Ostrożnie wyszła z łóżka i zeszła na dół.Przy stole w kuchni siedział Louis ,Liam i Charlotte.Coffie przeczesała potargane włosy palcami i głośno ziewnęła.Usiadła na czerwonym,,barowym'' krześle obok Lottie.
-Co tam?Jak tam?-spytała ziewając.
-Może być,jestem głodna .A co u ciebie?
-Nawet,nawet.Jest piękna pogoda,może pojechalibyśmy na małe wakacje?Zapowiada się piękna pogoda,jest już sierpień a my cały nigdzie się nie ruszyłyśmy z poza Londynu.
-Mi się ten pomysł nawet podoba.-odparła-A co wy na to?-spytała Lou i Liam'a.
-Niezły pomysł,ale gdzie mielibyśmy pojechać?-powiedział Louis.
-Na przykład do Kornawali.Gdzieś w kraju.
-Jestem za, zapytamy się pozostałych jak zejdą.
-A na ile dni?-wtrącił się Liam.
-Chyba tydzień.
-Moi rodzice kiedyś tam byli,podobno w St.Ives jest pięknie.-powiedziała Charlotte.
Po schodach schodzili własnie Harry,Zayn,Niall i Eleanor.
-Witajcie śpiochy.-powitał ich Lou.
-Właśnie tak sobie rozmawialiśmy.-wszyscy usiedli-Co byście powiedzieli na tygodniowy wypad nad morze?
-Czemu nie?Mi się podoba,a dokładniej to kiedy i gdzie?-odparł Hazza.
-Do Kornwali,bo na lot samolotem się nie piszę,ja mogę jechać nawet jutro.-odpowiedziała Coffie.
-Będziemy mieszkać w hotelu ?-wtrąciła się Eleanor.
-Tak,raczej tak,po śniadaniu zobaczę w internecie.
-Właśnie co na śniadanie?-wypalił Niall.
-Nie wiem.Harryyyyyyyy zrobisz mi shake'a z truskawek.-poprosiła Coffie.
-Jak już idziesz to poproszę kanapkę z nutellą.-powiedział Louis.
-Ja może tez shake'a.-odparła Eleanor.
-Ja też.-zamówiła Lottie.
-Ja mam ochotę na naleśniki.-złożył zamówienie Niall.
-Ja też.-wszyscy odpowiedzieli chórem.
-Co jeszcze.-krzyknął Harry-To nie restauracja.
-Oh proooszę.-Coffie pocałowała go w policzek.
-Zobaczę co da się zrobić.-odpowiedział.
Po zjedzonym śniadaniu dziewczyny poszły na górę się ubrać.
Pożegnały się i skierowały kroki do drzwi.
-Jak znajdę jakiś hotel to dam ci znać.-powiedziała Coffie.


Całe popołudnie Coffie siedziała w salonie z laptopem na kolanach szukając ciekawych hoteli w St.Ives.W końcu znalazła ładny hotel na skale,blisko morza.Wzięła telefon i zadzwoniła do Harrego.
-Halo?
-Hej.
-Znalazłam ciekawy hotel ,maja wolne terminy w tym tygodniu,rezerwować.
-Raczej tak,od kiedy do kiedy.Od jutra do piątku.-odpowiedziała.
-Ok,to rezerwuj,wyjedziemy jutro o 8 rano.Dacie radę?
-Tak,tak podjedziecie pod nas?
-Ok to pa.
-Pa.
-Lottie,zarezerwowałam hotel jedziemy jutro o 8 .-krzyknęła do przyjaciółki znajdującej się w kuchni i przygotowująca sobie obiad.
-O 8.-odkrzyknęła-Muszę się zaraz pakować.
-Ja też.-brunetka odstawiła komputer na stół i poszła do pokoju.
Z góry szafy zdjęła dużą,czerwona walizkę.Otworzyła szafę i zaczęła przeglądać swoje rzeczy.Włożyła jeansowe szorty,kilka t-shirt'ów,legginsy,sweter,strój kąpielowy,trampki i klapki,okulary słonecznie i wiele innych pierdół.Po około godzinie była w pełni spakowana.Nastawiła budzik na jutro,położyła na szafce nocnej i-pod'a i poszła wziąć prysznic.

***

Rano dźwięk budzika był nie do zniesienia.Powolnym ruchem dziewczyny zwlokły się z łóżka.Coffie poszła do łazienki ,a Lottie wybierała ubrania.Zdecydowała się na jeansową,jasną koszulę,białą bokserkę,granatowe jeansy i czerwone vans'y.Natomiast Coffie wyszła z łazienki ubrana w białą bluzkę oversize z pod której wystawała szara bokserka do tego ubrała ciemnoniebieskie tregginsy i fioletowe converse'y za kostkę.Usłyszały dźwięk klaksonu.Coffie wyjrzała przez okno.Przed ich domem zatrzymał się srebrny van.Rozpoznały,że to musieli być chłopacy.Wzięły walizki i zbiegły na dół.
Wsiadły do auta.Powitała je gromadka wesołych chłopaków i Eleanor.Louis siedział za kierownicą ,obok niego Eleanor.Liam,Zayn siedzieli po lewej dosiadła się do nich Lottie.Coffie usiadła obok Harrego i Niall'a. Ruszyli.Podróż zapowiadała się ciekawie.
---------------------------------------
Kolejny rozdział.Nie wiedziałam ,że aż tyle osób to czyta.Dziękuję wam;D

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Rozdział 13 Live on the dark side of the American dream. We would stay out late, play our music loud, When we grew up nothing was what it seemed.

Od rana Harry zadzwonił chyba 20 razy.Coffie cały czas naciskała czerwoną słuchawkę i rzucała telefon w kąt.
-Przestań bo go zniszczysz.-za ściany wyłoniła się smukła postać Charlotte.-Czemu co chwilę się rozłączasz?-powiedziała niezwykle pogodnym głosem.
Coffie usiadła i skrzyżowała  ręce na kolanach.
-Daj mu szansę.-Lottie dosiadła się do przyjaciółki.
-Nie chcę.-powiedziała ponuro.
-Dlaczego.-zapytała ze spokojem.
-Nie wiem.
-Właśnie.-rozległ się dzwonek telefonu Coffie.-Odbierz.
-Nie.-odparła ,włączyła telewizor i z udawaną ciekawością wpatrywała się  ekran.
-Proszę,co mam dla ciebie zrobić,żebyś wreszcie odebrała ten cholerny telefon.-Charlotte lekko podniosła głos.
-Nie wiem.-prychnęła.
-Mam ci kupić flaszkę żebyś się nachlała i wreszcie zaczęła gadać?-zapytała.
-Dobra propozycja.-zaśmiała się pod nosem.
-Nie mam do ciebie siły.-wstała i poszła do pokoju po ubrania.
Coffie cały czas siedziała zapatrzona w telewizor,podpierając twarz ,dłońmi.Rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.Leniwie podniosła się z kanapy i ruszyła w stronę drzwi.Kompletnie nie myślała.Otworzyła .W drzwiach stanął wysoki chłopak z burzą loków na głowie i pięknymi zielonymi oczyma.Brunetka nic nie powiedziała,stała tylko i wpatrywała się w niego.
-Dlaczego nie odbierasz moich telefonów?-zapytał.Coffie milczała.Chłopak wyjął zza pleców ,bukiet białych róż.-Przepraszam.-uśmiechnął się i podał dziewczynie kwiaty.Coffie chwyciła bukiet i rzuciła się Harremu na szyję.Pocałowała go.
-O!Widzę że się pogodziliście.-Lottie wyszła z łazienki.
Na twarzy Coffie po raz pierwszy tego dnia zagościł uśmiech.Odwróciła się i jeszcze raz pocałowała Harrego.
-Wpadniecie dzisiaj do nas?-zapytał.-Wpadnie też Eleanor.
-Spoko,o której?
-O 4 pasuje?-odparł
-Raczej tak.-odpowiedziała.
-To ja spadam.Louis mnie zabije,i tak cudem wyrwałem się z domu.-pomachał ręką i ulotnił się.
-To ja idę się ogarnąć.-zakomunikowała Coffie.
Założyła białą tunikę,legginsy w galaktyczny wzór i trampki.
-Ta Eleanor wydawała się fajna ?-rzuciła brunetka
-Nawet,nawet nic do niej nie mam-odpowiedziała Lottie.

Zegar wskazywał w pół do czwartej.Dziewczyny wzięły torebki,założyły kurtki i wyszły z domu.Czarna taksówka już czekała.dziewczyny szyb ko wsiadły.Po 20 minutach jazdy były na miejscu.Zastanawiały się co dzisiaj mi się przydarzy.Może kolejna bitwa na płyn do mycia naczyń i wodę potocznie zwana przez chłopaków zmywaniem.
-Właśnie!-wykrzyknęła Charlotte-Ja cały czas mam te czarne ,skurczone w praniu rurki Harrego.Przy następnej okazji oddam.-zaśmiała się.
Tym razem otworzył Liam.
-Wejdźcie.-zaprosił.
Zastały niezwykły porządek jak na chłopaków.Harry siedział przy garach.Louis usiłował mu pomóc.Niestety z jego talentem kulinarnym,wszyscy zeszli by natychmiast na miejscu.Eleanor siedziała na marmurowym kuchennym blacie i zajadała truskawki,których bezskutecznie poszukiwał Niall.Zayn właśnie schodził po schodach,a Liam majstrował przy telewizorze.Można było wywnioskować,że ,,ktoś''go zepsuł.
-To co robimy.-powiedziała Charlotte uderzając obiema dłońmi o blat na którym siedziała Eleanor.
-A co chcecie robić?-odpowiedział pytaniem na pytanie Harry.
-Nie wiem,a co proponujecie?
-Obojętnie,a co wy byście proponowały?
-Dobra skończcie.-Coffie przerwała tę wysoce inteligentną rozmowę.-Gramy w coś?-rzuciła.
-A w co?-Coffie głośno jęknęła.
-W butelkę,albo w prawdę czy ryzyko.
-W CHOWANEGO!-wydarł się Louis.
-Ja jestem za.-powiedziała Charlotte.
-Ja też-odkrzyknął z salonu Liam.
-My też.-powiedzieli Niall i Zayn.
-Jestem za.-odparła Eleanor.
-No dobra możemy spróbować,ale ja nie szukam.
-Mogę szukać.-zaoferował się Niall.
-Ok,liczysz do stu.-poinstuował go Harry-A my się chowamy.
Nialler poszedł pod ścianę,zasłonił oczy rękoma i zaczął liczyć.Wszyscy jak na komendę rozbiegli się po całym domu.Charlotte udała się do łazienki.Weszła do wanny i przysłoniła ją różową zasłonką.Coffie weszła do szafy pod schodami,Zayn pod biurkiem w pokoju Liam'a które przesłonił dwoma dużymi,granatowymi kartonami.Liam zdecydował się na szafę stojącą w korytarzu.Louis planował schować się w lodówce,ale kiedy odkrył że się nie mieści wybrał wolną przestrzeń pod swoim łóżkiem.Eleanor weszła za sofę i zarzuciła na nią koc,który leżał w rogu zwinięty w kłębek.Wszystkie dobre kryjówki były już zajęte,Harremu pozostała zasłona.Zdesperowany wlazł za nią i modlił się,żeby ktoś inny został znaleziony wcześniej.Usłyszeli magicznie słowo'SZUKAM'.Niall skierował swoje kroki na górę.Louis nie mógł powstrzymać śmiechu i głośno się roześmiał.Nialler natychmiast go odnalazł.Potem przyszła kolej na nieszczęsnego Harrego,Zayn'a i Liam'a.Zostały jeszcze dziewczyny.Niallowi nie pasował koc leżący na sofie,więc poszedł to sprawdzić.Zza kanapy wyłoniła się Eleanor.Nagle z szafy rozległ się dźwięk 'I spent my whole life driving in cars with boys',był to telefon Coffie,automatycznie została odnaleziona.Niall miał problem z odnalezieniem Lottie.Kiedy oznajmili,że wygrała ,wyłoniła się z kryjówki.
------------------------------------------
Taki sobie rozdział.Pogubiłam się już w numerkach rozdziałów,ale wszystko gra.;D

niedziela, 22 kwietnia 2012

Rozdział 12 He gave it over to me, “do you want it?” I knew it was wrong but I palmed it

-A jak nazwiemy dziewczynkę?-spytał Harry.
-Może Lily.-podpowiedział Lou.
-Nie zbyt pretensjonalne.-odparła Coffie.
-Jak będzie chłopak nazwijcie go Bonifacy.-wtrącił Liam.
-Chcesz czegoś oryginalnego.-zaczął Louis-Nazwijcie ją Bonifacka.
-Teraz to pojechałeś Louis.-śmiała się Coffie.
-A może Rachel?-zaproponował Zayn.
-Ładnie ,ale to nie to.
-Courtney.-podrzucił Niall.
-JUŻ MAM!-krzyknął Louis-Nazwijcie ją Louise.
-Naprawdę Lou,naprawdę...-skomentowała brunetka.
-Mi się podoba Darcy.-skwitował Harry.
-Takie sobie Styles.-powiedziała Coffie.
-Co powiecie na Agyness.-podał propozycję Liam.
-Agyness...Agyness Deyn...-myślała Charlotte-Deynn-wykrzyknęła-Nazwijcie ją Deynn.
-Deynn?Mi się podoba.-Coffie przytuliła przyjaciółkę.
-Mi też.A więc zostanie Deynn.-poparł Coffie,Harry-A może na drugie mieć Darcy.
-Może,może.-Coffie pocałowała Hazze.
-Ale chłopak ma być Louis i koniec kropka.
-Oj Lou.Będzie, masz moje słowo.-przytulił go Harry.
Wszyscy byli zgodni co do nazwania córki Coffie i Harrego ,Deynn.

***

Rano Charlotte obudził dźwięk telewizora oglądanego przez Coffie.Skakała po kanałach ,aż natrafiła na What Makes You Beautiful na MTV.Lottie dosiadła się do niej i okryła cieplutkim,różowym kocem.Obie zaczęły śpiewać razem z chłopakami w telewizorze.
-Lottie?-zaczęła brunetka.
-Tak.
-Mam do ciebie pytanie?-mówiła wolno dawkując informacje.
-No szybciej,mów.
-Chciała byś zostać chrzestną Deynn albo Louisa?-spytała.
-Oczywiście.-przytuliła przyjaciółkę.
-Wiem,że to wszystko dzieje się tak szybko.Teraz jestem już pewna ,że to ciąża.Ale się boję,tak cholernie się boję tego co będzie później.
-My wszyscy wam pomożemy.Wasze dziecko będzie miało wspaniałych wujków i oczywiście cudowną ciocię.-zaśmiała się Charlotte.
-I bardzo skromną.-oparła.-Wiesz co,chyba muszę się przejść żeby ochłonąć i sobie to wszystko przemyśleć.-zarzuciła na ramię skórzaną torbę,zgarnęła ze stołu telefon i klucze,po drodze złapała jeszcze okulary przeciw słoneczne.
Szła wolno,ulicą Londynu.Przyglądała się wystawom sklepowym,ekscentrycznie ubranym ludziom i hipsterom.Tu zebrały się wszystkie kultury i narodowości.Wstąpiła do strabucks'a po kawę.Zostawiła płaszcz i torbę w rogu sali i poszła zamówić kawę.potem udała się z nią do stolika.'I had everything opportunities for eternity and I could belog to the night' zagrał jej telefon .Spojrzała na wyświetlacz ,dzwonił Hazza.Nacisnęła czerwoną słuchawkę i wrzuciła telefon do torby.Teraz miała czas dla siebie i nie chciała z nikim rozmawiać lub się widywać.Cieszyła się chwilą samotności.Upiła łyk kawy i zaczęła się zastanawiać jakie będzie jej życie po urodzeniu dziecka.Kiedy dopiła kawę spojrzała na duży kolorowy zegar wiszący po przeciwnej stronie.Wskazywał 3.Nieźle się tu zasiedziała.Ubrała płaszcz,włożyła w uszy słuchawki i wyszła .Szła powoli w stronę domu.

***

Coffie siedziała obok Harrego za starym budynkiem z czerwonej cegły.Nikt inny nie wiedział o tym miejscu.Zawsze siedzieli tu sami i rozmawiali na przeróżne tematy.czasami o sensie życia a czasami o tym co głupiego przydarzyło im się w ciągu dnia.Było już ciemno.Gwiazdy jasno świeciły się na niebie.Księżyc rzucał bladą poświatę na nich.Nie było tu żywej duszy.Harry upił łyk Jack'a Daniels'a i wytarł usta rękawem.Coffie sięgnęła ręką do kieszeni butelkowo zielonej kurtki.Wyjęła z niej fajki i zapalniczkę.Zapaliła papierosa i zaciągnęła się.
-Co ty robisz?-zorientował się Harry.
-Nic.-odpowiedziała i ponownie skierowała papierosa do ust.
-Zostaw to .-wyrwał jej go z ręki-Przecież jesteś w ciąży ,nie możesz palić.
-Ojejku nic się nie stało.
-Jak możesz tak mówić.Może właśnie zabiłaś nasze dziecko.
-Dostałeś jakiejś paranoi.
Coffie wstała z zimnego betonu ,nałożyła na głowę kaptur i poszła do domu.Po jej policzku spłynęła tłusta łza zostawiając po sobie czarny ślad od tuszu do rzęs.Przyspieszyła kroku.Weszła do środka i złapała windę.Szła długim korytarzem.W końcu znalazła się pod drzwiami swojego mieszkania.otworzyła jej Charlotte.Zobaczyła zapłakana twarz przyjaciółki.
-Co się stało?-spytała.
-Pokłóciłam się z Harrym.-weszła do środka zdejmując kaptur.
-O co?Opowiedz.-poprosiła Lottie.
Obie usiadły na kanapie.Coffie zdjęła czarne glany i skuliła się na sofie.
-Siedzieliśmy w naszym miejscu.Nie wiesz gdzie to jest.-zaczęła-Często tam razem przesiadujemy.Mniejsza z tym.Zapaliłam papierosa.
-Al...
-Daj mi skończyć-przerwała jej Coffie-No więc zapaliłam tego papierosa i Harry mi go zabrał.Zaczął gadać coś o tym ,że...prawie zabiłam nasze dziecko.-łzy poleciały jej z oczu.
Lottie przytuliła brunetkę.
-On wcale nie miał tego na myśli.Wiesz ,że nie powinnaś palić naprawdę mogłaś zaszkodzić temu dziecku.
-Wiem ,ale to była nasza pierwsza kłótnia.Już się zdążyliśmy pokłócić,co będzie jak dziecko przyjdzie na świat.
-Nie histeryzuj,każdej parze zdarza się kłótnia.
-Ale ja się boję,że tak będzie częściej.
-Jesteś przewrażliwiona.Zobaczysz jutro Harry przyjdzie tu na kolanach z bukietem róż cię przepraszać.Mówię ci.
-Zobaczymy.-Coffie uśmiechnęła się blado.
--------------------------------
Rozdział wyszedł całkiem nieźle.Jest już sporo wejść.To bardzo miło tak wejść sob ie od czasu do czasu i zobaczyć ,że na liczniku zrobiła się większa liczba.;D

piątek, 20 kwietnia 2012

Rozdział 11 I was like, "no please, stay here We don't need no money we can make it all work"

Charlotte spała w najlepsze kiedy Coffie nagle zerwała się z łóżka i pobiegła do łazienki.Przyjaciółka poszła zobaczyć czy Coffie nic nie jest.Brunetka klęczała nad sedesem.Coraz częściej wymiotowała.
-Nic ci nie jest?-spytała Lottie.
-Nie.-powiedziała cicho Coffie podnosząc się z ziemi.
-Coraz częściej ci się to zdarza.Albo to stres albo...-dziewczyna zrobiła pauzę.Coffie wbiła w nią wzrok.-Albo jesteś w ciąży.-wzięła głęboki oddech.
-Cco...-wycedziła Coffie.
-Nie ruszaj się,ja szybko skoczę do apteki po testy ciążowe.
pobiegła do pokoju założyła dres i wsunęła nogi w burgundowe vans'y.Szybko wybiegła z mieszkania i złapała windę.Po 15 minutach była już  na górze.
-No to chwila prawdy.-powiedziała Coffie .-Zobacz i mi powiedz.-podała go przyjaciółce.
Na teście widniał plus.
-Coffie.-Lottie przytuliła przyjaciółkę.-Będziesz mamą.
Po policzku Coffie spłynęła łza.
-Ale dlaczego,przecież dziecko może być dla niego tylko problemem.A jeśli nie będzie go chciał.Co wtedy?-zamartwiała się brunetka.
-Ale może dziecko okaże się najlepszą rzeczą jaka mu się w życiu przytrafiła?
-Jedynie może pokrzyżować mu plany w karierze.
-Ale nie możesz tak myśleć.Musisz najpierw mu o tym powiedzieć.
-Później do niego zadzwonię.
Harry uprzedził Coffie.nagle rozległ się dzwonek jej telefonu.
-Lottie błagam cię odbierz,ja nie dam rady.
-Halo-blondynka chwyciła telefon.
-Cześć Charlotte,jest Coffie?-spytał Hazza.
-Jest już ci ją daję.-Coffie wymachiwała rękami i broniła się przed telefonem.
-Halo...Hej Harry.-powiedziała sztucznie.-Wiesz co?Musimy się spotkać.
-Ok,wpadnij do nas za jakąś godzinkę.Charlotte niech też przyjdzie.
-Dobrze,to pa.-rozłączyła się.
Odłożyła telefon na stół.
-Harry powiedział,że możemy wpaść za godzinę.-odparła i poszła po jakieś ubrania.
Wybrała dłuższą tunikę w paski i brązowe legginsy,do tego założyła czarne glany.Tak ubrana wyszła z domu razem z Charlotte.
Kiedy dotarły pod dom One Direction ,Coffie trochę się zawahała i chciała uciec.
-Nie musisz mu to powiedzieć.Tu i teraz.-Lottie popchnęła przyjaciółkę w stronę drzwi.
Weszły do domu.Chłopacy siedzieli przed telewizorem.
-Harry muszę ci coś powiedzieć.-zaczęła Coffie.
-To chodźmy do mnie.
Brunetka chwiejnym krokiem wspinała się po schodach,za  nią szedł Hazza.Otworzył drzwi.Nie było tam porządku.Po podłodze walały się ubrania i jakieś papiery,biurko też było zagracone.Harry odgarnął duperele z łóżka i oboje usiedli.
-To co chciałaś mi powiedzieć?-spytał.
-Harry...prawdopodobnie zostaniesz tatą.-zamurowało go,chciał coś powiedzieć ale ona nie dała mu zacząć tylko kontynuowała-Rozumiem ,że możesz go nie chcieć,masz teraz inne ...-Harry przerwał jej,wstał i zaczął krzyczeć : Będę TATĄ!.Wziął Coffie na ręce i zbiegł z nią po schodach.
-Będę tatą!Chłopaki słyszycie będę tatą!O mój boże ,będę ojcem.-chłopacy zaczęli skakać i krzyczeć z radości i przytulać się-Wy będziecie wujkami!
-Jak to będzie chłopczyk nazwijcie go Louis, po wujku.-powiedział dumny Lou.
Wszystkim udzieliła się ta wesoła atmosfera.Harry jeszcze długo nie mógł ochłonąć.Co chwilę mówił że zostanie tatą.Wszyscy bardzo się cieszyli.
----------------------------
Dziwnyyyyyyyyy rozdział .Bardzo dziwny ;D Nie wyszedł mi za bardzo.

czwartek, 19 kwietnia 2012

Rozdział 10 He holds me in his big arms ,Drunk and I am seeing stars

'I will love you till the end of time ,I would wait a million years' Coffie odebrała telefon,to znowu był Hazza.Tym razem zaprosił dziewczyny na imprezę ,którą urządzają z resztą zespołu.Cała w skowronkach brunetka poinformowała o tym fakcie Lottie.Charlotte cieszyła się ,że znowu może zobaczyć się z Zaynem.To nie było już tylko zwykłe zauroczenie gwiazdorem.Czuła do niego coś więcej,taniec na ostatniej imprezie ,jeszcze bardziej utwierdził ją w tym przekonaniu.
Zaczęły się poszukiwania ubrań ,które miały założyć.Coffie znalazła na podłodze biały,duży top z nadrukowanym łapaczem snów.Do tego złożyła wąską czarną spódniczkę i czarne koturny.Włosy z jednej strony odpięła,a usta pomalowała na krwisto czerwony.Wyglądała pięknie.Lottie cały czas szukała szortów z flagą USA.Cały czas,chowały się pod łóżkiem.Do tego ubrała luźną białą bluzkę wpuszczoną w spodnie i czerwone converse'y.Wzięły jeszcze torebki i wyszły z domu.
U 1D było mnóstwo nieznanym, dziewczynom ,osób.Odnalazły w tłumie chłopaków .Harry pocałował,Coffie na powitanie.Była tam też Eleanor-dziewczyna Louisa.Była bardzo miła.dziewczyny od razu sie polubiły.Umuwiły sie nawet na jakis mały wypadzik na miasto.W końcu poszli tańczyć.Lottie wzięła drinka i zatańczyła z Zayn'em.Uwielbiała z nim tańczyć.Czas leciał bardzo szybko.Wszyscy sięgali co chwilę po nowe drinki.Bawili się świetnie.Coffie zostawiła gdzieś przyjaciółkę.Nic się dla niej nie liczyło.Kochała spędzać czas z Harrym.Naprawdę była w nim zakochana.
Po 3 godzinach wszyscy byli już mocno wstawieni.Coffie i Harry znikli z pola widzenia Lottie.Poszli do środka,nie odrywając swoich ust od siebie.Usiedli na kanapę,cały czas się całując. 


***


Charlotte przespała prawie cały dzień.W końcu po południu zwlokła się z łóżka.Postanowiła zjeść kolacjo-śniadanie.Po drodze do kuchni spojrzała w lustro.Miała rozmazany nie zmyty wczorajszy makijaż i potargane włosy na wszystkie strony świata.Zdjęła z krzesła wielki,rozciągnięty szary sweter i narzuciła go na pidżamę.Na blacie,w kuchni leżały fajki.Wzięła je i wyszła na balkon.Zimne powietrze buchnęło jej w twarz.To ją trochę otrzeźwiło.Oparła się o barjerkę i spojrzała w dół.Strasznie bolała ją głowa.Ten dzień nie należał do najłatwiejszych.
-------------------------------------------
Oczywiście długi jak cholera.Rozdział wyszedł koszmarny.Same nudy i nic sensownego,ale za niedługo akcja się rozkręci.
Ostatnio wchodzę sobie na bloga i proszę:
 
Już ponad 300 wejść.Dziękuję ;D
                                        

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Rozdział 9 I was so confused as a little child

-Co to ma być?-spytał Louis.
-Harry musi to zobaczyć,Liam idź po niego.-rozkazał Zayn.
Usłyszeli jak chłopak wchodzi po schodach,otwierane drzwi i głośny trzask.Po chwili Liam był już na dole.
-Lepiej im teraz nie przeszkadzajmy.-wycedził.
Wszyscy wybuchli gromkim śmiechem jak zobaczyli jego minę.Było to połączenie zażenowania z zawstydzeniem.Biedy Liam stał tak przed nimi nie wiedząc co robić,chłopacy i Lottie tarzali się ze śmiechu.
-Siadaj.-Louis popatrzył się na niego z politowaniem.
Nie mieli co robić więc postanowili zagrać w jakąś grę.Podzielili się na dwie drużyny.Zayn,Lottie i Louis oraz Liam i Niall.Pierwszą rundę rozegrali Liam i Louis.
-Przegrasz,zobaczysz .-powiedział Louis.
-Jeszcze zobaczymy.
Pozostali członkowie drużyn dopingowali swoich zawodników.Starcie wygrał Liam.
-Jeszcze się odegram.-powiedział Louis .
Teraz przyszła kolej Lottie i Niall'a.Dziewczyna kompletnie nie umiała grać w tę gre.Od razu poległa.Ostatni był Zayn i Liam.Wygrał Zayn ,ale i tak ostatecznie zwyciężyła drużyna Liam'a i Niall'a.Czas dłużył się niemiłosiernie.W końcu Coffie i Harry postanowili uraczyć resztę swoim towarzystwem.Charlotte włączyła laptopa i pokazała Hazzie ,,artykuł''.
-Naprawdę?-spytał-Wyznaczyli nam już datę ślubu?-spojrzał się na chłopaków i Lottie,oni wpatrywali się w niego z ciekawością.
-Harry i Coffie.-zaczął Louis.-Czy moglibyście nam wyjaśnić co się tu w ogóle dzieje?-powiedział ze spokojem.
-Ale co mam rozumieć przez to pytanie.-odparł.
Lottie głośno westchnęła.
-Jesteście razem czy nie?-spytała.-Z Coffie tak samo nie da się rozmawiać.
Brunetka spojrzała porozumiewawczo na Hazzę,ten złapał ją za rękę.
-Tak.-odpowiedział.
Chłopacy zaczęli mu gratulować.Lottie przytuliła przyjaciółkę.

piątek, 13 kwietnia 2012

Rozdział 8 Cruising down the coast ,goin boat 99

Coffie rzuciła się na telefon jak ninja.
-Halo...Cześć...serio...podaj adres...ok....o której....dobra pa...no pa.-rozłączyła się.-Harry chce żebyśmy ich odwiedziły .
-Naprawdę.-zdziwiła się Charlotte.
-Nom,dzisiaj.Praktycznie to...-przerwała i spojrzała na duży,okrągły zegar wiszący na ścianie-To za  2 godziny...
-To na co czekamy.-powiedziała Lottie i pobiegła do łazienki.
Coffie ją jednak uprzedziła.Z nudów Charlotte włączyła komputer.Zalogowała się na facebooka ,twittera i weszła na portale plotkarskie.Zobaczyła nagłówek ,,Harry Styles i tajemnicza dziewczyna (skandal!)''.Bez wahania kliknęła na to.
,,Wczoraj Harry Styles został przyłapany w klubie z jakąś nieznajomą. Wyglądali na bardzo zakochanych.Pod koniec imprezy Harry ją pocałował.Podobno para ma się pobrać już w sierpniu.Serdeczne gratulacje.Cieszycie się ,że Harry znalazł miłość swojego życia.''
,Co to jest.Ja im kurwa dam'pomyślała Lottie.
-Coffie ,choć na chwilę.Muszę ci coś pokazać.-wycedziła przez zęby z wściekłością.
-Już idę.-okrzyknęła i zaraz podeszła do przyjaciółki.
-Harry Styles i tajemnicza dziewczyna...-wymruczała pod nosem,spoglądając na ekran komputera przez ramię Lottie.-Co?Dawaj mi to.-wyrwała jej laptopa i doczytała tekst do końca.-Co to ma być!-krzyknęła-Zaraz tam pójdę i im tak nawrzucam.-wkurzyła się i podwinęła rękawy.
-Spokojnie.Prawda,przesadzili trochę z tym ślubem.Wiesz co pójdziemy tam razem i im tak wygarniemy.-powiedziała stanowczym tonem Charlotte.
Brunetka wróciła do łazienki rzucając przekleństwa pod adresem adminstratorów tej strony.Ciekawe co powie     Hazza jak to zobaczy.
W pełni gotowe dziewczyny ,pojechały do domu One Direction.Stanęły przed ogromnym,pięknym domem.Zadzwoniły dzwonkiem.Nikt nie otwierał,Charlotte nacisnęła klamkę.Nagle drzwi się otworzyły.Stanał w nich Louis.Był bez butów,w czapce i mokrym fartuchu.Charlotte zmarszczyła czoło ,przekrzywiła lekko głowę i spojrzała się na niego.
-Zmywamy .uśmiechnął się i popatrzył na swój mokry fartuch.-Wejdźcie.-skinął ręką jak lokaj.
W środku panował istny chaos.W kuchni odbywała się bitwa na płyn do mycia naczyń i wodę.Harry był cały mokry i latał po pokoju.Poślizgnął się na wielkiej kałuży która ciągnęła się od kuchni.Po chwili podniósł się i pobiegł dalej,jak małe dziecko.Dziewczyny nieśmiałym krokiem weszły w głąb domu,do kuchni.Na wejściu oberwały płynem do mycia naczyń od Louisa.Charlotte spojrzała na swoją białą bluzkę,teraz widniała na niej ogromna plama.Zayn zamachnął się z butelką ,Lottie jednym ruchem ręki ją przechwyciła i oddała Louisowi.
-To tak się bawimy.-powiedział i uśmiechnął się zawadiacko.-A masz.-skierował na nią kran z wodą.
Lottie głośno pisnęła i skierowała kran na Lou.On odskoczył i oberwał Liam.Chwycił płyn  do naczyń i wycelował w Lottie.Ona chciał uciec ale poślizgnęła się na mokrej posadzce i upadła na tyłek.Podszedł do niej Zayn ,ona wyciągnęła rękę żeby pomógł jej wstać,on zamiast tego oblał ją różowym płynem do mycia naczyń.
-Teraz pożałujesz.-szybkim ruchem podniosła się z podłogi .
Chłopacy śmiali się jak psychopaci gdy sobaczyli jej mokry tyłek.Obejrzała się i spaliła cegłę.
-Ejjj.-jęknęła-Nie śmiejcie się.
-Ściągaj spodnie.-powiedział Louis.
-Co proszę?-spytała z niedowierzaniem.
-Szybciej wyschną.
-A ja w czym będę chodzić?
-Coś ci znajdziemy.
Niall podszedł do szafy pod schodami,wyjął z tamtąd czarne rurki Harrego.
-Masz.-rzucił-Powinny być dobre,skurczyły się w praniu.Idź się przebrać.-wskazał łazienkę.
Po 5 minutach z Lottie wyszła z łazienki,trzymając za duże spodnie na biodrach.
-Macie jakiś pasek?-spytała z nadzieją.
-Coś się znajdzie odparł Zayn i podszedł do tej samej szafy.Po chwili wyją z niej jakiś pasek do spodni i podał blondynce.
-Gdzie tak wogóle jest Coffie i Harry?-spytała męcząc się z paskiem.
-Chyba na górze u niego.-odparł Liam.
-Harry mnie zdradza.-Louis udawał płacz.
-Oh,Louisku nie płacz. .-Liam ciągnął jego przedstawienie pocieszając Lou.
-A właśnie ,miałam wam coś pokazać.-powiedziała powoli.-Dajcie komputer.
-Jest na górze,w moim pokoju.-powiedział Zayn.
Wszyscy udali się do pokoju mulata.Charlotte weszła na ten portal plotkarski i pokazała im nagłówek.
-Harry Styles i tajemnicza dziewczyna,skandal!.-przeczytał nagłos Louis.-Co ta ma być spytał.
---------------------------------------
Rozdział pisany na informatyce ;D


czwartek, 12 kwietnia 2012

Rozdział 7 Now my life is sweet like cinnamon ,like a fucking dream i'm living in

Charlotte rzuciła się n łóżko,zdjęła 12 centymetrowe szpilki.Teraz czuła ,że żyje.Nie przebrała się nawet w piżamę, tylko zasnęła. Obudziła się z okropnym bólem głowy ,popatrzyła na zegarek,wskazywał on 15.'To nieźle sobie pospałaś Charlotte'pomyślała.Coffie była już w łazience.Lottie zwlokła się z łóżka i udała się do kuchni.Strasznie chciało jej się pić.Wyjęła z lodówki puszkę coli i upiła wielki łyk.Zaczęła grzebać po szafkach w poszukiwaniu jakiś tabletek na ból głowy.Obróciła małe pudełko w palcach i otworzyła.Była tam ostatnia tabletka.Wyjęła ją i położyła na blacie.Nalała do szklanki wody i wzięła tabletkę.Coffie opuściła łazienkę.Wyglądała jak zombie ,Lottie z resztą też.Ubrała się w za duży dres i białą bokserkę.Na nogach miała,mięciutkie białe skarpety.
-Dzisiaj nigdzie się z tąd nie ruszam.-powiedziała brunetka i rzuciła się na kanapę.-Mam strasznego kaca.
-Masz.-Lottie rzuciła w jej stronę,czerwoną puszkę z colą i poszła do pokoju wziąć jakieś ubrania.
Wzięła z podłogi czarne ,za długie legginsy i bluzkę oversize w biało różowe paski.
Stanęła przed lustrem i głośno westchnęła.Wyglądała okropnie,miała podkrążone oczy,powykręcane włosy .Po pół godzinie udało jej się doprowadzić do prawie normalnego stanu.Odniosła piżamę i usiadła na kremowej kanapie obok Coffie.
-Co ty wczoraj wyprawiałaś z Harrym?-spytała mało delikatnie.
-Nic.-odparła nie odrywając wzroku od telewizora.
-Nie wogule,a kto się z nim wczoraj obściskiwał.?
-Do czego zmierza ta rozmowa?-spytała bezbarwnym głosem.
-Nic,poprostu się zapytałam.Odpowiesz ...?
-Tylko się całowaliśmy.-odpowiedziała pogodniej-Widziałam ,że tańczyłaś z Zayn'em?-zmieniła temat.-
-Tak...-odparła-Wiesz co ta rozmowa nie ma głębszego sensu.-chwyciła pilota i zmieniła kanał .
Dalej dziewczyny siedziały i oglądały film.Ciszę przerwała jednak Charlotte.
-Muszę zapalić?Masz fajki bo moje się skończyły.-spytała.
-Poszukaj w mojej torebce-powiedziała brunetka.
Lottie podniosła się z kanapy i ruszyła w stronę ich pokoju.Na łóżku Coffie,leżała jej skórzana ,brązowa torba.Była jak studnia bez dna.Charlotte nie chciała z byt długo szukać,więc wysypała całą zawartość na łóżko.na samej górze sterty wylądowało pudełko z papierosami.Wzięła je,w przelocie chwyciła jeszcze ogromny,szeroki,czerwony szal i owinęła nim,siebie.Otworzyła przeszkolone drzwi odgradzające taras od reszty apartamentu.Stanęła na lodowatych płytkach.Myślała że chodzi po kostkach lodu.Oparła się o barierkę i zapaliła papierosa.Nagły podmuch wiatru zabrał jej szal na sam dól budynku.Wylądował on na ulicy.Charlotte z prędkością światła zgasiła fajkę i pobiegła do przedpokoju.Włożyła nogi w czarne glany i zbiegła na dół.Coffie nawet nie zdążyła zareagować była nie do życia.Tym czasem Charlotte w ostatniej chwili uratowała szal przed kolejnym podmuchem wiatru.Kiedy wróciła na górę zadzwonił telefon Coffie.Na wyświetlaczu widniało zdjęcie zielonookiego chłopaka z burzą loków podpisanego Harry.
----------------------------------------------------
Za to że wczoraj nic nie dodałam dzisiaj macie kolejny rozdział.Nudny bo nudny ale jakiś ;D

Rozdział 6 Got my bad baby by my heavenly side

Chłodny powiew wiatru zamknął z trzaskiem okno,budząc przy tym Charlotte.Powolnie zeszła,a nawet zleciała z łóżka,padając twarzą na puszyste kapcie.Podniosła się z ziemi i zerknęła do szafy.Panował tam istny burdel.Wygrzebała z tamtąd białą bokserkę,granatowy ażurowy sweter i legginsy.Położyła ubrania na blacie ,zdjęła piżamę i weszła pod prysznic.Lodowata woda momentalnie ją obudziła.Nie była to przyjemna pobudka.Lottie umyła się,zakręciła wodę i sięgnęła po mięciutki,różowy ręcznik.Wysunęła szufladę i wyjęła z niej kosmetyczkę.Kiedy była już gotowa zabrała piżamę i opuściła łazienkę. Coffie była już na nogach.Siedziała na łóżku z wielkim bananem na twarzy.
-Co się tak szczerzysz?-zapytała Lottie odkładając piżamę.
-Nie mogę uwierzyć,dzisiaj spotkam One Direction.
-My,s p o t k a m y.-
-Tak,tak spotkamy.Już nie mogę się doczekać.-odpowiedziała podekscytowana Coffie.
-To może chociaż się ogarniesz?
-Już idę,idę.-odparła
Wstała i wzięła swoje ubrania.Po 20 minutach była gotowa.
-Co na śniadanie?-spytała Coffie
-Masz.-Lottie rzuciła do niej pudełko muesli.
-Pycha.-powiedziała sarkastycznie brunetka.


Zbliżała się 20.Dziewczyny szykowały się na spotkanie z One Direction.Nagle ktoś zatrąbił,to z pewnością był Louis.W pełni umalowane i ubrane zeszły na dół.Przed budynkiem stało,piękne,czarne auto.Siedziała w nim piątka chłopaków.Harry i Niall kłócili się o miejsce.Dziewczyny wsiadły do samochodu.
-To gdzie jedziemy?-rzuciła Charlotte.
-Do tego nowego klubu w mieście.-odpowiedział Louis z miejsca kierowcy.
-To świetnie.
Dziewczyny czuły się trochę skrępowane. Nie przychodziły im do głowy żadne tematy do rozmów.W końcu dotarli na miejsce.Przed budynkiem była ogromna kolejka.
-Będziemy tak stać jak oni?-spytała zrezygnowana Coffie.
-Idźcie za nami.-nakazał Liam.
Wszyscy wysiedli z samochodu.Było już ciemno.Gwiazdy,świeciły jasnym blaskiem.Przyjaciółki stanęły na wąskim krawężniku .Chłopacy przeszli przez ulicę i skierowali swoje kroki ku wielkiemu mężczyźnie w czarnym uniformie.Z pewnością był to ochroniarz.Liam stanął przez nim i zawzięcie coś gestykulował.Po chwili ochroniarz otworzył wielkie ,szare drzwi.Harry zawołam Charlotte i Coffie.Dziewczyny ostrożnie przeprawiły się dziurawą ulicę,żeby nie wpaść w żadną z nich obcasem.Stanęły koło One Direction i grupą weszli do środka.Było tam ciemno,ale  lampki ledowe trochę rozświetlały mrok.Charlotte podeszła do baru i zamówiła mojito.Barman podał jej zielonego drinka.Upiła łyk i poszła na parkiet.Z dala wypatrzyła Coffie tańczącą z Harry.To jej nie zdziwiło,od początku wiedziała że tę dwójkę coś łączy.Nie była zazdrosna ,ona wolała Zayn'a.Z zamyśleń wyrwał ją właśnie on.
-Zatańczysz?-spytał.
-Z wielką chęcią.-odparła.
Właśnie zaczęła się jakaś wolna piosenka.Charlotte wtuliła się w niego.Poczuła zapach jego perfum.Podniosła głowę z jego torsu i zatopiła się w jego brązowych tęczówkach.On złapał ją w tali,ona oplotła ręce w okół jego szyi.Bujali się w rytm muzyki.Chciała zatrzymać tę chwilę na zawsze.Piosenka dobiegła końca.Oni oderwali się od siebie.Charlotte jeszcze raz spojrzała w jego oczy.Zayn zagryzł dolną wargę uwielbiała jak to robił.
Było około 3 nad ranem.Lottie obejrzała się i zobaczyła Coffie namiętnie całującą się z Harrym,który był zalany w cztery dupy ,ona z resztą też.Brunetka była przywarta do ściany,jaj ręce zwisały na karku Hazzy.On jedną ręką opierał się o białą ścianę,drugą obejmował dziewczynę.To był szok dla Charlotte.Harry i jej najlepsza przyjaciółka.Odwróciła wzrok i podeszła do baru,zamówiła drinka,potem kolejnego i jeszcze jednego.Wszyscy byli już bardzo pijani.Około 5 rano wyszli z klubu.Musieli wracać na piechotę.
-------------------------------------------------------
I tak mamy już 6 rozdział.Jeszcze raz proszę każdego kto to czyta o jakiś komentarz.;D

                                                                                                                                                                                                                                                                                                          

wtorek, 10 kwietnia 2012

Rozdział 5 Swinging with the old stars

Dziewczyny biegały od szafy do lustra i z powrotem.Wszędzie walały się ubrania.Dzisiaj odbywał się koncert.W końcu ubranie w to co wcześniej kupiły,wyszły z domu.Wreszcie przestało padać,ale nie było najcieplej.Przyjaciółki wsiadły do czarnej taksówki.Charlotte była strasznie podekscytowana.Wreszcie wysiadły.Była tam masa krzyczących i piszczących nastolatek.Chciały podejść do głównego wejścia,ale to groziło śmiercią.Lepiej nie ryzykować.Charlotte trochę im współczuła.One krzyczały ich imiona,skakały ,wymachiwały wielkimi plakatami myśląc ,że zostaną zauważone,a zespół nawet nie wiedział o ich istnieniu.Jednocześnie ona sama chciała być tą jedną ,która zwrócił na siebie ich uwagę.Poranna wpadka się nie liczyła,bo jak by Coffie patrzyła gdzie idzie nic by się nie wydarzyło,a on pojechał by dalej nie zwracając na nie najmniejszej uwagi.Liczyła,że może jakimś cudem rozpozna ją w tłumie ,chociaż to było nie możliwe.
-Choć .-wyrwała ją z zamyślenia Coffie i pociągnęła za rękę. 
Spróbowały jakoś  przedrzeć się przez tłumy fanek.Slalomem omijały wrzeszczące dziewczyny.Już było widać wejście,nagle ktoś je brutalnie popchnął i poleciały prosto na drzwi. 
-HEJ! Tylko spokojnie.-powiedział ogromny ,ubrany na czarno ochroniarz. 
Przyjaciółki pozbierały się i wyjęły z torebek bilety.Udało się,weszły na największe wydarzenie muzyczne tego roku.Teraz trzeba odszukać swoje miejsca.
-Chrzanić miejsca.Idziemy pod scenę.-zarządziła Coffie. 
-To nie przejdzie,zaraz ktoś się zorientuje i nas wyrzucą. 
-Nie marudź.-pociągnęła  przyjaciółkę. 
Jakimś cudem dostały się pod scenę.Na sali panował okropny tłok i ścisk.Zgasły światła,na scenę weszła piątka chłopaków.Uwielbiali to uczucie,adrenalina i euforia.Usłyszeli pierwsze takty One Thing.
-So get out, get out, get out of my head-zaśpiewała piątka ciepłych głosów. 


Po dwóch godzinach koncert się zakończył.-Idziemy za kulisy?-rzuciła Coffie.-Przecież nie mamy przepustek.-Oj tam ,oj tam coś się wymyśli.Dziewczyny wkradły się za kulisy.Musiały jeszcze tylko znaleźć 1D.Biegły długim korytarzem.N samym końcu ktoś opierał się o ścianę.Podeszły bliżej okazało się,że był to Niall,po chwili dołączył do niego Harry. -O to nasza dziewczyna od biedronki.-przywitał się.-Cześć...-odpowiedziała Z niepewnością brunetka.
-Jak podobał wam się koncert?
-Był świetny.-szybko odpowiedziała Charlotte
-To miło,a właśnie chłopaki to są Coffie i...
-Charlotte.-uśmiechnęła się blondynka.
-Tak to są Coffie i Charlotte.
-Hej.-odpowiedzieli chórem.
-Może chciałybyście się jutro gdzieś z nami wybrać?-zaproponował Harry.
-Z wielką chęcią-odpowiedziała Coffie
-Przyjdziemy po was,jeszcze pamiętam gdzie mieszkacie.-uśmiechnął się.
-------------------------------------------
jak narazie nudy,ale próbuję rozkręcić ;D





Rozdział 4 I'm not one of those who can easily hide

W Londynie od kilku dni bez przerwy padało.No cóż,takie uroki tego miasta.Dziewczyny udały się na mały spacerek.Charlotte szła normalnie z parasolem,ale Coffie chowała się pod wielką biedronką nad głową.Na przeciwko nich jakiś chłopak jechał na deskorolce.Miał na głowie kaptur ,więc nie było widać jego twarzy.Wzrok miał wbity w chodnik.Coffie też nie patrzyła przed siebie.za wszelką cenę starał się ukryć. 
-Coffie uważaj!-wydarła się Charlotte. 
Brunetka nie zdążyła zareagować.Chłopak jadący na deskorolce,wjechał w nią z impetem.Brynetka straciła równowagę i wpadła tyłkiem w kałużę. Popatrzyła się na Lottie wzrokiem który zabija.Chłopakowi spadł kaptur.Odsłonił on burzę loków.Coffie rozpoznała tę twarz.To był Harry.Brunetka spaliła cegłę.Hazza pomógł jej wstać.
-Wybacz mi.-przepraszał-Tak w ogóle jestem Harry. 
-Coffie.-uśmiechnęła się sztucznie. 
-Ciekawe imię.-podsumował.
-Tak,mama to miała fantazję. 
Brunetka obejrzała się.Miała całe mokre spodnie,zasłoniła się biedronkowym parasolem.Harry i Charlotte z trudem powstrzymywali śmiech. 
-Co?-powiedziała wściekła Coffie.-To były moje ulubione spodnie.Jak ja teraz dojdę do domu,przecież nie będę przez całą drogę zasłaniać się tym.-wskazała na biedronkę. 
-Hmmm...-pomyślał Harry-Muszę Ci jakoś odpłacić...Siadaj-pokazał deskorolkę. 
-Ale jak.Co...zawieziesz mnie na tym do domu?
-No powiedzmy. 
Po krótkim zastanowieniu Coffie usiadła na desce.Harry przywiązał do niej sznurek i ciągnę ją jak sanki.Charlotte nie mogła powstrzymać śmiechu widząc Coffie. 
-Macie dzisiaj koncert w Londynie?-spytała brunetka nie zwracając uwagi na Lottie.
-Tak-odparł Hazza-Wybieracie się?
-Zamierzamy pójść.
-Fanki? 
-Można tak powiedzieć.-odpowiedziała Coffie. 
Rozpadało się jeszcze bardziej.Brunetka postawiła na desce parasol i go rozłożyła,jednocześnie ukrywając się pod nim.Wyglądała komicznie. 
-Witamy w domu.-powiedział Harry.
-Dziękuję.-odparła Coffie i zeszła z deski.
-Do zobaczenia na koncercie.-pożegnał się Hazza. 
-----------------------------------------------
Pojawiły się kometnarze.Bardzo dziękuję.Mamy następny rozdział.Nie jest aż TAK zły ;D

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Rozdział 3 Summertime Sadness

                 

Było późno.Charlotte darła się pod prysznicem.Coffie założyła na piżamę,dużą,różową bluzę z misiem .Wzięła fajki Charlotte i wyszła na taras.Miasto nocą wyglądało zjawiskowo.Święcące London Eye czy Big Ben.Oparła się o barierkę i zapaliła papierosa.Po wypaleniu jednego sięgnęła po drugiego.Nagle na taras wpadła Charlotte i wyjęła jej go z ręki.
-Co złodzieju,podkradasz moje fajki?-spytała.
-Oj wybacz mi.-śmiałam się.
-Tym razem.-pogroziła.
Zimny podmuch wiatru rozwiał  włosy Coffie.Schowała ręce do ogromnych kieszeni w bluzie i zachwiała się na palcach.Stały w milczeniu przyglądając się nocnej panoramie Londynu.Charlotte przerwała ciszę głośnym ziewnięciem.Dziewczyny weszły do środka.W pomieszczeniu rozległ się dźwięk Lego House Ed'a Sheerana.Coffie podeszła do szafki nocnej odebrać telefon.Dzwoniła jej mama.
-Halo...tak...pięknie...jutro...nie wiem.-było słychać tylko skrawki rozmowy.-jak tam u was...to super...dobra papa....no...pa.-brunetka się rozłączyła.Obeszła pokój dookoła i usiadła na dużym łóżku,w tonach atłasowej pościeli.Było późno więc po chwili zasnęła.

Rano Charlotte obudziła się pierwsza.Przekopała się przez warstwy ,atłasowej pościeli i włożyła nogi w kapcie.Po podłodze walały się sterty ubrań.Po chwili obudziła się też Coffie.Miała włosy z wiązane w potarganego,niskiego koka ,a na policzku ślad poduszki.Patrzyła się nieprzytomnym wzrokiem na Charlotte.Powoli wygramoliła się z łóżka .Podeszła do szafy i otworzyła ją na oścież,uderzając prawie Charlotte,która jak ninja odskoczyła, przyciskając się do ściany.
-Wybacz mi Lottie.-oprzytomniała Coffie.Dziewczyna wyjęła z szafy jasne jeansy ,brązową bluzkę na ramiączkach i sweterek.Udała się do łazienki.W tym czasie Charlotte starała się wymyślić jakieś śniadanie.Niestety lodówka świeciła pustkami.
-Pośpiesz się !-krzyknęła do Coffie biorącej prysznic-Zjemy na mieście.
Po 15 minutach gotowa Coffie wyszła z łazienki.
-Wiesz jaki jutro jest dzień.-pomachała Lottie biletem przed nosem.
-Jak mogła bym zapomnieć.nareszcie zobaczę swoich idoli na żywo.-odparła Charlotte.
Stanęła w przedpokoju i zaczęła ubierać swoje fioletowe converse'y,Coffie przybrała miętowe vans'y.Kiedy były już gotowe Lottie chwyciła klucze i wyszły na korytarz.Było tam strasznie duszno.Wolnym krokiem podeszły do windy.Charlotte nacisnęła guzik i winda posłusznie przyjechała do góry.Zjechały na sam dół.Wysiadły na recepcji.Przez wielkie szklane drzwi zobaczyły ,że pada.Automatycznie cofnęły się na górę po parasole.Coffie szybkim ruchem otworzyła drzwi.Dziewczyny wzięły kurtki i parasole.Okazało się ,że Coffie spakowała parasol młodszej siostry ,który wyglądał jak biedronka.Brunetka starała się przejść niezauważona ,ale wielka biedronka nad głową to uniemożliwiała.Kiedy wreszcie wyszły na dwór,złapały taksówkę ,która zabrała je do jakiejś knajpki.Panowała tam miła atmosfera.Do ich stolika podeszła kelnerka.Była to ładna,młoda dziewczyna,na jej plakietce widniał napis Sophie.
-Co podać?-spytała miłym głosem.
-Jeszcze się nie zdecydowałyśmy.-odparła Lottie z bananem na twarzy.
-Wiesz co?-zaczęła Coffie-Kompletnie nie mam się w co ubrać na koncert.Chodźmy na jakieś małe zakupy.
-Ty i małe zakupy.zawsze wracasz z przynajmniej 5 ogromnymi torbami,ale czemu nie.
Po zjedzonym posiłku przyjaciółki udały się do galerii.Zaczęły od sieciówek takich jak H&M,primark czy new yorker.W H&M'ie Coffie znalazła śliczną ,zwiewną sukienkę w kolorze pudrowego-różu. Przymierzyła  ją.Wyglądała świetnie.dziewczyna bez wahania ją kupiła.Teraz musiała znaleźć jakieś buty do tego.Postawiła na lakierowane platformy nude.Coffie skompletowała już cały strój.Lottie zdecydowała się na granatową sukienkę i wrzosowe botki na platformie. Po skończonych zakupach udały się do domu,przygotować na koncert.
----------------------------------------------
Oto kolejny rozdział.Mam prośbę jeśli ktoś to czyta to niech zostawi po sobie ślad w formie komentarza.
;D

niedziela, 8 kwietnia 2012

Rozdział 2 Mermaid Motel

                             *Oczami Charlotte*

Byłam ubrana w szary dres,czarną bokserkę,flanelową koszulę w czarno czerwoną kratę i buty emu.Za sobą wlokłam dwie walizki ,torbę i torebkę.Czekałam na lotnisku na Coffie.Ogromnie drzwi się rozsunęły.Stała w nich drobna brunetka ubrana w szarą bluzę ,granatowe legginsy, i czarne workery.Ledwo sobie poradziła z walizkami.
-Cześć!-przytuliłam ją na powitanie.
-Hejka,nie mogę uwierzyć ,że przeprowadzamy się do Londynu.
-Ja też.Może nawet spotkamy One Direction.-powiedziałam.
-Nie dawno miałaś urodziny ,a ja nie dałam ci prezentu .-zaczęła Coffie-Muszę to nadrobić.-zaczęła grzebać w torebce.Wyjęła z niej dwa bilety.Jeden wręczyła mi.Przyjrzałam się mu.Pisało One Direction live on tour.Nie mogłam uwierzyć.Zaczęłam skakać ,piszczeć i rzucać się Coffie na szyję.Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli.Byłam strasznie szczęśliwa.
Musiałyśmy już wsiadać do samolotu.Zajęłam miejsce przy oknie.Coffie usiadła z obrażoną miną,ponieważ to ona chciał być przy oknie.Nie przejęłam się tym zbytnio.Usiadłam wygodnie i włożyłam do uszu słuchawki.Włączyłam Stand up,uwielbiałam tą piosenkę.Po pół godzinie foch Coffie przeszedł.Chciała żebym dała jej jedną słuchawkę,bo ona swojego i-pod'a zostawiła w walizce.Chwyciła słuchawkę i oparła się o siedzenie.Stewardesa zakomunikowała ,że trzeba zapiąć pasy ,bo za chwilę lądujemy.Spojrzałam w okno.Zobaczyłam piękną panoramę Londynu.Miasto było coraz bliżej.Nie mogłam się już doczekać ,aż zobaczę nasze nowe mieszkanie.W końcu wylądowaliśmy.W Londynie było chłodniej.Zarzuciłam na siebie czerwony szal i zapięłam koszulę.Szybkim krokiem udałyśmy się do terminala.Tam było o wiele cieplej.Po odprawie,znów wyszłyśmy na zewnątrz.Usiadłam na ławce i rozpięłam walizkę.Wygrzebałam z niej moją,skórzaną kurtkę.Zarzuciłam ją na ramiona.W kieszenie znalazłam szare rękawiczki.Wyciągnęłam z torby papierosa i go zapaliłam.Coffie usiadła na podłodze i zaczęła majstrować przy walizce.Zapomniała hasła do kłódki .Po 5 minutach męczarni,przypomniała sobie ,że były to trzy 0.Wyjęła z niej czapkę i parkę w kolorze butelkowej zieleni.Czekałyśmy na naszego busa.Po chwili moim oczom ukazał się duży czarny van.Załadowałyśmy do niego ,nasze bagaże i wsiadłyśmy.Podziwiałam piękne uliczki Londynu,barwnie ubranych ludzi,dziewczyny w mundurkach.Auto zatrzymało się przed ogromnym apartamentowcem stojącym pośród domków jedno rodzinnych,który okazał się być naszym domem.Weszłyśmy do budynku.Nacisnęłam zielony guzik przy windzie,po chwili zjechała ona na dół.Nasze mieszkanie było na 8 piętrze.Szłyśmy długim korytarzem ,patrząc po drzwiach i szukając numeru 128.Był on na samym końcu.Rzuciłyśmy bagaże na wykładzinę,a ja zaczęłam przeszukiwać moją torbę.W końcu klucze się znalazły.Ostrożnie włożyłam klucz do zamka i przekręciłam.Drzwi się otworzyły.Nasze mieszkanie było piękne.Miało białe ściany,a jedna była przeszkolona.Znajdował się tam ogromny taras.Zaczęłyśmy skakać z radości.Nasz pobyt w Londynie jak narazie zapowiadał się wspaniale.

---------------------------------------------------
No i mamy kolejny rozdział.Nudny jak falki z olejem.Takie masło maślane.Postaram się troch,ę to rozkręcić ;D

Rozdział 1 God knows what is hiding in those weak and drunken hearts

Stanęła przed lustrem.Usta ułożyła w cienką linię.Obciągnęła białą bluzkę.Poprawiła włosy,stuknęła o siebie obcasami .Chwyciła torebkę.Przeszła przez długi korytarz na 12 centymetrowych szpilkach,jak by był wybiegiem ,a ona modelką.Wzięła z szafki niezbędne rzeczy ,takie jak telefon ,błyszczyk ,klucze i i-pod.
Na dworze czekała już Coffie.W dłoniach trzymała dwa shake'i.Jednego podała przyjaciółce.W siadły do samochodu.Dzisiaj był ich wielki dzień,kończyły szkołę.Na zawsze mogły pożegnać się z tą budą.Przed nimi była perspektywa zamieszkania w Londynie.Samochód zatrzymał się przed ogromnym budynkiem ,z szarymi ścianami.Było bardzo dużo ludzi.Charlotte założyła okulary przeciw słoneczne i ruszyła przed siebie.Za nią kroczyła Coffie.Ceremonia odbywała się na świeżym powietrzu.Zajęły miejsca obok siebie.Dyrektor zaczął nudną przemowę.Do dziewczyn dochodziły tylko poszczególne słowa.W końcu zaczęło się rozdawanie dyplomów.Dyrektor wyczytał nazwisko Coffie,Charlotte uśmiechnęła się do niej.Brunetka wstała z miejsca i podeszła do dyrektora.Ten pogratulował jej i wręczył dyplom.Dziewczyna z szerokim uśmiechem na twarzy wróciła na miejsce.Była szczęśliwa ,że nareszcie może się z tąd wyrwać.Po kilkunastu osobach przyszedł czas na Charlotte.Dumna,z głową uniesioną do góry .Również otrzymała dyplom.Kiedy cała ceremonia się skończyła ,dziewczyny jak najszybciej ulotniły się z terenu szkoły.Postanowiły uczcić koniec szkoły.Władowały się do samochodu i pojechały prosto do kawiarni,na duże lody.Weszły do chłodnego pomieszczenia i zajęły stolik w rogu.Charlotte wzięła czarną książeczkę,która okazała się być menu.Teraz godzina wybierania.Zdecydowała się na lody waniliowe i o smaku mohito.Dosyć dziwne połączenie.Po pysznym deserze.Przyjaciółki pojechały do domu Charlotte.Nikogo u niej nie było.Rodzice zawsze pracowali do późna.Widywali się bardzo rzadko.Uwagę Coffie przykuł nowo otwarty salon tatuażu.
-Co byś powiedziała na tatuaż?-spytała Coffie.
-Rodzice i tak nic nie za uwarzą .Czemu nie?-odpowiedziała Charlotte.
Coffie zatrzymała auto .Skierowały swoje kroki do rudowłosej,bardzo wytatuowanej kobiety.
-Chciałybyśmy zrobić sobie tatuaż.-zaczęła Charlotte.
-Dobrze .Co chciały byście mieć wytatuowane i gdzie?-spytała.
-Ja bym chciała trzy jaskółki na przedramieniu.-powiedziała Charlotte.
-Takie jak te?-wskazała kobieta.
-Tak.-odparła Charlotte-Coś takiego.
-A ty?-kobieta spojrzała na Coffie.
-Znak nieskończoności na nadgarstku.-wyrecytowała.
-Dobrze ja teraz zrobię szablony ,a wy poczekajcie tam.-wskazała dużą czerwoną kanapę stojącą pod ścianą.Po piętnastu minutach ,owa kobieta podeszła do dziewczyn i pokazała im szablony.Przyjaciółkom się spodobały.Rudowłosa skierowała je do małego pomieszczenia ,mieszczącego się za drzwiami.
-Która pierwsza ?-spytała.
-Może ja .-zgłosiła się nieśmiało Charlotte. Usiadła na krześle i podwinęła rękaw.Kobieta zabrała się do roboty.Po 30 min.tatuaż Charlotte był gotowy.Wyglądał pięknie.Teraz czas na Coffie.Brunetka wyciągnęła rękę przed siebie i zmrużyła oczy.Kiedy tatuaż był gotowy ,dziewczyna otworzyła oczy i przyjrzała się uważnie.Wyszły z pomieszczenia i zapłaciły.Teraz udały się do domu Charlotte.
---------------------------------
Założyłam nowego bloga,ponieważ starego usunął mi blogger.Jak się uda go naprawić postaram się kontynuować.Narazie pozostanę przy pisaniu tego.