środa, 30 maja 2012

Rozdział 25 Cause baby we were born to live fast and die young, Born to be bad, have fun, Honey, you and me can be one, Just believe, come on.

Wszyscy oprócz Niall'a mieli już swoją drugą połówkę.Pewnego dnia blondyn przyprowadził do domu dziewczynę.Była to drobna ,niska postać o śnieżno białej cerze i twarzy jak porcelanowa laleczka.Była ubrana w miętową spódniczkę w kwiaty,błękitną koszulę bez rękawów ,związaną w tali na supeł i białe sandałki z koralikami.Kruczoczarne włosy zebrała w dużego ,luźnego koka.Miała ogromne zielone oczy i rumieńce na policzkach.Na pierwszy rzut oka wydawała się być miła,nie jak Melanie.
-Connie Darlington.-wyciągnęła swoją bladą ,obwieszoną różnokolorowymi sznureczkami  dłoń w stronę dziewczyn.
-Charlotte.-powiedziała nasza blondynka.
-Coffie.-przedstawiła się brunetka.
-A to są :Harry,Zayn,Liam i Louis.-powiedział Nialler.
-Miło was poznać.-Connie uśmiechnęła się.
-Może wybierzemy się 8 na lody?-zaproponowała Charlotte.
-Dobry pomysł.-powiedziała Coffie-Dajcie mi godzinkę,muszę iść do domu i się przebrać.
-Naprawdę godzinę?-zapytał Harry.
-Tak,komu w drogę, temu czas.-brunetka wstała i razem z Charlotte wyszła z domu chłopaków.
Coffie otworzyła drzwi od szafy na oścież,uniemożliwiając tym samym wejście do pokoju Lottie.Brunetka wyjęła piżamowe spodnie w azteckie wzory i białą bokserkę,włosy związała w ciasnego,małego warkoczyka.W przed pokoju szybko wsunęła nogi w czarne vans'y.kiedy dotarły na miejsce wszyscy już byli gotowi i czekali na nie.
-To co wyruszamy?-zapytała brunetka poprawiając swoje lennonki.
Wszyscy jak na komendę ruszyli ku drzwiom.Nie obyło się bez małej przepychanki.Na samym początku szedł Liam i Zayn,za nimi Harry i Louis,potem Lottie i Coffie ,a na końcu Niall i Connie.Doszli do kawiarni ,,Life is passing ,sweetness remains" .W środku panowała miła atmosfera.Białe ściany,duże okna,rzucające blask na wystawę pełną ciastek,tortów,ciast i innych.Znaleźli dużą kanapę w rogu sali.
----------------------------------------------------
Rozdział kończy się w dziwnym momencie,ale chciałam go jak najszybciej dodać,ale musiałam wyłączać komputer..Przepraszam,że tak długo nie pisałam.W między czasie byłam na wycieczce.Teraz już mam mniej więcej pomysł na fabułę więc będę pisać częściej.
Wcześniej zapomniałam załączyć zdjęcia,więc tak wyglądała Melanie:

Bangs,Brunette,B (1) Wall Photos

(1) Wall Photos long live brunettes†

A oto Connie:

Achtergronden en zinnetjes., Algemeen album - Hyves.nl Twitpic - Share photos and videos on Twitter

 beautiful, black and white, girl - inspiring picture on Favim.com Facebook



sobota, 19 maja 2012

Rozdział 24 I sing the National Anthem While I'm standing over your body Hold you like a python

Wszyscy zebrali się w domu One Direction.Było ciepłe niedzielne popołudnie.Nie mieli żadnych planów na spędzenie reszty dnia.Postawili na siedzenie przed telewizorem i kłócenie się o pilota.Ktoś zapukał do drzwi.Zayn leniwie podniósł tyłek z kanapy i otworzył drzwi.Stali tam dwaj funkcjonariusze londyńskiej policji.Gruby ,ciemnoskóry typowy aspirant na pączka,za nim stał niski i chudy pomocnik.
-Posterunkowy Jones.-pokazał legitymację grubszy.-Mieliśmy cynk ,że ktoś u was w domu posiada marihuanę.-powiedział prosto z mostu,bez owijania w bawełnę.
-Że...ccco?-zapytał z niedowierzaniem mulat.
-To co usłyszałeś chłoptasiu,a teraz gadaj
-Nic mi nie wiadomo o żadnej marihuanie w naszym domu.Może to tylko pomyłka.
-Jaka znowu pomyłka ?Tu jest Grays Inn Road 34?
-Tak tutaj.
-No właśnie,lepiej od razu gadaj gdzie ją masz.-najwyraźniej gruby odgrywał tu rolę złego gliny.
-Jeszcze raz powtórzę nie mam żadnej marihuany,może pan przeszukać dom.-powiedział bez wahania Zayn.
Policjanci weszli do domu.Rozejrzeli się i rozdzielili.gruby został na dole,a pomocnik poszedł do góry.Przejrzał starannie każdy kąt.
-Barry chodź na górę.-zawołał chudy.
Jones natychmiast udał się na górę,za nim gęsiego dreptali domownicy.Głos dobiegał z pokoju Zayn'a.Chłopak przejechał sobie ręką po twarzy.Wszyscy obawiali się tego co zaraz zobaczą i usłyszą.
-Jest tutaj.-powiedział triumfalnie trzymając w ręku małą torebeczkę z marihuaną.
-Dobra robota Dickens.-pogratulował mu Barry.
-A...alle..to nie należy do mnie.-powiedział Zayn.
-Ależ,oczywiście to nie twoje,ktoś ci to napewno podrzucił.-śmiał się ironicznie Jones.
-Właśnie ktoś musiał mi to podrzucić.
-Zobaczymy co wykaże analiza odcisków palców,a narazie jest pan zatrzymany pod zarzutem nielegalnego posiadania marihuany.
Funkcjonariusze zabrali chłopaka i wsadzili do wozu.
-Co teraz będzie.-zapytała Charlotte z zaszklonymi oczyma.
-Nie mam pojęcia.-przytuliła ją Coffie.
-Kto to mógł być,to na pewno nie był Zayn.-stwierdził Liam.
-A może to Melanie.Podrzuciła mu towar i zniknęła.-rzuciła Lottie.
------------------------------------------------------------------------
Wiem ,że trochę to przerysowałam ale nie mam doświadczenie w tego typu sprawach.Chciałam bym dedykować en ten rozdział Jagodzie ,ponieważ to był jej pomysł i miała wczoraj urodziny więc WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

środa, 16 maja 2012

Rozdział 23 It's a love story for the new age For the six page

Charlotte obudziła się w ramionach Zayn'a.Rozejrzała się po pokoju.Długo myślała o tym co wydarzyło się zeszłej nocy.Poszła go pocieszyć,a teraz budzi się w jego ramionach.Wyznał jej miłość ,a potem wylądowali razem w łóżku.Poczuła się trochę jak tania dziwka,która puszcza się z pierwszym lepszym...Nagle i Zayn się obudził.Rozwiał jej wszystkie wątpliwości ,pocałunkiem na przywitanie.
-Cześć!-powiedział zaspanym głosem.
-Cześć,chodźmy na śniadanie.-odpowiedziała cicho.
Kiedy schodziła po schodach przypomniała sobie o Coffie.Pewnie była z Harrym,chyba że pojechała do domu.Jednak zobaczyła całą,zdrową i uśmiechniętą brunetkę przy kuchennym stole z resztą One Direction.
-Uuuuu widać,że nasz Zaynek szybko się pocieszył.-powiedział Louis na widok chłopaka z Charlotte.-Co wyście wczoraj wyprawiali,prawie dostałem zawału.
-Nic...-Zayn przeczesał włosy palcami.
-Nie wogule!Ja widziałem co innego.-śmiał się.
-No już daj im spokój Lou.-powiedziała Eleanor.-A swoją drogą czy chcielibyście nam coś powiedzieć?
-Ja i Zayn jesteśmy razem.-odparła Lottie.
-Gratulacje.-Coffie przytuliła przyjaciółkę.
-Wiedziałem ,że będziecie razem.Byłem tego pewny .To...przeznaczenie.-śmiał się Harry.
-Może wyjaśnicie dlaczego tamtej nocy było tutaj tak głośno.-zapytał Louis.
Zakochani spalili cegłę.
-Bo darłeś się w niebo głosy.-stwierdziła Lottie.
-Daj im wreszcie spokój Louis.-powtórzyła Eleanor.
-Ale ja jestem tylko ciekawy.-odparł.
-O zamknij się !.-uciszyli go wszyscy.
Wreszcie usiedli do śniadania.Harry zrobił naleśniki.
-Cieszę się,że nareszcie nie ma tu tej jędzy Melanie.Ona była okropna,co ty w niej widziałeś?-zapytał Liam.
-Ja już sam nie wiem.-zmieszał się.
-Skończmy ten temat.-zarządził Niall.


***


Był wieczór.Lottie i Zayn siedzieli na dachu domu,trzymając się za ręce.Księżyc świecił bladym,jasnym światłem,prosto na nich.Dokładnie widzieli swoje twarze.Siedzieli tak i rozmawiali.Nagle ich twarze zaczęły się do sienie przybliżać.Lottie spojrzała na jego brązowe tęczówki,poczuła jego zapach.On złapał ją za ręce i przyciągnął do siebie.Całował powoli,jak by kosztował czegoś nowego.Chcieli aby ta chwila trwała wiecznie.Był coraz śmielszy,w końcu subtelny pocałunek przerodził się w namiętny i zaborczy.Lottie wplotła palce w jego włosy,on złapał ją w tali.
----------------------------------------------------
Wybaczcie że tak długo nie pisałam.Już dostałam opiernicz od Jagody :) Kolejny nie udolny i długi jak cholera rozdział.;D

sobota, 12 maja 2012

Rozdział 22 On our drugs and our love and our dreams and our rage Blurring the lines between real and the fake

-Jeszcze nic nie jest stracone.
-Charlotte ja cię kocham, rozumiesz.
Dziewczynę zamurowało. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Raczej przygotowała się na odrzucenie. Nawet przygotowała sobie plan działania, że najpierw na niego spojrzy, a potem sobie pójdzie. Nic specjalnego, a tu nagle…spojrzała na chłopaka. Zapowietrzyła się.
-Ja..ciebie…też..kocham!
-Więc będziemy razem?- zapytał chłopak trzymając Charlotte za rękę.
-Tak?- zapytała zakłopotana, jednak na jej ustach zawitał uśmiech-Tak, będziemy razem! Słysząc to chłopak, dosłownie rzucił się na dziewczynę i zaczął ją całować. Dziewczyna odwzajemniła pocałunek i objęła swoją miłość. Ten mały gest jeszcze bardzie zachęcił chłopaka do dalszych działań. Objął dziewczynę i wsadził jej rękę pod bluzkę. W tym samym czasie, dziewczyna usiadła na kolanach Zayna i zdjęła mu koszulkę. Uciszony chłopak, postanowił iść dalej i zdjął dziewczynie top. Z każdą chwilą emocje narastały. Całowali się teraz wręcz nachalnie, ale cały czas delikatnie względem partnera. Zachowywali się tak, dopiero od 10 minut, a już Charlotte siedziała na kolanach swojego chłopaka w staniku, a Zayn był bez koszulki i ściągał spodnie. W tym czasie dziewczyna zdjęła swoje rurki i położyła się leżącego na łóżku Zayna, który był w samej bieliźnie. Znów zaczęli się całować, ale tym razem wijąc się na łóżku. Chłopak bez zastanowienia zaciągnął dziewczynę  pod pościel i tam dobrał się do jej piersi. Dziewczyna czując na nich dłonie chłopaka, przeszedł ją miły dreszcz i o dziwo wsadziła swoją rękę pod bokserki chłopaka, tym samym dotykając jego przyrodzenia. Chłopak zareagował tak samo jak Charlotte, na przekór denerwowała chłopaka nie robiąc nic specjalnego. Spojrzała na swojego partnera.
-Jeżeli masz tak się za mną bawić, to pogadamy inaczej!- zaśmiał się Zeyn i znów uporczywie, rzucił się na dziewczę, całując ją i coś a’la obmacując. Szczerze mówiąc, gdyby oboje tego nie chcieli, to można by powiedzieć, że to był gwałt z molestowaniem + okrucieństwem. Nagle dziewczyna zdjęła swój fioletowy stanik, a chłopak wypuścił swojego „przyjaciel” na zewnątrz, tym zachęcając dziewczynę do ściągnięcia ostatniej części garderoby, która o o dziwo nie leżała na dywanie. Jednak dziewczyna spojrzała n chłopaka i pokręciła przecząco głową.
-Nie mogę Zayn…
-Dlaczego, myślałem, że chcemy tego oboje?-zapytał chłopak przysuwając się do dziewczyny i obejmując ją ramieniem.
-Ja wiem, że ty tego chcesz, ja też tego chcę, ale nie mogę…
-Dlaczego?- zapytał spokojnie chłopak.
-Nie mogę zajść w ciąże, bo..-urwała, nie potrafiła tego powiedzieć swojemu ukochanemu.
-Powiedz mi kotku-zachęcił ją Zyan.
-Nie jestem gotowa na dziecko, nie mnie na dziecko, nie mamy czasu..-w tym momencie Zayn "uciszył"swoja ukochaną gorącym pocałunkiem. Trwali tak bez ruchu z jakieś 5 minut. W końcu chłopak oderwał się od dziewczyny.
-Nie każdy związek musi się kończyć na ciąży.-Charlott'a uśmiechnęła się i rzuciła się na Zayna śmiejąc. Znów zaczęli się kochać. Nie mogli się powstrzymać. Oni po prostu się kochali.
Nagle drzwi od pokoju się otworzy. Do pomieszczenia wszedł Louis, który najwyraźniej nie wiedział co się dzieje, ponieważ nie sprawiał wrażenia zakłopotanego.
-Słuchaj, zgubiłem pilota do telewizora, wiesz może...-spojrzał na Zayna, który leżał w łóżku z dziewczyną. Louis'a zamurowało, prawie tak samo jak Charlotte. Jednak Zayn pozostawał niewzruszony. Pewnie wiedział, że prędzej czy później coś przerwie tą słodka chwilę. Spojrzał na Louis'a, który cały czas się wgapiał w parę.
-Pilot powinien być, gdzieś za kanapą-powiedział i pokazał Louis'owi drzwi, dając mu jasno do zrozumienia, że ma od razu się ewakuować. Louis o dziwo, od razu zrozumiał przekaz od przyjaciela i wyszedł. Oczywiście nie uszło uwadze Charlott i Zayno'wi, że ich gość, od razu po wyjściu zaczął krzyczeć w wniebogłosy co właśnie zobaczył. Szczerze mówiąc zakochani, nie bardzo się przejęli. Wręcz odwrotnie, zaczęli się śmiać i zasnęli w swoich ramionach.
------------------------------------------------------------------
Rozdział pisany przez cudowną Jagodę -dziękuję !♥Wbijajcie na jej bloga ♥One Direction i ich miłosne podboje♥
 

sobota, 5 maja 2012

Rozdział 21 Honey it is time to spit Boy you're so crazy, baby I love you forever Not maybe You are my one true love

Minęło 5 dni od wyjazdu Melanie.Jeszcze ani razu nie odezwała się do Zayn'a ,ale może to i dobrze,bo los szykował dla niego ogromny cios.Nagle rozległ się dzwonek telefonu mulata.Chwycił go szybko i odebrał wiadomość.
'Zayn z nami koniec.Poznałam tu cudownego chłopaka jesteśmy razem.


                                                                                  Melanie'
Nie wysiliła się za bardzo,do sms'a dołączyła zdjęcie.Widniała na nim ona i jakaś postać ,przedstawiająca wysokiego blondyna.Trzymali się za ręce.Zayn rzucił telefonem o podłogę i pobiegł do swojego pokoju.


KILKA DNI PÓŹNIEJ

-Lottie błagam przyjedźcie.-błagał Louis w słuchawce.
-Co się stało?-zapytała.
-Melanie rzuciła Zayn'a.
-Tak...-przerwała mu Lottie cichym ,triumfalnym mruknięciem.
-Co?
-Nie nic,mów dalej.
-No więc chłopak się załamał .Cały czas siedzi w swoim pokoju,z nikim nie rozmawia.Gapi się tylko w tę ścianę całymi dniami.
-Ok,zaraz przyjadę.-rozłączyła się

Po 15 minutach obie dziewczyny stanęły w progu domu.
-Już jestem.
-Dziękuję,dziękuję.-płaszczył się Louis.
-Ok,zobaczę co da się zrobić.-ruszyła na górę.

-Mogę wejść.-powiedziała cichym głosikiem.
Zayn popatrzył się na nią,a potem odwrócił wzrok.Charlotte usiadła na rogu jego łóżka.
-Ja nie rozumiem jak ty możesz przejmować się tą dziewczyną.-Zayn cały czas milczał-To ewidentnie było widać,że ona leci na kasę.Może to trochę zaboli,ale jej pewnie wcale nie zależało na tobie,znudziłeś się jej więc poszła do innego.Przed tobą miała pewnie setki takich chłopaków,którym wmawiała ,że są jedyni.-popatrzyła na jego smutną twarz.W jego oczach było widać ból.-Wiem,kompletnie nie umiem pocieszać,ale taka jest prawda.
-Masz rację,nie potrafisz pocieszać.-po raz pierwszy od rozstania ,Zayn się odezwał.
-Dlaczego ,ty się nią przejmujesz?Nie była ciebie warta.Taka ździra nie zasługuje na, takiego wspaniałego faceta.-powiedziała.
-Ja,ją naprawdę kochałem.-jego oczy się zaszkliły.
-Nadal ją kochasz?
-Nie wiem,po tym co mi zrobiła.
-No właśnie.
-Ale nie da się ,jak na pstryknięcie palca odkochać.
Lottie spuściła głowę.
-Co jest?-zapytał.
-Kiedyś ,może nieświadomie robiłeś mi nadzieję.Podobałeś mi się,to uczucie narastało we mnie.Ale kiedy przyprowadziłeś Melanie do domu,coś we mnie pękło.Coffie i Eleanor starały się mnie pocieszać,udawałam ,że wszystko jest w porządku,ale to były tylko pozory.Żyłam tą niespełnioną miłością.Byłam w tobie zakochana,liczyłam,że ty we mnie też.Ale Melanie utwierdziła mnie w przekonaniu,że nie.
Zayn usiadł na łóżku,nie wiedział co powiedzieć.
-Byłaś,we mnie zakochana.Boże jaki ja byłem ślepy,popełniłem największy błąd w życiu i już nigdy nie uda mi się go naprawić.
-Jeszcze nic nie jest stracone.
-Charlotte ja cię kocham,rozumiesz.
Dziewczynę zamurowało.
--------------------------------------------------
nie udał mi się ten rozdział.Z góry przepraszam za literówki lub inne błędy ,ponieważ pisałam ten rozdział ze schnącym lakierem na paznokciach.


Rozdział 20 Baby's all dressed up, with nowhere to go That's the little story of the girl you know Relying on the kindness of strangers

Impreza się jeszcze nie skończyła.wszyscy się trochę ogarnęli,a zamiast tortu zamówili pizzę.Jedynie Melanie siedziała w kącie obrażona.Louis gdzieś zniknął.Nagle pojawił się ,stanął na środku pokoju z rękami założonymi do tyłu.
-No to nadszedł czas na wręczenie prezentu.-Louis wyjął zza pleców złotą łyżkę z wygrawerowanym 'Liam loves snoop'.Wszyscy przeczytali napis i wybuchnęli śmiechem.
-Lou,co tam jest napisane?-spytała Eleanor.
-Miało pisać Liam kocha łyżki.-zrobił pauzę i przeczytał w myślach napis i też wybuchł śmiechem.-Wiedziałem ,że coś nie tak.Wręczyli Liamowi prezent.Popłakał się ze śmiechu,może trochę ze strachu.Było bardzo wesoło,tylko Melanie nie było do śmiechu.
-Zayn.-zawołała i zaczęła szeptać mu coś na ucho ,a po chwili wyszli.

***

Dziewczyny obudziły się grubo po 12.
-Byłyśmy dziś umówione z chłopakami.-powiedziała Coffie.
-Na którą?.-zapytała nerwowo Lottie.
-Za godzinę,i ja zaklepuję łazienkę.-brunetka szybko pobiegła do pomieszczenia.

Kiedy obie były gotowe udały się do domu One Direction.Byli tam wszyscy  nawet Melanie,która właśnie rozmawiała z Zayn'em.
-Wyjeżdżam na tydzień do mojej przyjaciółki Lilith.-oznajmiła.
-Ok.-powiedział permanentnie Zayn nie odrywając wzroku od jakiegoś filmu lecącego w telewizji.
-Będziesz tęsknił?
-Tak.-odparła.
-Zayn,kochanie czy ty mnie w ogóle słuchasz.-powiedziała z przejęciem Mel.
-Słucham,miłej podróży ,będę tęsknił.-ocknął się Zayn.
Pod dom chłopaków zajechało piękne ,czarne auto.Wysiadła z niego dziewczyna w wieku Melanie.Miała blond włosy związane w wysokiego koka na czubku głowy.Ubrana była w chabrowe rurki,fioletową cieniowaną bokserkę i czarne trampki.
-O to Lilith ,muszę lecieć.Papa.-pocałowała Zayn'a w policzek.
-Nareszcie się jej pozbyłyśmy.-mruknęła Lottie.
---------------------------------------------------
Rozdział bardzo krótki i bez sensu -,-

piątek, 4 maja 2012

Rozdział 19 Runnin' from the cops in our black bikini tops screaming, "Get us while we're hot" "We don't give a what"

Zbliżały się urodziny Liam'a.Przyjaciele postanowili jakoś to uczcić.Wiedzieli że on nie lubi niespodzianek,więc poprzestali na zakupieniu jakiegoś ładnego tortu i zabawienia się w skromnym gronie.Dziewczyna Liam'a-Danielle była akurat w trasie.Charlotte wpadła na pomysł ,żeby jednak ściągnąć ją chociaż na ten jeden dzień do domu.
-Ma ktoś jej numer.Nie ,ale Liam zostawił telefon w pokoju.-powiedział Louis.
-Ok.dzięki za cenną informację.Ty i Harry odciągniecie jego uwagę,Coffie będzie stała na czatach,a ja wślizgnę się do jego pokoju i zabiorę telefon.-zarządziła.
-A ja co mogę zrobić?-zapytała Melanie.
-Ty siedź na dupie i rób to co zwykle.-powiedziała szybko Lottie-To jak ?Chłopaki zajmijcie Liam'a.
Louis i Harry złapali chłopka i zaczęli zadawać różne niedorzeczne pytania.W tym czasie Charlotte udała się niepostrzeżenie do pokoju Liam'a.Coffie stanęła po lewej stronie drzwi wyglądając czy ktoś nie idzie.Lottie rozejrzała się po pomieszczeniu.Nigdzie nie było komórki.Rozrzuciła rzeczy na biurku ,przeszukała łóżko.Telefon cały czas leżał sobie spokojnie pod stertą ubrań na podłodze.Lekko poddenerwowana złośliwością przedmiotów martwych,Charlotte wyszła z pokoju,chowając komórkę w kieszeni swetra.zeszły na dół i dyskretnie ,z ukrycia pomachały chłopakom telefonem.Oni natychmiast dali spokój biednemu Liam'owi i udali się do pokoju Louis'a.Wszyscy usiedli na jego nie pościelonym łóżku.
-Ok to szukamy.-Lottie ,,weszła'' w kontakty-Sprawdzę pod ,D'.-przesunęła palcem po ekranie,nie było tam numeru Danielle.
-Nie wiem,spróbuj pod ,M' jak misiaczek albo coś w tym stylu.-palną  Lou.
-W taki sposób możemy szukać bez końca.-podsumowała Coffie.
-Egh..Dej mi to.-Harry zabrał Charlotte telefon-Trzeba sprawdzić w ostatnich połączeniach.
Wreszcie Hazza odnalazł numer.
-Kto mówi?-spytał Harry.
-Na pewno nie ty.-skwitowała Lottie.
-Ej.-obruszył się .
-Niech mówi Charlotte.
-Ok no dobra,ale co mam mówić?
-Coś w stylu.,cześć dzwonię z telefonu Liam'a ,bo on ma za niedługo urodziny i chcielibyśmy zrobić mu niespodziankę, więc czy mogłabyś przyjechać chociaż na jeden dzień,on bardzo by się ucieszył.
-No ok to dzwonię.
Lottie nacisnęła zieloną słuchawkę przy zdjęciu Danielle.
-Halo.-powiedział głos w słuchawce.
-Cześć ja jestem Charlotte ,koleżanka chłopaków.
-Wiem.
-Jak wiesz Liam ma za niedługo urodziny i chcielibyśmy zrobić mu niespodziankę w postaci twojego przyjazdu.-Charlotte mówiła bardzo formalnie.
-To bardzo dobry pomysł ,jestem akurat niedaleko Londynu.Może udało by mi się wyrwać na ten czas.-odparła.
-To świetnie!
-Poczekaj chwilkę zaraz sprawdzę...Tak ,udało by mi się znaleźć chwilkę.
-Jej.-pisknęła Lottie.-To super.Dobra nie zajmuję ci więcej czasu.
-Papa.
Charlotte rozłączyła się.
-I jak?-zapytała Coffie.
-Przyjedzie.-uśmiechnęła się.
-Super! Teraz musimy jeszcze skołować tort.-powiedział Harry.
-Mam znajomą, która prowadzi cukiernię.Robią piękne ciasta,zadzwonię do niej.
-Świetnie,ale jak ma wyglądać ten tort?
-Hmmmm....
-Nich będzie w kształcie żółwia.-wykrzyknął Harry
-Dobry pomysł Haroldzie,nie spodziewałam się tego po tobie.-śmiała się Lottie.-Teraz cicho bo dzwonię.
-Tak...
-Cześć Lynn,mam do ciebie sprawę.
-No mów.
-Mój kolega ma urodziny,czy mogła byś upiec dla niego tort w kształcie żółwia?
-Nie ma sprawy,na kiedy?
-Pojutrze,najlepiej przed 14.
-Ok,już zapisuję,będzie gotowy na pojutrze o 13 ,odbierzecie go w mojej cukiernik.
-Ok,bardzo dziękuję,papa.
Lottie uśmiechnęła się porozumiewawczo-Załatwione!
-Super,jesteś wielka.


***


Dzisiaj był dzień urodzin Liam'a.Była godzina 13.Louis i Zayn zostali wysłani po odbiór tortu.Melanie nie była zadowolona faktem iż zabrano jej ,ukochanego'.Harry zajmował Liam'a,a Lottie uzgadniała jeszcze kilka spraw z Danielle. Miała się zjawić około 15.
Minęło pół godziny,a chłopacy z tortem jeszcze się nie zjawili.,No co jest'myślała Lottie.Nagle rozległ się dzwonek jej telefonu.
-Słuchaj złapaliśmy gumę,jesteśmy w polu.
-CO!-krzyknęła-Za ile będziecie?
-Nie wiemy kiedy przyjedzie serwis.
-A sami nie umiecie zmienić koła,dwóch facetów?-powiedziała z niedowierzaniem.
-Nie mamy zapasowego.
-Świetnie.-przejechała sobie ręką po twarzy.-Co my teraz zrobimy.Słuchajcie jest w pół do drugiej,zostało półtorej godziny,może się wyrobicie?-zapytała z nadzieją.
-Zobaczymy,będę cię informował na bieżąco.-Louis rozłączył się.
Charlotte zaczęła chodzić w kółko po pokoju.
-Co jest ?-podeszła do niej Coffie.
-Chłopacy złapali gumę,i prawdopodobnie nie dojadą na czas.
-No to mamy problem.
Po 15 minutach ponownie odezwał się telefon Lottie.Skoczyła po niego i szybkim ruchem przyłożyła do ucha.
-Co jest?-
-Przyjechał serwis,chyba się wyrobimy.
-Dobra czekamy.-powiedziała już bardziej radośnie dziewczyna.
Odłożyła telefon na stół i usiadła na kanapie.
-Jest już serwis.-odparła.
-To dobrze,teraz już tylko czekamy.
Minęło pół godziny a chłopacy się nie zjawili.Lottie coraz bardziej się denerwowała.Jej telefon znowu zadzwonił.
-Już jedziemy!-Louis krzyknął do słuchawki.
-Nareszcie! To czekamy,Danielle już się zjawiła.
Kiedy Lottie usłyszała dzwonek do drzwi ,zeskoczyła z kanapy i podbiegła otworzyć.Ukazali się jej,chłopacy z tortem.Ciasto wyglądało pięknie.Wszyscy zebrali się w salonie,łącznie z Melanie.Lottie miotała się w kuchni ze świeczkami.kiedy wszystko było gotowe,blondynka weszła do salonu niosąc tort.Niestety pech chciał,dziewczyna potknęła się o kabel biegnący przez podłogę.Ciasto wylądowało na nowej ,różowej sukience Melanie.Lottie lekko się uśmiechnęła i zagryzła usta.
-Patrz co zrobiłaś!-krzyknęła Mel-To była moja ulubiona sukienka.-zdjęła kawałek ciasta z dekoltu i rzuciła prosto w twarz Lottie.
-O nie!Teraz to przesadziłaś!-oddała brunetce,niestety ta się schyliła i oberwał Zayn.
Rozpętała się bitwa na ciasto.W końcowym efekcie wszyscy byli wysmarowani zielono -białym ciastem.Wyglądali komicznie.Wszyscy się z tego śmiali,oprócz Melanie ,która była zdruzgotana faktem,iż jej ukochana sukienka jest brudna.
-Uśmiech!-krzyknęła Eleanor,włączając aparat i szybko podbiegła do reszty-Dokumentacja musi być.
----------------------------------------------
Oto kolejny rozdział.Jeżeli ktoś to czyta ,proszę o kometarz ;D

środa, 2 maja 2012

Rozdział 18 And that's where the beginning of the end begun Everybody knew that we had too much fun We were skippin' school and drinkin' on the job With the boss

Od czasu zapoznania się z Melanie ,Charlotte nie pojawiała się u chłopaków.Za to Harry czasami wpadał je odwiedzić.
-Dziewczyno ogarnij się!-krzyknęła Coffie.-Siedzisz na tej kanapie w szlafroku ,oglądając jakieś dramaty.Rusz się.Nie będziesz się już kumplować z One Direction tylko przez tą dziewczynę?To nie poważne.Gdzie jest ta stara Lottie ,która niczego się nie bała,a jeśli ktoś stanął na jej drodze chcą przeszkodzić miała na niego wyjebane.Wstawaj.-potrząsnęła jej ręką.
-Już.-podniosła ostentacyjnie ręce.
Kiedy doprowadziła się do porządku ,wyszły z domu stawić czoła strasznej hipsterce.Stanęły przed domem chłopaków.Lottie wzięła głęboki oddech i weszły do środka.Melanie też tam była.
-Witajcie.-powiedziała charyzmatycznie Coffie ,powstrzymując śmiech.Podeszła bliżej do Mel:
-Cześć Melanie.-przywitała się z wyższością spoglądając na jej ubiór.
-Lottie chodź na słówko.-pociągnęła ją za rękę.
-Co jest?-spytała .
-Widzisz w co ona jest ubrana?
-Tak,zwykły top,spodnie i sweter.
-Byłam wczoraj u nich na chwilę i miałam na sobie prawie że identyczny outfit.
-Czyli mamy doczynienia z kopiarą.-stwierdziła.
-O tak.Dobra chodź.
Lottie jeszcze raz spojrzała na Melanie.Była ubrana w zielony top w czarną a kratę,czarne rurki i biały sweter.
-A więc co tam u ciebie Melanie.-Coffie powiedziała z naciskiem na ostatni wyraz.
-A nic , a u was?-odparła swoim przesłodzonym głosikiem.
-Dobrze ,dobrze.Co za zbieg okoliczności byłam wczoraj bardzo podobnie ubrana.
-Faktycznie,jaki przypadek.-odpowiedziała.-Dobra muszę iść,wybieramy się z Zayn'em na miasto.-niebyła już taka milutka.Przyjaciółki uśmiechnęły się porozumiewawczo.Para gołąbków opuściła dom.Nagle rozległ się krzyk.
-Niall miałeś zrobić pranie!-wydarł się Liam.
-Ale ja nie umiem.
-Na pewno sobie poradzisz.-poklepał go po ramieniu Harry.
-Właśnie musisz tylko wsypać proszek,płyn do płukania i ustawić program.Nic trudnego.-powiedziała Coffie.
Niall leniwe zwlókł się z kanapy i poszedł  w stronę pralki.Biedak nie wiedział jak się do tego zabrać.Władował wszystkie ubrania z kosza na budy,nie patrząc na to czy farbują czy nie.Wsypał bardzo dużo proszku,ponieważ opakowanie wyślizgnęło mu się z rąk.Nalał płyn do płukania i zamknął pralkę.Wcisnął pierwszy lepszy, przypadkowy guzik.jak najszybciej opuścił to pomieszczenie.
Po pewnym czasie z pralni zaczął dobiegać jakiś hałas.Wszyscy popatrzeli się na Niall'a.
-No co?-jęknął.
-Co to za hałas Niall?-spytał Liam podejrzliwym głosem.
-Ehh...już idę sprawdzić-westchnął.
Stanął w drzwiach pomieszczenia.na podłodze rozlewała się ogromna kałuża.Z pralki lała się woda zmieszana z mydlinami.Za Niall'em stanęła reszta domowników.
-Co tu się do cholery dzieje?-spytał Liam.
-Nie wiem.Pewnie ta pralka jest jakaś wadliwa,albo coś w tym rodzaju.
-Nie stójcie tak, tylko trzeba coś zrobić.-przegoniła ich Lottie.

Kiedy sytuacja została opanowana,zaczęli ratować pranie.Niestety wszystkie białe koszulki były teraz szare,albo różowe.
-Niall.-krzyknął Harry-zafarbowałeś moje ulubione bokserki na różowo!
-Sami kazaliście mi robić pranie.-wykręcał się.
-Pożałujesz.-Harry zaczął gonić biednego blondyna po całym domu.
----------------------------------------------
Rozdział nie specjalny .;D

Rozdział 17 Baby's table dancin' at the local dive Cheerin our names in the pink spotlight

                                                               KILKA DNI PÓŹNIEJ

Wszyscy oprócz Zayn'a siedzieli w domu,przed telewizorem.Nie mieli nic do roboty.Ich wakacje się już skończyły.Nastał wrzesień.Dziewczyny postanowiły zrobić sobie przerwę od szkoły i wrócić dopiero w przyszłym roku.Na pewno w przypadku Charlotte,co do Coffie to jeszcze nie wiadomo.Ona będzie miała na głowie dziecko.nagle drzwi od domu otworzyły się stanął w nich Zayn z jakąś dziewczyną.Miała ona długie ,jasno brązowe włosy ,upięte w luźnego,niezdarnego koka.Na jej twarzy widniały ogromne okulary ,jak by kocie oczy,które na pewno były zerówkami.Ubrana była w ciasne rurki z fikuśnym paskiem,biały t-shirt i jasno różowy sweter z luźnym splotem..W okół szyi miała owiniętą tonę barwnych chust w azteckie wzory.Na nogach znajdowały się czarne converse'y.W ręku trzymała iPhone'a i kawę starbucks.Dziewczyny zmierzyły ją wzrokiem.
-To jest moja dziewczyna Melanie.-powiedział.
Charlotte nie wierzyła własnym uszom.Czuła jak łzy napływają jej do oczu.Szybko wyszła z pokoju i pobiegła na górę do łazienki.Coffie i Eleanor ruszyły za nią.Lottie stała pochylona nad umywalką,po jej policzku spływała łza.
-Co jest?-zapytała spokojnie Coffie.
-Ta pożal się Boże dziewczyna,chodzi z Zayn'em.-zacięła się-Ale on mi się strasznie podoba.-głośno załkała-Myślałam że ja mu też.Ale jak widać pomyliłam się.-starła z policzka mokry ślad.-Myślałam ,że on coś do mnie czuje,ja się chyba,nawet ,trochę zakochałam.Teraz prowadza się z jakąś pokraką w za dużych okularach.
-Faktycznie wygląda komicznie ,a nawet żałośnie.-starała się złagodzić sytuację Eleanor.
-Jestem ciekawa tego jak się odezwie.Wygląda na okropnego pustaka.
-Pojeżdżacie biedną dziewczynkę,a może ona jest bezdomna albo biedna.-śmiała się Coffie.
-Raczej nie .-skrzywiła się Lottie-Widziałaś tego iPhone'a ,i jej ubiór nie wskazywał na biedotę.
-Może i masz rację,ale normalna to ona nie jest.-skwitowała Coffie.
-Mi też nie przypadła do gustu,ale nie możesz stwierdzić jaka ona jest .Widziałaś ją przez dobrą minutę,na mnie też nie zrobiła najlepszego wrażenia.-powiedziała Eleanor.
-Chodźmy już lepiej bo zrobi się afera.
Kiedy zeszły na dół,wszystkie pary oczu skierowały się na nie.
-No co?-powiedziała lekko piskliwym głosikiem Eleanor.
Melanie siedziała na kolanach Zayn'a.
-Dziewczyny to jest Melanie moja nowa dziewczyna.-powiedział.
-Wiemy.-mruknęła Charlotte.Cześć.-leniwie machnęła jej przed twarzą ręką.
-Mel.-Zayn zwrócił się do dziewczyny-To jest Charlotte,Coffie i Eleanor.Eleanor to dziewczyna Louis'a ,a Coffie jest z Harrym.-powiedział-Mają razem dziecko.
-O!Ile oni się znają.już mają dziecko?-spytała Melanie.
Coffie zagryzła usta ,żeby powstrzymać się od zgryźliwego komentarza.'Jeszcze może niech powie ,że jestem  puszczalska' pomyślała.Dziewczyny czuły ,że nie będą miały z nią łatwego życia.Była jednak iskierka nadziei, że Zayn przejrzy na oczy i ją zostawi.
----------------------------------------------------
Przepraszam ,że nie pisałam.Była taka piękna pogoda więc większość czasu spędzałam  na dworze.Ale mam już mniej -więcej plan na kilka rozdziałów ;D
Jak pewnie zauważyliście ;) zmieniłam nazwę bloga.Tamta mi się znudziła.< -,- >