Dziewczyny leżały na gorącym piasku,a chłopacy bawili się w wodzie.Coffie i Charlotte miały teraz więcej czasu żeby poznać Eleanor.Lottie leżała na wznak i wpatrywała się w niebo.
-Co tam u ciebie?-Coffie zapytała sztucznie Eleanor.Charlotte przejechała sobie ręką po twarzy.
-Nawet,dobrze .-odpowiedziała z wahaniem-A u ciebie?
-Też.-odparła,na twarzy Lottie zagościł wyraz zażenowania.
Coffie odpuściła sobie rozmowę i też zaczęła wpatrywać się w niebo.Chwilę spokoju przerwali im jednak chłopacy.Podbiegli do dziewczyn i chlusnęli na nie zimną,morską wodą.Rozległ się głośny pisk Lottie,Coffie i Eleanor.
-Teraz nie żyjesz Harry!!!!!!!!!!-krzyknęła przez zaciśnięte ze złości zęby-Dorwę Cię!-Harry zaczął uciekać w stronę morza,Coffie biegła za nim.Chciała go wywalić do wody,ale on ją uprzedził.Wziął brunetkę na ręce i wrzucił do wody.Kiedy ,już się wynurzyła z impetem go ochlapała.Do,,zabawy ''przyłączyła się reszta.Kiedy wszyscy przemokli do suchej nitki udali się na brzeg.Usiedli na rozłożonych,kolorowych ręcznikach nagrzanych od słońca.
-Masz nauczkę,żeby więcej ze mną nie zadzierać.-powiedział Coffie.
***
Zbliżał się wieczór.Nikt nie wiedział co robić.W końcu postanowili pójść do klubu.Coffie nie miała nastroju na imprezowanie,więc została w domu.Charlotte nie chcąc zostawiać przyjaciółki została z nią,reszta ulotniła się z hotelu.Dziewczyny siedziały same,włączyły telewizor.Akurat leciało What Makes You Beautiful.Zaczęły skakać po łózkach,to przerodziło się w bitwę na poduszki.Puch i pióra walały się teraz po całym pokoju.Zgarnęły je z łóżka i dalej oglądały telewizję.
Około 5 rano zjawili się chłopacy i Eleanor.Dziewczyny jeszcze nie spały.Wszyscy byli zalani w cztery dupy.Nie dało się z nikim rozmawiać.Przyjaciółki nie wiedziały co robić.
-Daj mi zebrać myśli.-Charlotte usiadła na łóżku i podparła twarz dłońmi.Coffie chodziła w kółko po pokoju z rękoma na biodrach.
-Po prostu zaprowadźmy ich do pokoi,a później się zobaczy.-powiedziała brunetka.
-Ok ty się zajmij swoim Harrym.-poleciła Lottie.
Brunetka podeszła do niego ,coś powiedziała i poszli do jego pokoju.Lottie odprowadziła Louis'a i Eleanor.
Kiedy sytuacja była już opanowana dziewczyny wreszcie położyły się spać.
----------------------------------
Rozdział bardzo długi -,-Teraz piszę trochę rzadziej ale to ze względu na tak piękną pogodę i mojego drugiego bloga http://livingforfame.blogspot.com/ nie odnosi on narazie sukcesów =,=
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
sobota, 28 kwietnia 2012
Rozdział 15 Spent my whole life wasted in bars with boys. Playin' rock 'n' roll dancing in the loud noise. Used to talk about where we'd be and where we'd go.
Kiedy dojechali na miejsce zastali tam przepiękny hotel.Było ta biały budynek,stojący na klifie.Z okien było widać morze.Cała zgraja przedostała się przez wielkie brązowe drzwi.
-Dzień dobry!Mieliśmy zarezerwowane 4 dwuosobowe pokoje.-Louis skierował wypowiedź do widocznie znudzonej recepcjonistki.
-Tak.-odparła nie przerywając swojej pracy,którą zapewne było malowanie paznokci oraz układanie pasjansa-Tu są państwa klucze.-podała im 4 klucze ze złotymi breloczkami.
Wszyscy wdrapali się po krętych ,jasno brązowych schodach na górę.Było tam bardzo jasno.Białe ściany dodatkowo rozświetlał blask słońca wpadający do pomieszczenie przez ogromnie okno.Mieli pokoje obok siebie.Lottie była Coffie,Louis z Eleanor,Harry z Zayn'em ,a Liam z Niall'em.Pokoje były przestronne.Ściany było kremowe,okna zasłaniały duże łososiowe zasłony.W rogu ,koło siebie stały dwa łózka ,nakryte narzutą pod kolor zasłon.Cały hotel był utrzymany w jasnej tonacji kolorów.Było tu bardzo przytulnie.
Po południe słońce świeciło równie mocno co wcześniej,a niebo było bez chmurne.
-Jak myślicie jeszcze zdążymy pójść na plażę?-zapytała Charlotte.
-Ja jestem zmęczona.-powiedziała Coffie-Co najwyżej mogę pójść na spacer.
-Ja też.Chodźmy się przejść,zobaczyć okolicę.-poparła Coffie,Eleanor.
-Ok to zbiórka za 15 minut tutaj.-zarządził Liam.
Po 15 minutach zjawili się prawie wszyscy,oprócz Louis'a.
-Co on tam robi.-niecierpliwił się Niall.
Kiedy byli już w komplecie,poszli zwiedzać małe rybackie miasteczko.Szli wąskim chodnikiem,pośród rzeźbionych latarni ulicznych.Po lewej stronie znajdowało się morze,było słychać szum fal.To miasteczko było zjawiskowe.
***
Rano dziewczyny ,obudziło słońce przebijające się do pokoju przez zasłony,dając różową poświatę.Coffie leniwie usiadła na łóżku i spojrzała na Charlotte.Ta podniosła się i wstała.Wyjęła z szafy miętowe szorty i białą luźną bokserkę i skierowała kroki do łazienki.Coffie nieprzytomnym wzrokiem wpatrywała się w ścianę,przetarła rękami oczy,poprawiła szarą bluzkę od pidżamy i wyszła z łóżka.Przyszykowała zwykłe jeans'owe szory i luźną,szarą bluzkę z pacyfką ,aby po Lottie szybko zająć łazienkę.W końcu blondynka wyszła,prawie pół godziny męczyła się z warkoczem.Kiedy obie były gotowe zeszły na śniadanie.Wszyscy już tam byli i czekali na nie.
Po zjedzonym posiłku ustalili ,że dziś wybiorą się na palże.dziewczyny poszły do pokoju po min.stroje kąpielowe.
Zeszły a dół.Chód bił od zimnych białych ścian na korytarzu.Kiedy otworzyły drzwi podmuch gorąca buchną im w twarz.Było bardzo ciepło,słońce grzało nie miłosiernie.Marzli tylko o tym,aby jak najszybciej znaleźć się na plaży.
-------------------------------------------
Długo nie pisałam,nie miałam weny.Ten rozdział tez jest o niczym.
Jestem miszczu paint'a, zrobiłam ten ,, przepiękny'' nagłówek.
Poza tym tak wygląda Eleanor:
-Dzień dobry!Mieliśmy zarezerwowane 4 dwuosobowe pokoje.-Louis skierował wypowiedź do widocznie znudzonej recepcjonistki.
-Tak.-odparła nie przerywając swojej pracy,którą zapewne było malowanie paznokci oraz układanie pasjansa-Tu są państwa klucze.-podała im 4 klucze ze złotymi breloczkami.
Wszyscy wdrapali się po krętych ,jasno brązowych schodach na górę.Było tam bardzo jasno.Białe ściany dodatkowo rozświetlał blask słońca wpadający do pomieszczenie przez ogromnie okno.Mieli pokoje obok siebie.Lottie była Coffie,Louis z Eleanor,Harry z Zayn'em ,a Liam z Niall'em.Pokoje były przestronne.Ściany było kremowe,okna zasłaniały duże łososiowe zasłony.W rogu ,koło siebie stały dwa łózka ,nakryte narzutą pod kolor zasłon.Cały hotel był utrzymany w jasnej tonacji kolorów.Było tu bardzo przytulnie.
Po południe słońce świeciło równie mocno co wcześniej,a niebo było bez chmurne.
-Jak myślicie jeszcze zdążymy pójść na plażę?-zapytała Charlotte.
-Ja jestem zmęczona.-powiedziała Coffie-Co najwyżej mogę pójść na spacer.
-Ja też.Chodźmy się przejść,zobaczyć okolicę.-poparła Coffie,Eleanor.
-Ok to zbiórka za 15 minut tutaj.-zarządził Liam.
Po 15 minutach zjawili się prawie wszyscy,oprócz Louis'a.
-Co on tam robi.-niecierpliwił się Niall.
Kiedy byli już w komplecie,poszli zwiedzać małe rybackie miasteczko.Szli wąskim chodnikiem,pośród rzeźbionych latarni ulicznych.Po lewej stronie znajdowało się morze,było słychać szum fal.To miasteczko było zjawiskowe.
***
Rano dziewczyny ,obudziło słońce przebijające się do pokoju przez zasłony,dając różową poświatę.Coffie leniwie usiadła na łóżku i spojrzała na Charlotte.Ta podniosła się i wstała.Wyjęła z szafy miętowe szorty i białą luźną bokserkę i skierowała kroki do łazienki.Coffie nieprzytomnym wzrokiem wpatrywała się w ścianę,przetarła rękami oczy,poprawiła szarą bluzkę od pidżamy i wyszła z łóżka.Przyszykowała zwykłe jeans'owe szory i luźną,szarą bluzkę z pacyfką ,aby po Lottie szybko zająć łazienkę.W końcu blondynka wyszła,prawie pół godziny męczyła się z warkoczem.Kiedy obie były gotowe zeszły na śniadanie.Wszyscy już tam byli i czekali na nie.
Po zjedzonym posiłku ustalili ,że dziś wybiorą się na palże.dziewczyny poszły do pokoju po min.stroje kąpielowe.
Zeszły a dół.Chód bił od zimnych białych ścian na korytarzu.Kiedy otworzyły drzwi podmuch gorąca buchną im w twarz.Było bardzo ciepło,słońce grzało nie miłosiernie.Marzli tylko o tym,aby jak najszybciej znaleźć się na plaży.
-------------------------------------------
Długo nie pisałam,nie miałam weny.Ten rozdział tez jest o niczym.
Jestem miszczu paint'a, zrobiłam ten ,, przepiękny'' nagłówek.
Poza tym tak wygląda Eleanor:
wtorek, 24 kwietnia 2012
Rozdział 14 Stumble into trouble, singing with a sad song They all got girlfriends, but I'm the one that they want It's America with the blue mascara on
Ósemka ludzi siedziała nad Tamizą.Było ciemno,nie widzieli swoich twarzy.Co jakiś czas było słychać śmiech.Śpiewali piosenki One Direction i szli wolno wzdłuż barierki.Musieli jakoś dostać się do domu chłopaków.Harry szedł obok Coffie z butelką uniesioną do góry.Nie byli pijani,no może troszkę.Brunetka na pewno była trzeźwa.Oparła się o murek i spojrzała w dół,niebo odbijało się w tafli wody.Harry stał za nią obejmując ją w tali.Po bardzo długim czasie doczłapali się do domu.Dziewczyny zostały na noc u chłopaków.Coffie miała spać u Harrego,a Lottie w pokoju gościnnym.
-Ale nie mam pidżamy.-powiedziała Coffie.
-Coś się znajdzie .-powiedział Hazza otwierając szafę.Wyjął z niej dużą fioletową koszulkę.-Załóż to.-rzucił ciuchem w jej stronę.Coffie obróciła w dłoniach bluzkę i skierowała się do łazienki.Po chwili wyszła ubrana w luźny t-shirt.
-Wyglądasz sexi.-Harry zmierzył ją wzrokiem i wystawił język.
-Hahaha-powiedziała i weszła pod kołdrę.
Było grubo po 3 więc szybko zasnęła w ramionach Harrego.
***
Rano obudziło ją słońce wpadające przez okno.Zapowiadała się piękna pogoda.Harry jeszcze spał.Ostrożnie wyszła z łóżka i zeszła na dół.Przy stole w kuchni siedział Louis ,Liam i Charlotte.Coffie przeczesała potargane włosy palcami i głośno ziewnęła.Usiadła na czerwonym,,barowym'' krześle obok Lottie.
-Co tam?Jak tam?-spytała ziewając.
-Może być,jestem głodna .A co u ciebie?
-Nawet,nawet.Jest piękna pogoda,może pojechalibyśmy na małe wakacje?Zapowiada się piękna pogoda,jest już sierpień a my cały nigdzie się nie ruszyłyśmy z poza Londynu.
-Mi się ten pomysł nawet podoba.-odparła-A co wy na to?-spytała Lou i Liam'a.
-Niezły pomysł,ale gdzie mielibyśmy pojechać?-powiedział Louis.
-Na przykład do Kornawali.Gdzieś w kraju.
-Jestem za, zapytamy się pozostałych jak zejdą.
-A na ile dni?-wtrącił się Liam.
-Chyba tydzień.
-Moi rodzice kiedyś tam byli,podobno w St.Ives jest pięknie.-powiedziała Charlotte.
Po schodach schodzili własnie Harry,Zayn,Niall i Eleanor.
-Witajcie śpiochy.-powitał ich Lou.
-Właśnie tak sobie rozmawialiśmy.-wszyscy usiedli-Co byście powiedzieli na tygodniowy wypad nad morze?
-Czemu nie?Mi się podoba,a dokładniej to kiedy i gdzie?-odparł Hazza.
-Do Kornwali,bo na lot samolotem się nie piszę,ja mogę jechać nawet jutro.-odpowiedziała Coffie.
-Będziemy mieszkać w hotelu ?-wtrąciła się Eleanor.
-Tak,raczej tak,po śniadaniu zobaczę w internecie.
-Właśnie co na śniadanie?-wypalił Niall.
-Nie wiem.Harryyyyyyyy zrobisz mi shake'a z truskawek.-poprosiła Coffie.
-Jak już idziesz to poproszę kanapkę z nutellą.-powiedział Louis.
-Ja może tez shake'a.-odparła Eleanor.
-Ja też.-zamówiła Lottie.
-Ja mam ochotę na naleśniki.-złożył zamówienie Niall.
-Ja też.-wszyscy odpowiedzieli chórem.
-Co jeszcze.-krzyknął Harry-To nie restauracja.
-Oh proooszę.-Coffie pocałowała go w policzek.
-Zobaczę co da się zrobić.-odpowiedział.
Po zjedzonym śniadaniu dziewczyny poszły na górę się ubrać.
Pożegnały się i skierowały kroki do drzwi.
-Jak znajdę jakiś hotel to dam ci znać.-powiedziała Coffie.
Całe popołudnie Coffie siedziała w salonie z laptopem na kolanach szukając ciekawych hoteli w St.Ives.W końcu znalazła ładny hotel na skale,blisko morza.Wzięła telefon i zadzwoniła do Harrego.
-Halo?
-Hej.
-Znalazłam ciekawy hotel ,maja wolne terminy w tym tygodniu,rezerwować.
-Raczej tak,od kiedy do kiedy.Od jutra do piątku.-odpowiedziała.
-Ok,to rezerwuj,wyjedziemy jutro o 8 rano.Dacie radę?
-Tak,tak podjedziecie pod nas?
-Ok to pa.
-Pa.
-Lottie,zarezerwowałam hotel jedziemy jutro o 8 .-krzyknęła do przyjaciółki znajdującej się w kuchni i przygotowująca sobie obiad.
-O 8.-odkrzyknęła-Muszę się zaraz pakować.
-Ja też.-brunetka odstawiła komputer na stół i poszła do pokoju.
Z góry szafy zdjęła dużą,czerwona walizkę.Otworzyła szafę i zaczęła przeglądać swoje rzeczy.Włożyła jeansowe szorty,kilka t-shirt'ów,legginsy,sweter,strój kąpielowy,trampki i klapki,okulary słonecznie i wiele innych pierdół.Po około godzinie była w pełni spakowana.Nastawiła budzik na jutro,położyła na szafce nocnej i-pod'a i poszła wziąć prysznic.
***
Rano dźwięk budzika był nie do zniesienia.Powolnym ruchem dziewczyny zwlokły się z łóżka.Coffie poszła do łazienki ,a Lottie wybierała ubrania.Zdecydowała się na jeansową,jasną koszulę,białą bokserkę,granatowe jeansy i czerwone vans'y.Natomiast Coffie wyszła z łazienki ubrana w białą bluzkę oversize z pod której wystawała szara bokserka do tego ubrała ciemnoniebieskie tregginsy i fioletowe converse'y za kostkę.Usłyszały dźwięk klaksonu.Coffie wyjrzała przez okno.Przed ich domem zatrzymał się srebrny van.Rozpoznały,że to musieli być chłopacy.Wzięły walizki i zbiegły na dół.
Wsiadły do auta.Powitała je gromadka wesołych chłopaków i Eleanor.Louis siedział za kierownicą ,obok niego Eleanor.Liam,Zayn siedzieli po lewej dosiadła się do nich Lottie.Coffie usiadła obok Harrego i Niall'a. Ruszyli.Podróż zapowiadała się ciekawie.
---------------------------------------
Kolejny rozdział.Nie wiedziałam ,że aż tyle osób to czyta.Dziękuję wam;D
-Ale nie mam pidżamy.-powiedziała Coffie.
-Coś się znajdzie .-powiedział Hazza otwierając szafę.Wyjął z niej dużą fioletową koszulkę.-Załóż to.-rzucił ciuchem w jej stronę.Coffie obróciła w dłoniach bluzkę i skierowała się do łazienki.Po chwili wyszła ubrana w luźny t-shirt.
-Wyglądasz sexi.-Harry zmierzył ją wzrokiem i wystawił język.
-Hahaha-powiedziała i weszła pod kołdrę.
Było grubo po 3 więc szybko zasnęła w ramionach Harrego.
***
Rano obudziło ją słońce wpadające przez okno.Zapowiadała się piękna pogoda.Harry jeszcze spał.Ostrożnie wyszła z łóżka i zeszła na dół.Przy stole w kuchni siedział Louis ,Liam i Charlotte.Coffie przeczesała potargane włosy palcami i głośno ziewnęła.Usiadła na czerwonym,,barowym'' krześle obok Lottie.
-Co tam?Jak tam?-spytała ziewając.
-Może być,jestem głodna .A co u ciebie?
-Nawet,nawet.Jest piękna pogoda,może pojechalibyśmy na małe wakacje?Zapowiada się piękna pogoda,jest już sierpień a my cały nigdzie się nie ruszyłyśmy z poza Londynu.
-Mi się ten pomysł nawet podoba.-odparła-A co wy na to?-spytała Lou i Liam'a.
-Niezły pomysł,ale gdzie mielibyśmy pojechać?-powiedział Louis.
-Na przykład do Kornawali.Gdzieś w kraju.
-Jestem za, zapytamy się pozostałych jak zejdą.
-A na ile dni?-wtrącił się Liam.
-Chyba tydzień.
-Moi rodzice kiedyś tam byli,podobno w St.Ives jest pięknie.-powiedziała Charlotte.
Po schodach schodzili własnie Harry,Zayn,Niall i Eleanor.
-Witajcie śpiochy.-powitał ich Lou.
-Właśnie tak sobie rozmawialiśmy.-wszyscy usiedli-Co byście powiedzieli na tygodniowy wypad nad morze?
-Czemu nie?Mi się podoba,a dokładniej to kiedy i gdzie?-odparł Hazza.
-Do Kornwali,bo na lot samolotem się nie piszę,ja mogę jechać nawet jutro.-odpowiedziała Coffie.
-Będziemy mieszkać w hotelu ?-wtrąciła się Eleanor.
-Tak,raczej tak,po śniadaniu zobaczę w internecie.
-Właśnie co na śniadanie?-wypalił Niall.
-Nie wiem.Harryyyyyyyy zrobisz mi shake'a z truskawek.-poprosiła Coffie.
-Jak już idziesz to poproszę kanapkę z nutellą.-powiedział Louis.
-Ja może tez shake'a.-odparła Eleanor.
-Ja też.-zamówiła Lottie.
-Ja mam ochotę na naleśniki.-złożył zamówienie Niall.
-Ja też.-wszyscy odpowiedzieli chórem.
-Co jeszcze.-krzyknął Harry-To nie restauracja.
-Oh proooszę.-Coffie pocałowała go w policzek.
-Zobaczę co da się zrobić.-odpowiedział.
Po zjedzonym śniadaniu dziewczyny poszły na górę się ubrać.
Pożegnały się i skierowały kroki do drzwi.
-Jak znajdę jakiś hotel to dam ci znać.-powiedziała Coffie.
Całe popołudnie Coffie siedziała w salonie z laptopem na kolanach szukając ciekawych hoteli w St.Ives.W końcu znalazła ładny hotel na skale,blisko morza.Wzięła telefon i zadzwoniła do Harrego.
-Halo?
-Hej.
-Znalazłam ciekawy hotel ,maja wolne terminy w tym tygodniu,rezerwować.
-Raczej tak,od kiedy do kiedy.Od jutra do piątku.-odpowiedziała.
-Ok,to rezerwuj,wyjedziemy jutro o 8 rano.Dacie radę?
-Tak,tak podjedziecie pod nas?
-Ok to pa.
-Pa.
-Lottie,zarezerwowałam hotel jedziemy jutro o 8 .-krzyknęła do przyjaciółki znajdującej się w kuchni i przygotowująca sobie obiad.
-O 8.-odkrzyknęła-Muszę się zaraz pakować.
-Ja też.-brunetka odstawiła komputer na stół i poszła do pokoju.
Z góry szafy zdjęła dużą,czerwona walizkę.Otworzyła szafę i zaczęła przeglądać swoje rzeczy.Włożyła jeansowe szorty,kilka t-shirt'ów,legginsy,sweter,strój kąpielowy,trampki i klapki,okulary słonecznie i wiele innych pierdół.Po około godzinie była w pełni spakowana.Nastawiła budzik na jutro,położyła na szafce nocnej i-pod'a i poszła wziąć prysznic.
***
Rano dźwięk budzika był nie do zniesienia.Powolnym ruchem dziewczyny zwlokły się z łóżka.Coffie poszła do łazienki ,a Lottie wybierała ubrania.Zdecydowała się na jeansową,jasną koszulę,białą bokserkę,granatowe jeansy i czerwone vans'y.Natomiast Coffie wyszła z łazienki ubrana w białą bluzkę oversize z pod której wystawała szara bokserka do tego ubrała ciemnoniebieskie tregginsy i fioletowe converse'y za kostkę.Usłyszały dźwięk klaksonu.Coffie wyjrzała przez okno.Przed ich domem zatrzymał się srebrny van.Rozpoznały,że to musieli być chłopacy.Wzięły walizki i zbiegły na dół.
Wsiadły do auta.Powitała je gromadka wesołych chłopaków i Eleanor.Louis siedział za kierownicą ,obok niego Eleanor.Liam,Zayn siedzieli po lewej dosiadła się do nich Lottie.Coffie usiadła obok Harrego i Niall'a. Ruszyli.Podróż zapowiadała się ciekawie.
---------------------------------------
Kolejny rozdział.Nie wiedziałam ,że aż tyle osób to czyta.Dziękuję wam;D
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Rozdział 13 Live on the dark side of the American dream. We would stay out late, play our music loud, When we grew up nothing was what it seemed.
Od rana Harry zadzwonił chyba 20 razy.Coffie cały czas naciskała czerwoną słuchawkę i rzucała telefon w kąt.
-Przestań bo go zniszczysz.-za ściany wyłoniła się smukła postać Charlotte.-Czemu co chwilę się rozłączasz?-powiedziała niezwykle pogodnym głosem.
Coffie usiadła i skrzyżowała ręce na kolanach.
-Daj mu szansę.-Lottie dosiadła się do przyjaciółki.
-Nie chcę.-powiedziała ponuro.
-Dlaczego.-zapytała ze spokojem.
-Nie wiem.
-Właśnie.-rozległ się dzwonek telefonu Coffie.-Odbierz.
-Nie.-odparła ,włączyła telewizor i z udawaną ciekawością wpatrywała się ekran.
-Proszę,co mam dla ciebie zrobić,żebyś wreszcie odebrała ten cholerny telefon.-Charlotte lekko podniosła głos.
-Nie wiem.-prychnęła.
-Mam ci kupić flaszkę żebyś się nachlała i wreszcie zaczęła gadać?-zapytała.
-Dobra propozycja.-zaśmiała się pod nosem.
-Nie mam do ciebie siły.-wstała i poszła do pokoju po ubrania.
Coffie cały czas siedziała zapatrzona w telewizor,podpierając twarz ,dłońmi.Rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.Leniwie podniosła się z kanapy i ruszyła w stronę drzwi.Kompletnie nie myślała.Otworzyła .W drzwiach stanął wysoki chłopak z burzą loków na głowie i pięknymi zielonymi oczyma.Brunetka nic nie powiedziała,stała tylko i wpatrywała się w niego.
-Dlaczego nie odbierasz moich telefonów?-zapytał.Coffie milczała.Chłopak wyjął zza pleców ,bukiet białych róż.-Przepraszam.-uśmiechnął się i podał dziewczynie kwiaty.Coffie chwyciła bukiet i rzuciła się Harremu na szyję.Pocałowała go.
-O!Widzę że się pogodziliście.-Lottie wyszła z łazienki.
Na twarzy Coffie po raz pierwszy tego dnia zagościł uśmiech.Odwróciła się i jeszcze raz pocałowała Harrego.
-Wpadniecie dzisiaj do nas?-zapytał.-Wpadnie też Eleanor.
-Spoko,o której?
-O 4 pasuje?-odparł
-Raczej tak.-odpowiedziała.
-To ja spadam.Louis mnie zabije,i tak cudem wyrwałem się z domu.-pomachał ręką i ulotnił się.
-To ja idę się ogarnąć.-zakomunikowała Coffie.
Założyła białą tunikę,legginsy w galaktyczny wzór i trampki.
-Ta Eleanor wydawała się fajna ?-rzuciła brunetka
-Nawet,nawet nic do niej nie mam-odpowiedziała Lottie.
Zegar wskazywał w pół do czwartej.Dziewczyny wzięły torebki,założyły kurtki i wyszły z domu.Czarna taksówka już czekała.dziewczyny szyb ko wsiadły.Po 20 minutach jazdy były na miejscu.Zastanawiały się co dzisiaj mi się przydarzy.Może kolejna bitwa na płyn do mycia naczyń i wodę potocznie zwana przez chłopaków zmywaniem.
-Właśnie!-wykrzyknęła Charlotte-Ja cały czas mam te czarne ,skurczone w praniu rurki Harrego.Przy następnej okazji oddam.-zaśmiała się.
Tym razem otworzył Liam.
-Wejdźcie.-zaprosił.
Zastały niezwykły porządek jak na chłopaków.Harry siedział przy garach.Louis usiłował mu pomóc.Niestety z jego talentem kulinarnym,wszyscy zeszli by natychmiast na miejscu.Eleanor siedziała na marmurowym kuchennym blacie i zajadała truskawki,których bezskutecznie poszukiwał Niall.Zayn właśnie schodził po schodach,a Liam majstrował przy telewizorze.Można było wywnioskować,że ,,ktoś''go zepsuł.
-To co robimy.-powiedziała Charlotte uderzając obiema dłońmi o blat na którym siedziała Eleanor.
-A co chcecie robić?-odpowiedział pytaniem na pytanie Harry.
-Nie wiem,a co proponujecie?
-Obojętnie,a co wy byście proponowały?
-Dobra skończcie.-Coffie przerwała tę wysoce inteligentną rozmowę.-Gramy w coś?-rzuciła.
-A w co?-Coffie głośno jęknęła.
-W butelkę,albo w prawdę czy ryzyko.
-W CHOWANEGO!-wydarł się Louis.
-Ja jestem za.-powiedziała Charlotte.
-Ja też-odkrzyknął z salonu Liam.
-My też.-powiedzieli Niall i Zayn.
-Jestem za.-odparła Eleanor.
-No dobra możemy spróbować,ale ja nie szukam.
-Mogę szukać.-zaoferował się Niall.
-Ok,liczysz do stu.-poinstuował go Harry-A my się chowamy.
Nialler poszedł pod ścianę,zasłonił oczy rękoma i zaczął liczyć.Wszyscy jak na komendę rozbiegli się po całym domu.Charlotte udała się do łazienki.Weszła do wanny i przysłoniła ją różową zasłonką.Coffie weszła do szafy pod schodami,Zayn pod biurkiem w pokoju Liam'a które przesłonił dwoma dużymi,granatowymi kartonami.Liam zdecydował się na szafę stojącą w korytarzu.Louis planował schować się w lodówce,ale kiedy odkrył że się nie mieści wybrał wolną przestrzeń pod swoim łóżkiem.Eleanor weszła za sofę i zarzuciła na nią koc,który leżał w rogu zwinięty w kłębek.Wszystkie dobre kryjówki były już zajęte,Harremu pozostała zasłona.Zdesperowany wlazł za nią i modlił się,żeby ktoś inny został znaleziony wcześniej.Usłyszeli magicznie słowo'SZUKAM'.Niall skierował swoje kroki na górę.Louis nie mógł powstrzymać śmiechu i głośno się roześmiał.Nialler natychmiast go odnalazł.Potem przyszła kolej na nieszczęsnego Harrego,Zayn'a i Liam'a.Zostały jeszcze dziewczyny.Niallowi nie pasował koc leżący na sofie,więc poszedł to sprawdzić.Zza kanapy wyłoniła się Eleanor.Nagle z szafy rozległ się dźwięk 'I spent my whole life driving in cars with boys',był to telefon Coffie,automatycznie została odnaleziona.Niall miał problem z odnalezieniem Lottie.Kiedy oznajmili,że wygrała ,wyłoniła się z kryjówki.
------------------------------------------
Taki sobie rozdział.Pogubiłam się już w numerkach rozdziałów,ale wszystko gra.;D
-Przestań bo go zniszczysz.-za ściany wyłoniła się smukła postać Charlotte.-Czemu co chwilę się rozłączasz?-powiedziała niezwykle pogodnym głosem.
Coffie usiadła i skrzyżowała ręce na kolanach.
-Daj mu szansę.-Lottie dosiadła się do przyjaciółki.
-Nie chcę.-powiedziała ponuro.
-Dlaczego.-zapytała ze spokojem.
-Nie wiem.
-Właśnie.-rozległ się dzwonek telefonu Coffie.-Odbierz.
-Nie.-odparła ,włączyła telewizor i z udawaną ciekawością wpatrywała się ekran.
-Proszę,co mam dla ciebie zrobić,żebyś wreszcie odebrała ten cholerny telefon.-Charlotte lekko podniosła głos.
-Nie wiem.-prychnęła.
-Mam ci kupić flaszkę żebyś się nachlała i wreszcie zaczęła gadać?-zapytała.
-Dobra propozycja.-zaśmiała się pod nosem.
-Nie mam do ciebie siły.-wstała i poszła do pokoju po ubrania.
Coffie cały czas siedziała zapatrzona w telewizor,podpierając twarz ,dłońmi.Rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.Leniwie podniosła się z kanapy i ruszyła w stronę drzwi.Kompletnie nie myślała.Otworzyła .W drzwiach stanął wysoki chłopak z burzą loków na głowie i pięknymi zielonymi oczyma.Brunetka nic nie powiedziała,stała tylko i wpatrywała się w niego.
-Dlaczego nie odbierasz moich telefonów?-zapytał.Coffie milczała.Chłopak wyjął zza pleców ,bukiet białych róż.-Przepraszam.-uśmiechnął się i podał dziewczynie kwiaty.Coffie chwyciła bukiet i rzuciła się Harremu na szyję.Pocałowała go.
-O!Widzę że się pogodziliście.-Lottie wyszła z łazienki.
Na twarzy Coffie po raz pierwszy tego dnia zagościł uśmiech.Odwróciła się i jeszcze raz pocałowała Harrego.
-Wpadniecie dzisiaj do nas?-zapytał.-Wpadnie też Eleanor.
-Spoko,o której?
-O 4 pasuje?-odparł
-Raczej tak.-odpowiedziała.
-To ja spadam.Louis mnie zabije,i tak cudem wyrwałem się z domu.-pomachał ręką i ulotnił się.
-To ja idę się ogarnąć.-zakomunikowała Coffie.
Założyła białą tunikę,legginsy w galaktyczny wzór i trampki.
-Ta Eleanor wydawała się fajna ?-rzuciła brunetka
-Nawet,nawet nic do niej nie mam-odpowiedziała Lottie.
Zegar wskazywał w pół do czwartej.Dziewczyny wzięły torebki,założyły kurtki i wyszły z domu.Czarna taksówka już czekała.dziewczyny szyb ko wsiadły.Po 20 minutach jazdy były na miejscu.Zastanawiały się co dzisiaj mi się przydarzy.Może kolejna bitwa na płyn do mycia naczyń i wodę potocznie zwana przez chłopaków zmywaniem.
-Właśnie!-wykrzyknęła Charlotte-Ja cały czas mam te czarne ,skurczone w praniu rurki Harrego.Przy następnej okazji oddam.-zaśmiała się.
Tym razem otworzył Liam.
-Wejdźcie.-zaprosił.
Zastały niezwykły porządek jak na chłopaków.Harry siedział przy garach.Louis usiłował mu pomóc.Niestety z jego talentem kulinarnym,wszyscy zeszli by natychmiast na miejscu.Eleanor siedziała na marmurowym kuchennym blacie i zajadała truskawki,których bezskutecznie poszukiwał Niall.Zayn właśnie schodził po schodach,a Liam majstrował przy telewizorze.Można było wywnioskować,że ,,ktoś''go zepsuł.
-To co robimy.-powiedziała Charlotte uderzając obiema dłońmi o blat na którym siedziała Eleanor.
-A co chcecie robić?-odpowiedział pytaniem na pytanie Harry.
-Nie wiem,a co proponujecie?
-Obojętnie,a co wy byście proponowały?
-Dobra skończcie.-Coffie przerwała tę wysoce inteligentną rozmowę.-Gramy w coś?-rzuciła.
-A w co?-Coffie głośno jęknęła.
-W butelkę,albo w prawdę czy ryzyko.
-W CHOWANEGO!-wydarł się Louis.
-Ja jestem za.-powiedziała Charlotte.
-Ja też-odkrzyknął z salonu Liam.
-My też.-powiedzieli Niall i Zayn.
-Jestem za.-odparła Eleanor.
-No dobra możemy spróbować,ale ja nie szukam.
-Mogę szukać.-zaoferował się Niall.
-Ok,liczysz do stu.-poinstuował go Harry-A my się chowamy.
Nialler poszedł pod ścianę,zasłonił oczy rękoma i zaczął liczyć.Wszyscy jak na komendę rozbiegli się po całym domu.Charlotte udała się do łazienki.Weszła do wanny i przysłoniła ją różową zasłonką.Coffie weszła do szafy pod schodami,Zayn pod biurkiem w pokoju Liam'a które przesłonił dwoma dużymi,granatowymi kartonami.Liam zdecydował się na szafę stojącą w korytarzu.Louis planował schować się w lodówce,ale kiedy odkrył że się nie mieści wybrał wolną przestrzeń pod swoim łóżkiem.Eleanor weszła za sofę i zarzuciła na nią koc,który leżał w rogu zwinięty w kłębek.Wszystkie dobre kryjówki były już zajęte,Harremu pozostała zasłona.Zdesperowany wlazł za nią i modlił się,żeby ktoś inny został znaleziony wcześniej.Usłyszeli magicznie słowo'SZUKAM'.Niall skierował swoje kroki na górę.Louis nie mógł powstrzymać śmiechu i głośno się roześmiał.Nialler natychmiast go odnalazł.Potem przyszła kolej na nieszczęsnego Harrego,Zayn'a i Liam'a.Zostały jeszcze dziewczyny.Niallowi nie pasował koc leżący na sofie,więc poszedł to sprawdzić.Zza kanapy wyłoniła się Eleanor.Nagle z szafy rozległ się dźwięk 'I spent my whole life driving in cars with boys',był to telefon Coffie,automatycznie została odnaleziona.Niall miał problem z odnalezieniem Lottie.Kiedy oznajmili,że wygrała ,wyłoniła się z kryjówki.
------------------------------------------
Taki sobie rozdział.Pogubiłam się już w numerkach rozdziałów,ale wszystko gra.;D
niedziela, 22 kwietnia 2012
Rozdział 12 He gave it over to me, “do you want it?” I knew it was wrong but I palmed it
-A jak nazwiemy dziewczynkę?-spytał Harry.
-Może Lily.-podpowiedział Lou.
-Nie zbyt pretensjonalne.-odparła Coffie.
-Jak będzie chłopak nazwijcie go Bonifacy.-wtrącił Liam.
-Chcesz czegoś oryginalnego.-zaczął Louis-Nazwijcie ją Bonifacka.
-Teraz to pojechałeś Louis.-śmiała się Coffie.
-A może Rachel?-zaproponował Zayn.
-Ładnie ,ale to nie to.
-Courtney.-podrzucił Niall.
-JUŻ MAM!-krzyknął Louis-Nazwijcie ją Louise.
-Naprawdę Lou,naprawdę...-skomentowała brunetka.
-Mi się podoba Darcy.-skwitował Harry.
-Takie sobie Styles.-powiedziała Coffie.
-Co powiecie na Agyness.-podał propozycję Liam.
-Agyness...Agyness Deyn...-myślała Charlotte-Deynn-wykrzyknęła-Nazwijcie ją Deynn.
-Deynn?Mi się podoba.-Coffie przytuliła przyjaciółkę.
-Mi też.A więc zostanie Deynn.-poparł Coffie,Harry-A może na drugie mieć Darcy.
-Może,może.-Coffie pocałowała Hazze.
-Ale chłopak ma być Louis i koniec kropka.
-Oj Lou.Będzie, masz moje słowo.-przytulił go Harry.
Wszyscy byli zgodni co do nazwania córki Coffie i Harrego ,Deynn.
***
Rano Charlotte obudził dźwięk telewizora oglądanego przez Coffie.Skakała po kanałach ,aż natrafiła na What Makes You Beautiful na MTV.Lottie dosiadła się do niej i okryła cieplutkim,różowym kocem.Obie zaczęły śpiewać razem z chłopakami w telewizorze.
-Lottie?-zaczęła brunetka.
-Tak.
-Mam do ciebie pytanie?-mówiła wolno dawkując informacje.
-No szybciej,mów.
-Chciała byś zostać chrzestną Deynn albo Louisa?-spytała.
-Oczywiście.-przytuliła przyjaciółkę.
-Wiem,że to wszystko dzieje się tak szybko.Teraz jestem już pewna ,że to ciąża.Ale się boję,tak cholernie się boję tego co będzie później.
-My wszyscy wam pomożemy.Wasze dziecko będzie miało wspaniałych wujków i oczywiście cudowną ciocię.-zaśmiała się Charlotte.
-I bardzo skromną.-oparła.-Wiesz co,chyba muszę się przejść żeby ochłonąć i sobie to wszystko przemyśleć.-zarzuciła na ramię skórzaną torbę,zgarnęła ze stołu telefon i klucze,po drodze złapała jeszcze okulary przeciw słoneczne.
Szła wolno,ulicą Londynu.Przyglądała się wystawom sklepowym,ekscentrycznie ubranym ludziom i hipsterom.Tu zebrały się wszystkie kultury i narodowości.Wstąpiła do strabucks'a po kawę.Zostawiła płaszcz i torbę w rogu sali i poszła zamówić kawę.potem udała się z nią do stolika.'I had everything opportunities for eternity and I could belog to the night' zagrał jej telefon .Spojrzała na wyświetlacz ,dzwonił Hazza.Nacisnęła czerwoną słuchawkę i wrzuciła telefon do torby.Teraz miała czas dla siebie i nie chciała z nikim rozmawiać lub się widywać.Cieszyła się chwilą samotności.Upiła łyk kawy i zaczęła się zastanawiać jakie będzie jej życie po urodzeniu dziecka.Kiedy dopiła kawę spojrzała na duży kolorowy zegar wiszący po przeciwnej stronie.Wskazywał 3.Nieźle się tu zasiedziała.Ubrała płaszcz,włożyła w uszy słuchawki i wyszła .Szła powoli w stronę domu.
***
Coffie siedziała obok Harrego za starym budynkiem z czerwonej cegły.Nikt inny nie wiedział o tym miejscu.Zawsze siedzieli tu sami i rozmawiali na przeróżne tematy.czasami o sensie życia a czasami o tym co głupiego przydarzyło im się w ciągu dnia.Było już ciemno.Gwiazdy jasno świeciły się na niebie.Księżyc rzucał bladą poświatę na nich.Nie było tu żywej duszy.Harry upił łyk Jack'a Daniels'a i wytarł usta rękawem.Coffie sięgnęła ręką do kieszeni butelkowo zielonej kurtki.Wyjęła z niej fajki i zapalniczkę.Zapaliła papierosa i zaciągnęła się.
-Co ty robisz?-zorientował się Harry.
-Nic.-odpowiedziała i ponownie skierowała papierosa do ust.
-Zostaw to .-wyrwał jej go z ręki-Przecież jesteś w ciąży ,nie możesz palić.
-Ojejku nic się nie stało.
-Jak możesz tak mówić.Może właśnie zabiłaś nasze dziecko.
-Dostałeś jakiejś paranoi.
Coffie wstała z zimnego betonu ,nałożyła na głowę kaptur i poszła do domu.Po jej policzku spłynęła tłusta łza zostawiając po sobie czarny ślad od tuszu do rzęs.Przyspieszyła kroku.Weszła do środka i złapała windę.Szła długim korytarzem.W końcu znalazła się pod drzwiami swojego mieszkania.otworzyła jej Charlotte.Zobaczyła zapłakana twarz przyjaciółki.
-Co się stało?-spytała.
-Pokłóciłam się z Harrym.-weszła do środka zdejmując kaptur.
-O co?Opowiedz.-poprosiła Lottie.
Obie usiadły na kanapie.Coffie zdjęła czarne glany i skuliła się na sofie.
-Siedzieliśmy w naszym miejscu.Nie wiesz gdzie to jest.-zaczęła-Często tam razem przesiadujemy.Mniejsza z tym.Zapaliłam papierosa.
-Al...
-Daj mi skończyć-przerwała jej Coffie-No więc zapaliłam tego papierosa i Harry mi go zabrał.Zaczął gadać coś o tym ,że...prawie zabiłam nasze dziecko.-łzy poleciały jej z oczu.
Lottie przytuliła brunetkę.
-On wcale nie miał tego na myśli.Wiesz ,że nie powinnaś palić naprawdę mogłaś zaszkodzić temu dziecku.
-Wiem ,ale to była nasza pierwsza kłótnia.Już się zdążyliśmy pokłócić,co będzie jak dziecko przyjdzie na świat.
-Nie histeryzuj,każdej parze zdarza się kłótnia.
-Ale ja się boję,że tak będzie częściej.
-Jesteś przewrażliwiona.Zobaczysz jutro Harry przyjdzie tu na kolanach z bukietem róż cię przepraszać.Mówię ci.
-Zobaczymy.-Coffie uśmiechnęła się blado.
--------------------------------
Rozdział wyszedł całkiem nieźle.Jest już sporo wejść.To bardzo miło tak wejść sob ie od czasu do czasu i zobaczyć ,że na liczniku zrobiła się większa liczba.;D
-Może Lily.-podpowiedział Lou.
-Nie zbyt pretensjonalne.-odparła Coffie.
-Jak będzie chłopak nazwijcie go Bonifacy.-wtrącił Liam.
-Chcesz czegoś oryginalnego.-zaczął Louis-Nazwijcie ją Bonifacka.
-Teraz to pojechałeś Louis.-śmiała się Coffie.
-A może Rachel?-zaproponował Zayn.
-Ładnie ,ale to nie to.
-Courtney.-podrzucił Niall.
-JUŻ MAM!-krzyknął Louis-Nazwijcie ją Louise.
-Naprawdę Lou,naprawdę...-skomentowała brunetka.
-Mi się podoba Darcy.-skwitował Harry.
-Takie sobie Styles.-powiedziała Coffie.
-Co powiecie na Agyness.-podał propozycję Liam.
-Agyness...Agyness Deyn...-myślała Charlotte-Deynn-wykrzyknęła-Nazwijcie ją Deynn.
-Deynn?Mi się podoba.-Coffie przytuliła przyjaciółkę.
-Mi też.A więc zostanie Deynn.-poparł Coffie,Harry-A może na drugie mieć Darcy.
-Może,może.-Coffie pocałowała Hazze.
-Ale chłopak ma być Louis i koniec kropka.
-Oj Lou.Będzie, masz moje słowo.-przytulił go Harry.
Wszyscy byli zgodni co do nazwania córki Coffie i Harrego ,Deynn.
***
Rano Charlotte obudził dźwięk telewizora oglądanego przez Coffie.Skakała po kanałach ,aż natrafiła na What Makes You Beautiful na MTV.Lottie dosiadła się do niej i okryła cieplutkim,różowym kocem.Obie zaczęły śpiewać razem z chłopakami w telewizorze.
-Lottie?-zaczęła brunetka.
-Tak.
-Mam do ciebie pytanie?-mówiła wolno dawkując informacje.
-No szybciej,mów.
-Chciała byś zostać chrzestną Deynn albo Louisa?-spytała.
-Oczywiście.-przytuliła przyjaciółkę.
-Wiem,że to wszystko dzieje się tak szybko.Teraz jestem już pewna ,że to ciąża.Ale się boję,tak cholernie się boję tego co będzie później.
-My wszyscy wam pomożemy.Wasze dziecko będzie miało wspaniałych wujków i oczywiście cudowną ciocię.-zaśmiała się Charlotte.
-I bardzo skromną.-oparła.-Wiesz co,chyba muszę się przejść żeby ochłonąć i sobie to wszystko przemyśleć.-zarzuciła na ramię skórzaną torbę,zgarnęła ze stołu telefon i klucze,po drodze złapała jeszcze okulary przeciw słoneczne.
Szła wolno,ulicą Londynu.Przyglądała się wystawom sklepowym,ekscentrycznie ubranym ludziom i hipsterom.Tu zebrały się wszystkie kultury i narodowości.Wstąpiła do strabucks'a po kawę.Zostawiła płaszcz i torbę w rogu sali i poszła zamówić kawę.potem udała się z nią do stolika.'I had everything opportunities for eternity and I could belog to the night' zagrał jej telefon .Spojrzała na wyświetlacz ,dzwonił Hazza.Nacisnęła czerwoną słuchawkę i wrzuciła telefon do torby.Teraz miała czas dla siebie i nie chciała z nikim rozmawiać lub się widywać.Cieszyła się chwilą samotności.Upiła łyk kawy i zaczęła się zastanawiać jakie będzie jej życie po urodzeniu dziecka.Kiedy dopiła kawę spojrzała na duży kolorowy zegar wiszący po przeciwnej stronie.Wskazywał 3.Nieźle się tu zasiedziała.Ubrała płaszcz,włożyła w uszy słuchawki i wyszła .Szła powoli w stronę domu.
***
Coffie siedziała obok Harrego za starym budynkiem z czerwonej cegły.Nikt inny nie wiedział o tym miejscu.Zawsze siedzieli tu sami i rozmawiali na przeróżne tematy.czasami o sensie życia a czasami o tym co głupiego przydarzyło im się w ciągu dnia.Było już ciemno.Gwiazdy jasno świeciły się na niebie.Księżyc rzucał bladą poświatę na nich.Nie było tu żywej duszy.Harry upił łyk Jack'a Daniels'a i wytarł usta rękawem.Coffie sięgnęła ręką do kieszeni butelkowo zielonej kurtki.Wyjęła z niej fajki i zapalniczkę.Zapaliła papierosa i zaciągnęła się.
-Co ty robisz?-zorientował się Harry.
-Nic.-odpowiedziała i ponownie skierowała papierosa do ust.
-Zostaw to .-wyrwał jej go z ręki-Przecież jesteś w ciąży ,nie możesz palić.
-Ojejku nic się nie stało.
-Jak możesz tak mówić.Może właśnie zabiłaś nasze dziecko.
-Dostałeś jakiejś paranoi.
Coffie wstała z zimnego betonu ,nałożyła na głowę kaptur i poszła do domu.Po jej policzku spłynęła tłusta łza zostawiając po sobie czarny ślad od tuszu do rzęs.Przyspieszyła kroku.Weszła do środka i złapała windę.Szła długim korytarzem.W końcu znalazła się pod drzwiami swojego mieszkania.otworzyła jej Charlotte.Zobaczyła zapłakana twarz przyjaciółki.
-Co się stało?-spytała.
-Pokłóciłam się z Harrym.-weszła do środka zdejmując kaptur.
-O co?Opowiedz.-poprosiła Lottie.
Obie usiadły na kanapie.Coffie zdjęła czarne glany i skuliła się na sofie.
-Siedzieliśmy w naszym miejscu.Nie wiesz gdzie to jest.-zaczęła-Często tam razem przesiadujemy.Mniejsza z tym.Zapaliłam papierosa.
-Al...
-Daj mi skończyć-przerwała jej Coffie-No więc zapaliłam tego papierosa i Harry mi go zabrał.Zaczął gadać coś o tym ,że...prawie zabiłam nasze dziecko.-łzy poleciały jej z oczu.
Lottie przytuliła brunetkę.
-On wcale nie miał tego na myśli.Wiesz ,że nie powinnaś palić naprawdę mogłaś zaszkodzić temu dziecku.
-Wiem ,ale to była nasza pierwsza kłótnia.Już się zdążyliśmy pokłócić,co będzie jak dziecko przyjdzie na świat.
-Nie histeryzuj,każdej parze zdarza się kłótnia.
-Ale ja się boję,że tak będzie częściej.
-Jesteś przewrażliwiona.Zobaczysz jutro Harry przyjdzie tu na kolanach z bukietem róż cię przepraszać.Mówię ci.
-Zobaczymy.-Coffie uśmiechnęła się blado.
--------------------------------
Rozdział wyszedł całkiem nieźle.Jest już sporo wejść.To bardzo miło tak wejść sob ie od czasu do czasu i zobaczyć ,że na liczniku zrobiła się większa liczba.;D
piątek, 20 kwietnia 2012
Rozdział 11 I was like, "no please, stay here We don't need no money we can make it all work"
Charlotte spała w najlepsze kiedy Coffie nagle zerwała się z łóżka i pobiegła do łazienki.Przyjaciółka poszła zobaczyć czy Coffie nic nie jest.Brunetka klęczała nad sedesem.Coraz częściej wymiotowała.
-Nic ci nie jest?-spytała Lottie.
-Nie.-powiedziała cicho Coffie podnosząc się z ziemi.
-Coraz częściej ci się to zdarza.Albo to stres albo...-dziewczyna zrobiła pauzę.Coffie wbiła w nią wzrok.-Albo jesteś w ciąży.-wzięła głęboki oddech.
-Cco...-wycedziła Coffie.
-Nie ruszaj się,ja szybko skoczę do apteki po testy ciążowe.
pobiegła do pokoju założyła dres i wsunęła nogi w burgundowe vans'y.Szybko wybiegła z mieszkania i złapała windę.Po 15 minutach była już na górze.
-No to chwila prawdy.-powiedziała Coffie .-Zobacz i mi powiedz.-podała go przyjaciółce.
Na teście widniał plus.
-Coffie.-Lottie przytuliła przyjaciółkę.-Będziesz mamą.
Po policzku Coffie spłynęła łza.
-Ale dlaczego,przecież dziecko może być dla niego tylko problemem.A jeśli nie będzie go chciał.Co wtedy?-zamartwiała się brunetka.
-Ale może dziecko okaże się najlepszą rzeczą jaka mu się w życiu przytrafiła?
-Jedynie może pokrzyżować mu plany w karierze.
-Ale nie możesz tak myśleć.Musisz najpierw mu o tym powiedzieć.
-Później do niego zadzwonię.
Harry uprzedził Coffie.nagle rozległ się dzwonek jej telefonu.
-Lottie błagam cię odbierz,ja nie dam rady.
-Halo-blondynka chwyciła telefon.
-Cześć Charlotte,jest Coffie?-spytał Hazza.
-Jest już ci ją daję.-Coffie wymachiwała rękami i broniła się przed telefonem.
-Halo...Hej Harry.-powiedziała sztucznie.-Wiesz co?Musimy się spotkać.
-Ok,wpadnij do nas za jakąś godzinkę.Charlotte niech też przyjdzie.
-Dobrze,to pa.-rozłączyła się.
Odłożyła telefon na stół.
-Harry powiedział,że możemy wpaść za godzinę.-odparła i poszła po jakieś ubrania.
Wybrała dłuższą tunikę w paski i brązowe legginsy,do tego założyła czarne glany.Tak ubrana wyszła z domu razem z Charlotte.
Kiedy dotarły pod dom One Direction ,Coffie trochę się zawahała i chciała uciec.
-Nie musisz mu to powiedzieć.Tu i teraz.-Lottie popchnęła przyjaciółkę w stronę drzwi.
Weszły do domu.Chłopacy siedzieli przed telewizorem.
-Harry muszę ci coś powiedzieć.-zaczęła Coffie.
-To chodźmy do mnie.
Brunetka chwiejnym krokiem wspinała się po schodach,za nią szedł Hazza.Otworzył drzwi.Nie było tam porządku.Po podłodze walały się ubrania i jakieś papiery,biurko też było zagracone.Harry odgarnął duperele z łóżka i oboje usiedli.
-To co chciałaś mi powiedzieć?-spytał.
-Harry...prawdopodobnie zostaniesz tatą.-zamurowało go,chciał coś powiedzieć ale ona nie dała mu zacząć tylko kontynuowała-Rozumiem ,że możesz go nie chcieć,masz teraz inne ...-Harry przerwał jej,wstał i zaczął krzyczeć : Będę TATĄ!.Wziął Coffie na ręce i zbiegł z nią po schodach.
-Będę tatą!Chłopaki słyszycie będę tatą!O mój boże ,będę ojcem.-chłopacy zaczęli skakać i krzyczeć z radości i przytulać się-Wy będziecie wujkami!
-Jak to będzie chłopczyk nazwijcie go Louis, po wujku.-powiedział dumny Lou.
Wszystkim udzieliła się ta wesoła atmosfera.Harry jeszcze długo nie mógł ochłonąć.Co chwilę mówił że zostanie tatą.Wszyscy bardzo się cieszyli.
----------------------------
Dziwnyyyyyyyyy rozdział .Bardzo dziwny ;D Nie wyszedł mi za bardzo.
czwartek, 19 kwietnia 2012
Rozdział 10 He holds me in his big arms ,Drunk and I am seeing stars
'I will love you till the end of time ,I would wait a million years' Coffie odebrała telefon,to znowu był Hazza.Tym razem zaprosił dziewczyny na imprezę ,którą urządzają z resztą zespołu.Cała w skowronkach brunetka poinformowała o tym fakcie Lottie.Charlotte cieszyła się ,że znowu może zobaczyć się z Zaynem.To nie było już tylko zwykłe zauroczenie gwiazdorem.Czuła do niego coś więcej,taniec na ostatniej imprezie ,jeszcze bardziej utwierdził ją w tym przekonaniu.
Zaczęły się poszukiwania ubrań ,które miały założyć.Coffie znalazła na podłodze biały,duży top z nadrukowanym łapaczem snów.Do tego złożyła wąską czarną spódniczkę i czarne koturny.Włosy z jednej strony odpięła,a usta pomalowała na krwisto czerwony.Wyglądała pięknie.Lottie cały czas szukała szortów z flagą USA.Cały czas,chowały się pod łóżkiem.Do tego ubrała luźną białą bluzkę wpuszczoną w spodnie i czerwone converse'y.Wzięły jeszcze torebki i wyszły z domu.
U 1D było mnóstwo nieznanym, dziewczynom ,osób.Odnalazły w tłumie chłopaków .Harry pocałował,Coffie na powitanie.Była tam też Eleanor-dziewczyna Louisa.Była bardzo miła.dziewczyny od razu sie polubiły.Umuwiły sie nawet na jakis mały wypadzik na miasto.W końcu poszli tańczyć.Lottie wzięła drinka i zatańczyła z Zayn'em.Uwielbiała z nim tańczyć.Czas leciał bardzo szybko.Wszyscy sięgali co chwilę po nowe drinki.Bawili się świetnie.Coffie zostawiła gdzieś przyjaciółkę.Nic się dla niej nie liczyło.Kochała spędzać czas z Harrym.Naprawdę była w nim zakochana.
Po 3 godzinach wszyscy byli już mocno wstawieni.Coffie i Harry znikli z pola widzenia Lottie.Poszli do środka,nie odrywając swoich ust od siebie.Usiedli na kanapę,cały czas się całując.
***
Charlotte przespała prawie cały dzień.W końcu po południu zwlokła się z łóżka.Postanowiła zjeść kolacjo-śniadanie.Po drodze do kuchni spojrzała w lustro.Miała rozmazany nie zmyty wczorajszy makijaż i potargane włosy na wszystkie strony świata.Zdjęła z krzesła wielki,rozciągnięty szary sweter i narzuciła go na pidżamę.Na blacie,w kuchni leżały fajki.Wzięła je i wyszła na balkon.Zimne powietrze buchnęło jej w twarz.To ją trochę otrzeźwiło.Oparła się o barjerkę i spojrzała w dół.Strasznie bolała ją głowa.Ten dzień nie należał do najłatwiejszych.
-------------------------------------------
Oczywiście długi jak cholera.Rozdział wyszedł koszmarny.Same nudy i nic sensownego,ale za niedługo akcja się rozkręci.
Ostatnio wchodzę sobie na bloga i proszę:
Zaczęły się poszukiwania ubrań ,które miały założyć.Coffie znalazła na podłodze biały,duży top z nadrukowanym łapaczem snów.Do tego złożyła wąską czarną spódniczkę i czarne koturny.Włosy z jednej strony odpięła,a usta pomalowała na krwisto czerwony.Wyglądała pięknie.Lottie cały czas szukała szortów z flagą USA.Cały czas,chowały się pod łóżkiem.Do tego ubrała luźną białą bluzkę wpuszczoną w spodnie i czerwone converse'y.Wzięły jeszcze torebki i wyszły z domu.
U 1D było mnóstwo nieznanym, dziewczynom ,osób.Odnalazły w tłumie chłopaków .Harry pocałował,Coffie na powitanie.Była tam też Eleanor-dziewczyna Louisa.Była bardzo miła.dziewczyny od razu sie polubiły.Umuwiły sie nawet na jakis mały wypadzik na miasto.W końcu poszli tańczyć.Lottie wzięła drinka i zatańczyła z Zayn'em.Uwielbiała z nim tańczyć.Czas leciał bardzo szybko.Wszyscy sięgali co chwilę po nowe drinki.Bawili się świetnie.Coffie zostawiła gdzieś przyjaciółkę.Nic się dla niej nie liczyło.Kochała spędzać czas z Harrym.Naprawdę była w nim zakochana.
Po 3 godzinach wszyscy byli już mocno wstawieni.Coffie i Harry znikli z pola widzenia Lottie.Poszli do środka,nie odrywając swoich ust od siebie.Usiedli na kanapę,cały czas się całując.
***
Charlotte przespała prawie cały dzień.W końcu po południu zwlokła się z łóżka.Postanowiła zjeść kolacjo-śniadanie.Po drodze do kuchni spojrzała w lustro.Miała rozmazany nie zmyty wczorajszy makijaż i potargane włosy na wszystkie strony świata.Zdjęła z krzesła wielki,rozciągnięty szary sweter i narzuciła go na pidżamę.Na blacie,w kuchni leżały fajki.Wzięła je i wyszła na balkon.Zimne powietrze buchnęło jej w twarz.To ją trochę otrzeźwiło.Oparła się o barjerkę i spojrzała w dół.Strasznie bolała ją głowa.Ten dzień nie należał do najłatwiejszych.
-------------------------------------------
Oczywiście długi jak cholera.Rozdział wyszedł koszmarny.Same nudy i nic sensownego,ale za niedługo akcja się rozkręci.
Ostatnio wchodzę sobie na bloga i proszę:
Już ponad 300 wejść.Dziękuję ;D
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Rozdział 9 I was so confused as a little child
-Co to ma być?-spytał Louis.
-Harry musi to zobaczyć,Liam idź po niego.-rozkazał Zayn.
Usłyszeli jak chłopak wchodzi po schodach,otwierane drzwi i głośny trzask.Po chwili Liam był już na dole.
-Lepiej im teraz nie przeszkadzajmy.-wycedził.
Wszyscy wybuchli gromkim śmiechem jak zobaczyli jego minę.Było to połączenie zażenowania z zawstydzeniem.Biedy Liam stał tak przed nimi nie wiedząc co robić,chłopacy i Lottie tarzali się ze śmiechu.
-Siadaj.-Louis popatrzył się na niego z politowaniem.
Nie mieli co robić więc postanowili zagrać w jakąś grę.Podzielili się na dwie drużyny.Zayn,Lottie i Louis oraz Liam i Niall.Pierwszą rundę rozegrali Liam i Louis.
-Przegrasz,zobaczysz .-powiedział Louis.
-Jeszcze zobaczymy.
Pozostali członkowie drużyn dopingowali swoich zawodników.Starcie wygrał Liam.
-Jeszcze się odegram.-powiedział Louis .
Teraz przyszła kolej Lottie i Niall'a.Dziewczyna kompletnie nie umiała grać w tę gre.Od razu poległa.Ostatni był Zayn i Liam.Wygrał Zayn ,ale i tak ostatecznie zwyciężyła drużyna Liam'a i Niall'a.Czas dłużył się niemiłosiernie.W końcu Coffie i Harry postanowili uraczyć resztę swoim towarzystwem.Charlotte włączyła laptopa i pokazała Hazzie ,,artykuł''.
-Naprawdę?-spytał-Wyznaczyli nam już datę ślubu?-spojrzał się na chłopaków i Lottie,oni wpatrywali się w niego z ciekawością.
-Harry i Coffie.-zaczął Louis.-Czy moglibyście nam wyjaśnić co się tu w ogóle dzieje?-powiedział ze spokojem.
-Ale co mam rozumieć przez to pytanie.-odparł.
Lottie głośno westchnęła.
-Jesteście razem czy nie?-spytała.-Z Coffie tak samo nie da się rozmawiać.
Brunetka spojrzała porozumiewawczo na Hazzę,ten złapał ją za rękę.
-Tak.-odpowiedział.
Chłopacy zaczęli mu gratulować.Lottie przytuliła przyjaciółkę.
-Harry musi to zobaczyć,Liam idź po niego.-rozkazał Zayn.
Usłyszeli jak chłopak wchodzi po schodach,otwierane drzwi i głośny trzask.Po chwili Liam był już na dole.
-Lepiej im teraz nie przeszkadzajmy.-wycedził.
Wszyscy wybuchli gromkim śmiechem jak zobaczyli jego minę.Było to połączenie zażenowania z zawstydzeniem.Biedy Liam stał tak przed nimi nie wiedząc co robić,chłopacy i Lottie tarzali się ze śmiechu.
-Siadaj.-Louis popatrzył się na niego z politowaniem.
Nie mieli co robić więc postanowili zagrać w jakąś grę.Podzielili się na dwie drużyny.Zayn,Lottie i Louis oraz Liam i Niall.Pierwszą rundę rozegrali Liam i Louis.
-Przegrasz,zobaczysz .-powiedział Louis.
-Jeszcze zobaczymy.
Pozostali członkowie drużyn dopingowali swoich zawodników.Starcie wygrał Liam.
-Jeszcze się odegram.-powiedział Louis .
Teraz przyszła kolej Lottie i Niall'a.Dziewczyna kompletnie nie umiała grać w tę gre.Od razu poległa.Ostatni był Zayn i Liam.Wygrał Zayn ,ale i tak ostatecznie zwyciężyła drużyna Liam'a i Niall'a.Czas dłużył się niemiłosiernie.W końcu Coffie i Harry postanowili uraczyć resztę swoim towarzystwem.Charlotte włączyła laptopa i pokazała Hazzie ,,artykuł''.
-Naprawdę?-spytał-Wyznaczyli nam już datę ślubu?-spojrzał się na chłopaków i Lottie,oni wpatrywali się w niego z ciekawością.
-Harry i Coffie.-zaczął Louis.-Czy moglibyście nam wyjaśnić co się tu w ogóle dzieje?-powiedział ze spokojem.
-Ale co mam rozumieć przez to pytanie.-odparł.
Lottie głośno westchnęła.
-Jesteście razem czy nie?-spytała.-Z Coffie tak samo nie da się rozmawiać.
Brunetka spojrzała porozumiewawczo na Hazzę,ten złapał ją za rękę.
-Tak.-odpowiedział.
Chłopacy zaczęli mu gratulować.Lottie przytuliła przyjaciółkę.
piątek, 13 kwietnia 2012
Rozdział 8 Cruising down the coast ,goin boat 99
Coffie rzuciła się na telefon jak ninja.
-Halo...Cześć...serio...podaj adres...ok....o której....dobra pa...no pa.-rozłączyła się.-Harry chce żebyśmy ich odwiedziły .
-Naprawdę.-zdziwiła się Charlotte.
-Nom,dzisiaj.Praktycznie to...-przerwała i spojrzała na duży,okrągły zegar wiszący na ścianie-To za 2 godziny...
-To na co czekamy.-powiedziała Lottie i pobiegła do łazienki.
Coffie ją jednak uprzedziła.Z nudów Charlotte włączyła komputer.Zalogowała się na facebooka ,twittera i weszła na portale plotkarskie.Zobaczyła nagłówek ,,Harry Styles i tajemnicza dziewczyna (skandal!)''.Bez wahania kliknęła na to.
,,Wczoraj Harry Styles został przyłapany w klubie z jakąś nieznajomą. Wyglądali na bardzo zakochanych.Pod koniec imprezy Harry ją pocałował.Podobno para ma się pobrać już w sierpniu.Serdeczne gratulacje.Cieszycie się ,że Harry znalazł miłość swojego życia.''
,Co to jest.Ja im kurwa dam'pomyślała Lottie.
-Coffie ,choć na chwilę.Muszę ci coś pokazać.-wycedziła przez zęby z wściekłością.
-Już idę.-okrzyknęła i zaraz podeszła do przyjaciółki.
-Harry Styles i tajemnicza dziewczyna...-wymruczała pod nosem,spoglądając na ekran komputera przez ramię Lottie.-Co?Dawaj mi to.-wyrwała jej laptopa i doczytała tekst do końca.-Co to ma być!-krzyknęła-Zaraz tam pójdę i im tak nawrzucam.-wkurzyła się i podwinęła rękawy.
-Spokojnie.Prawda,przesadzili trochę z tym ślubem.Wiesz co pójdziemy tam razem i im tak wygarniemy.-powiedziała stanowczym tonem Charlotte.
Brunetka wróciła do łazienki rzucając przekleństwa pod adresem adminstratorów tej strony.Ciekawe co powie Hazza jak to zobaczy.
W pełni gotowe dziewczyny ,pojechały do domu One Direction.Stanęły przed ogromnym,pięknym domem.Zadzwoniły dzwonkiem.Nikt nie otwierał,Charlotte nacisnęła klamkę.Nagle drzwi się otworzyły.Stanał w nich Louis.Był bez butów,w czapce i mokrym fartuchu.Charlotte zmarszczyła czoło ,przekrzywiła lekko głowę i spojrzała się na niego.
-Zmywamy .uśmiechnął się i popatrzył na swój mokry fartuch.-Wejdźcie.-skinął ręką jak lokaj.
W środku panował istny chaos.W kuchni odbywała się bitwa na płyn do mycia naczyń i wodę.Harry był cały mokry i latał po pokoju.Poślizgnął się na wielkiej kałuży która ciągnęła się od kuchni.Po chwili podniósł się i pobiegł dalej,jak małe dziecko.Dziewczyny nieśmiałym krokiem weszły w głąb domu,do kuchni.Na wejściu oberwały płynem do mycia naczyń od Louisa.Charlotte spojrzała na swoją białą bluzkę,teraz widniała na niej ogromna plama.Zayn zamachnął się z butelką ,Lottie jednym ruchem ręki ją przechwyciła i oddała Louisowi.
-To tak się bawimy.-powiedział i uśmiechnął się zawadiacko.-A masz.-skierował na nią kran z wodą.
Lottie głośno pisnęła i skierowała kran na Lou.On odskoczył i oberwał Liam.Chwycił płyn do naczyń i wycelował w Lottie.Ona chciał uciec ale poślizgnęła się na mokrej posadzce i upadła na tyłek.Podszedł do niej Zayn ,ona wyciągnęła rękę żeby pomógł jej wstać,on zamiast tego oblał ją różowym płynem do mycia naczyń.
-Teraz pożałujesz.-szybkim ruchem podniosła się z podłogi .
Chłopacy śmiali się jak psychopaci gdy sobaczyli jej mokry tyłek.Obejrzała się i spaliła cegłę.
-Ejjj.-jęknęła-Nie śmiejcie się.
-Ściągaj spodnie.-powiedział Louis.
-Co proszę?-spytała z niedowierzaniem.
-Szybciej wyschną.
-A ja w czym będę chodzić?
-Coś ci znajdziemy.
Niall podszedł do szafy pod schodami,wyjął z tamtąd czarne rurki Harrego.
-Masz.-rzucił-Powinny być dobre,skurczyły się w praniu.Idź się przebrać.-wskazał łazienkę.
Po 5 minutach z Lottie wyszła z łazienki,trzymając za duże spodnie na biodrach.
-Macie jakiś pasek?-spytała z nadzieją.
-Coś się znajdzie odparł Zayn i podszedł do tej samej szafy.Po chwili wyją z niej jakiś pasek do spodni i podał blondynce.
-Gdzie tak wogóle jest Coffie i Harry?-spytała męcząc się z paskiem.
-Chyba na górze u niego.-odparł Liam.
-Harry mnie zdradza.-Louis udawał płacz.
-Oh,Louisku nie płacz. .-Liam ciągnął jego przedstawienie pocieszając Lou.
-A właśnie ,miałam wam coś pokazać.-powiedziała powoli.-Dajcie komputer.
-Jest na górze,w moim pokoju.-powiedział Zayn.
Wszyscy udali się do pokoju mulata.Charlotte weszła na ten portal plotkarski i pokazała im nagłówek.
-Harry Styles i tajemnicza dziewczyna,skandal!.-przeczytał nagłos Louis.-Co ta ma być spytał.
---------------------------------------
Rozdział pisany na informatyce ;D
-Halo...Cześć...serio...podaj adres...ok....o której....dobra pa...no pa.-rozłączyła się.-Harry chce żebyśmy ich odwiedziły .
-Naprawdę.-zdziwiła się Charlotte.
-Nom,dzisiaj.Praktycznie to...-przerwała i spojrzała na duży,okrągły zegar wiszący na ścianie-To za 2 godziny...
-To na co czekamy.-powiedziała Lottie i pobiegła do łazienki.
Coffie ją jednak uprzedziła.Z nudów Charlotte włączyła komputer.Zalogowała się na facebooka ,twittera i weszła na portale plotkarskie.Zobaczyła nagłówek ,,Harry Styles i tajemnicza dziewczyna (skandal!)''.Bez wahania kliknęła na to.
,,Wczoraj Harry Styles został przyłapany w klubie z jakąś nieznajomą. Wyglądali na bardzo zakochanych.Pod koniec imprezy Harry ją pocałował.Podobno para ma się pobrać już w sierpniu.Serdeczne gratulacje.Cieszycie się ,że Harry znalazł miłość swojego życia.''
,Co to jest.Ja im kurwa dam'pomyślała Lottie.
-Coffie ,choć na chwilę.Muszę ci coś pokazać.-wycedziła przez zęby z wściekłością.
-Już idę.-okrzyknęła i zaraz podeszła do przyjaciółki.
-Harry Styles i tajemnicza dziewczyna...-wymruczała pod nosem,spoglądając na ekran komputera przez ramię Lottie.-Co?Dawaj mi to.-wyrwała jej laptopa i doczytała tekst do końca.-Co to ma być!-krzyknęła-Zaraz tam pójdę i im tak nawrzucam.-wkurzyła się i podwinęła rękawy.
-Spokojnie.Prawda,przesadzili trochę z tym ślubem.Wiesz co pójdziemy tam razem i im tak wygarniemy.-powiedziała stanowczym tonem Charlotte.
Brunetka wróciła do łazienki rzucając przekleństwa pod adresem adminstratorów tej strony.Ciekawe co powie Hazza jak to zobaczy.
W pełni gotowe dziewczyny ,pojechały do domu One Direction.Stanęły przed ogromnym,pięknym domem.Zadzwoniły dzwonkiem.Nikt nie otwierał,Charlotte nacisnęła klamkę.Nagle drzwi się otworzyły.Stanał w nich Louis.Był bez butów,w czapce i mokrym fartuchu.Charlotte zmarszczyła czoło ,przekrzywiła lekko głowę i spojrzała się na niego.
-Zmywamy .uśmiechnął się i popatrzył na swój mokry fartuch.-Wejdźcie.-skinął ręką jak lokaj.
W środku panował istny chaos.W kuchni odbywała się bitwa na płyn do mycia naczyń i wodę.Harry był cały mokry i latał po pokoju.Poślizgnął się na wielkiej kałuży która ciągnęła się od kuchni.Po chwili podniósł się i pobiegł dalej,jak małe dziecko.Dziewczyny nieśmiałym krokiem weszły w głąb domu,do kuchni.Na wejściu oberwały płynem do mycia naczyń od Louisa.Charlotte spojrzała na swoją białą bluzkę,teraz widniała na niej ogromna plama.Zayn zamachnął się z butelką ,Lottie jednym ruchem ręki ją przechwyciła i oddała Louisowi.
-To tak się bawimy.-powiedział i uśmiechnął się zawadiacko.-A masz.-skierował na nią kran z wodą.
Lottie głośno pisnęła i skierowała kran na Lou.On odskoczył i oberwał Liam.Chwycił płyn do naczyń i wycelował w Lottie.Ona chciał uciec ale poślizgnęła się na mokrej posadzce i upadła na tyłek.Podszedł do niej Zayn ,ona wyciągnęła rękę żeby pomógł jej wstać,on zamiast tego oblał ją różowym płynem do mycia naczyń.
-Teraz pożałujesz.-szybkim ruchem podniosła się z podłogi .
Chłopacy śmiali się jak psychopaci gdy sobaczyli jej mokry tyłek.Obejrzała się i spaliła cegłę.
-Ejjj.-jęknęła-Nie śmiejcie się.
-Ściągaj spodnie.-powiedział Louis.
-Co proszę?-spytała z niedowierzaniem.
-Szybciej wyschną.
-A ja w czym będę chodzić?
-Coś ci znajdziemy.
Niall podszedł do szafy pod schodami,wyjął z tamtąd czarne rurki Harrego.
-Masz.-rzucił-Powinny być dobre,skurczyły się w praniu.Idź się przebrać.-wskazał łazienkę.
Po 5 minutach z Lottie wyszła z łazienki,trzymając za duże spodnie na biodrach.
-Macie jakiś pasek?-spytała z nadzieją.
-Coś się znajdzie odparł Zayn i podszedł do tej samej szafy.Po chwili wyją z niej jakiś pasek do spodni i podał blondynce.
-Gdzie tak wogóle jest Coffie i Harry?-spytała męcząc się z paskiem.
-Chyba na górze u niego.-odparł Liam.
-Harry mnie zdradza.-Louis udawał płacz.
-Oh,Louisku nie płacz. .-Liam ciągnął jego przedstawienie pocieszając Lou.
-A właśnie ,miałam wam coś pokazać.-powiedziała powoli.-Dajcie komputer.
-Jest na górze,w moim pokoju.-powiedział Zayn.
Wszyscy udali się do pokoju mulata.Charlotte weszła na ten portal plotkarski i pokazała im nagłówek.
-Harry Styles i tajemnicza dziewczyna,skandal!.-przeczytał nagłos Louis.-Co ta ma być spytał.
---------------------------------------
Rozdział pisany na informatyce ;D
czwartek, 12 kwietnia 2012
Rozdział 7 Now my life is sweet like cinnamon ,like a fucking dream i'm living in
Charlotte rzuciła się n łóżko,zdjęła 12 centymetrowe szpilki.Teraz czuła ,że żyje.Nie przebrała się nawet w piżamę, tylko zasnęła. Obudziła się z okropnym bólem głowy ,popatrzyła na zegarek,wskazywał on 15.'To nieźle sobie pospałaś Charlotte'pomyślała.Coffie była już w łazience.Lottie zwlokła się z łóżka i udała się do kuchni.Strasznie chciało jej się pić.Wyjęła z lodówki puszkę coli i upiła wielki łyk.Zaczęła grzebać po szafkach w poszukiwaniu jakiś tabletek na ból głowy.Obróciła małe pudełko w palcach i otworzyła.Była tam ostatnia tabletka.Wyjęła ją i położyła na blacie.Nalała do szklanki wody i wzięła tabletkę.Coffie opuściła łazienkę.Wyglądała jak zombie ,Lottie z resztą też.Ubrała się w za duży dres i białą bokserkę.Na nogach miała,mięciutkie białe skarpety.
-Dzisiaj nigdzie się z tąd nie ruszam.-powiedziała brunetka i rzuciła się na kanapę.-Mam strasznego kaca.
-Masz.-Lottie rzuciła w jej stronę,czerwoną puszkę z colą i poszła do pokoju wziąć jakieś ubrania.
Wzięła z podłogi czarne ,za długie legginsy i bluzkę oversize w biało różowe paski.
Stanęła przed lustrem i głośno westchnęła.Wyglądała okropnie,miała podkrążone oczy,powykręcane włosy .Po pół godzinie udało jej się doprowadzić do prawie normalnego stanu.Odniosła piżamę i usiadła na kremowej kanapie obok Coffie.
-Co ty wczoraj wyprawiałaś z Harrym?-spytała mało delikatnie.
-Nic.-odparła nie odrywając wzroku od telewizora.
-Nie wogule,a kto się z nim wczoraj obściskiwał.?
-Do czego zmierza ta rozmowa?-spytała bezbarwnym głosem.
-Nic,poprostu się zapytałam.Odpowiesz ...?
-Tylko się całowaliśmy.-odpowiedziała pogodniej-Widziałam ,że tańczyłaś z Zayn'em?-zmieniła temat.-
-Tak...-odparła-Wiesz co ta rozmowa nie ma głębszego sensu.-chwyciła pilota i zmieniła kanał .
Dalej dziewczyny siedziały i oglądały film.Ciszę przerwała jednak Charlotte.
-Muszę zapalić?Masz fajki bo moje się skończyły.-spytała.
-Poszukaj w mojej torebce-powiedziała brunetka.
Lottie podniosła się z kanapy i ruszyła w stronę ich pokoju.Na łóżku Coffie,leżała jej skórzana ,brązowa torba.Była jak studnia bez dna.Charlotte nie chciała z byt długo szukać,więc wysypała całą zawartość na łóżko.na samej górze sterty wylądowało pudełko z papierosami.Wzięła je,w przelocie chwyciła jeszcze ogromny,szeroki,czerwony szal i owinęła nim,siebie.Otworzyła przeszkolone drzwi odgradzające taras od reszty apartamentu.Stanęła na lodowatych płytkach.Myślała że chodzi po kostkach lodu.Oparła się o barierkę i zapaliła papierosa.Nagły podmuch wiatru zabrał jej szal na sam dól budynku.Wylądował on na ulicy.Charlotte z prędkością światła zgasiła fajkę i pobiegła do przedpokoju.Włożyła nogi w czarne glany i zbiegła na dół.Coffie nawet nie zdążyła zareagować była nie do życia.Tym czasem Charlotte w ostatniej chwili uratowała szal przed kolejnym podmuchem wiatru.Kiedy wróciła na górę zadzwonił telefon Coffie.Na wyświetlaczu widniało zdjęcie zielonookiego chłopaka z burzą loków podpisanego Harry.
----------------------------------------------------
Za to że wczoraj nic nie dodałam dzisiaj macie kolejny rozdział.Nudny bo nudny ale jakiś ;D
-Dzisiaj nigdzie się z tąd nie ruszam.-powiedziała brunetka i rzuciła się na kanapę.-Mam strasznego kaca.
-Masz.-Lottie rzuciła w jej stronę,czerwoną puszkę z colą i poszła do pokoju wziąć jakieś ubrania.
Wzięła z podłogi czarne ,za długie legginsy i bluzkę oversize w biało różowe paski.
Stanęła przed lustrem i głośno westchnęła.Wyglądała okropnie,miała podkrążone oczy,powykręcane włosy .Po pół godzinie udało jej się doprowadzić do prawie normalnego stanu.Odniosła piżamę i usiadła na kremowej kanapie obok Coffie.
-Co ty wczoraj wyprawiałaś z Harrym?-spytała mało delikatnie.
-Nic.-odparła nie odrywając wzroku od telewizora.
-Nie wogule,a kto się z nim wczoraj obściskiwał.?
-Do czego zmierza ta rozmowa?-spytała bezbarwnym głosem.
-Nic,poprostu się zapytałam.Odpowiesz ...?
-Tylko się całowaliśmy.-odpowiedziała pogodniej-Widziałam ,że tańczyłaś z Zayn'em?-zmieniła temat.-
-Tak...-odparła-Wiesz co ta rozmowa nie ma głębszego sensu.-chwyciła pilota i zmieniła kanał .
Dalej dziewczyny siedziały i oglądały film.Ciszę przerwała jednak Charlotte.
-Muszę zapalić?Masz fajki bo moje się skończyły.-spytała.
-Poszukaj w mojej torebce-powiedziała brunetka.
Lottie podniosła się z kanapy i ruszyła w stronę ich pokoju.Na łóżku Coffie,leżała jej skórzana ,brązowa torba.Była jak studnia bez dna.Charlotte nie chciała z byt długo szukać,więc wysypała całą zawartość na łóżko.na samej górze sterty wylądowało pudełko z papierosami.Wzięła je,w przelocie chwyciła jeszcze ogromny,szeroki,czerwony szal i owinęła nim,siebie.Otworzyła przeszkolone drzwi odgradzające taras od reszty apartamentu.Stanęła na lodowatych płytkach.Myślała że chodzi po kostkach lodu.Oparła się o barierkę i zapaliła papierosa.Nagły podmuch wiatru zabrał jej szal na sam dól budynku.Wylądował on na ulicy.Charlotte z prędkością światła zgasiła fajkę i pobiegła do przedpokoju.Włożyła nogi w czarne glany i zbiegła na dół.Coffie nawet nie zdążyła zareagować była nie do życia.Tym czasem Charlotte w ostatniej chwili uratowała szal przed kolejnym podmuchem wiatru.Kiedy wróciła na górę zadzwonił telefon Coffie.Na wyświetlaczu widniało zdjęcie zielonookiego chłopaka z burzą loków podpisanego Harry.
----------------------------------------------------
Za to że wczoraj nic nie dodałam dzisiaj macie kolejny rozdział.Nudny bo nudny ale jakiś ;D
Rozdział 6 Got my bad baby by my heavenly side
Chłodny powiew wiatru zamknął z trzaskiem okno,budząc przy tym Charlotte.Powolnie zeszła,a nawet zleciała z łóżka,padając twarzą na puszyste kapcie.Podniosła się z ziemi i zerknęła do szafy.Panował tam istny burdel.Wygrzebała z tamtąd białą bokserkę,granatowy ażurowy sweter i legginsy.Położyła ubrania na blacie ,zdjęła piżamę i weszła pod prysznic.Lodowata woda momentalnie ją obudziła.Nie była to przyjemna pobudka.Lottie umyła się,zakręciła wodę i sięgnęła po mięciutki,różowy ręcznik.Wysunęła szufladę i wyjęła z niej kosmetyczkę.Kiedy była już gotowa zabrała piżamę i opuściła łazienkę. Coffie była już na nogach.Siedziała na łóżku z wielkim bananem na twarzy.
-Co się tak szczerzysz?-zapytała Lottie odkładając piżamę.
-Nie mogę uwierzyć,dzisiaj spotkam One Direction.
-My,s p o t k a m y.-
-Tak,tak spotkamy.Już nie mogę się doczekać.-odpowiedziała podekscytowana Coffie.
-To może chociaż się ogarniesz?
-Już idę,idę.-odparła
Wstała i wzięła swoje ubrania.Po 20 minutach była gotowa.
-Co na śniadanie?-spytała Coffie
-Masz.-Lottie rzuciła do niej pudełko muesli.
-Pycha.-powiedziała sarkastycznie brunetka.
Zbliżała się 20.Dziewczyny szykowały się na spotkanie z One Direction.Nagle ktoś zatrąbił,to z pewnością był Louis.W pełni umalowane i ubrane zeszły na dół.Przed budynkiem stało,piękne,czarne auto.Siedziała w nim piątka chłopaków.Harry i Niall kłócili się o miejsce.Dziewczyny wsiadły do samochodu.
-To gdzie jedziemy?-rzuciła Charlotte.
-Do tego nowego klubu w mieście.-odpowiedział Louis z miejsca kierowcy.
-To świetnie.
Dziewczyny czuły się trochę skrępowane. Nie przychodziły im do głowy żadne tematy do rozmów.W końcu dotarli na miejsce.Przed budynkiem była ogromna kolejka.
-Będziemy tak stać jak oni?-spytała zrezygnowana Coffie.
-Idźcie za nami.-nakazał Liam.
Wszyscy wysiedli z samochodu.Było już ciemno.Gwiazdy,świeciły jasnym blaskiem.Przyjaciółki stanęły na wąskim krawężniku .Chłopacy przeszli przez ulicę i skierowali swoje kroki ku wielkiemu mężczyźnie w czarnym uniformie.Z pewnością był to ochroniarz.Liam stanął przez nim i zawzięcie coś gestykulował.Po chwili ochroniarz otworzył wielkie ,szare drzwi.Harry zawołam Charlotte i Coffie.Dziewczyny ostrożnie przeprawiły się dziurawą ulicę,żeby nie wpaść w żadną z nich obcasem.Stanęły koło One Direction i grupą weszli do środka.Było tam ciemno,ale lampki ledowe trochę rozświetlały mrok.Charlotte podeszła do baru i zamówiła mojito.Barman podał jej zielonego drinka.Upiła łyk i poszła na parkiet.Z dala wypatrzyła Coffie tańczącą z Harry.To jej nie zdziwiło,od początku wiedziała że tę dwójkę coś łączy.Nie była zazdrosna ,ona wolała Zayn'a.Z zamyśleń wyrwał ją właśnie on.
-Zatańczysz?-spytał.
-Z wielką chęcią.-odparła.
Właśnie zaczęła się jakaś wolna piosenka.Charlotte wtuliła się w niego.Poczuła zapach jego perfum.Podniosła głowę z jego torsu i zatopiła się w jego brązowych tęczówkach.On złapał ją w tali,ona oplotła ręce w okół jego szyi.Bujali się w rytm muzyki.Chciała zatrzymać tę chwilę na zawsze.Piosenka dobiegła końca.Oni oderwali się od siebie.Charlotte jeszcze raz spojrzała w jego oczy.Zayn zagryzł dolną wargę uwielbiała jak to robił.
Było około 3 nad ranem.Lottie obejrzała się i zobaczyła Coffie namiętnie całującą się z Harrym,który był zalany w cztery dupy ,ona z resztą też.Brunetka była przywarta do ściany,jaj ręce zwisały na karku Hazzy.On jedną ręką opierał się o białą ścianę,drugą obejmował dziewczynę.To był szok dla Charlotte.Harry i jej najlepsza przyjaciółka.Odwróciła wzrok i podeszła do baru,zamówiła drinka,potem kolejnego i jeszcze jednego.Wszyscy byli już bardzo pijani.Około 5 rano wyszli z klubu.Musieli wracać na piechotę.
-------------------------------------------------------
I tak mamy już 6 rozdział.Jeszcze raz proszę każdego kto to czyta o jakiś komentarz.;D
-Co się tak szczerzysz?-zapytała Lottie odkładając piżamę.
-Nie mogę uwierzyć,dzisiaj spotkam One Direction.
-My,s p o t k a m y.-
-Tak,tak spotkamy.Już nie mogę się doczekać.-odpowiedziała podekscytowana Coffie.
-To może chociaż się ogarniesz?
-Już idę,idę.-odparła
Wstała i wzięła swoje ubrania.Po 20 minutach była gotowa.
-Co na śniadanie?-spytała Coffie
-Masz.-Lottie rzuciła do niej pudełko muesli.
-Pycha.-powiedziała sarkastycznie brunetka.
Zbliżała się 20.Dziewczyny szykowały się na spotkanie z One Direction.Nagle ktoś zatrąbił,to z pewnością był Louis.W pełni umalowane i ubrane zeszły na dół.Przed budynkiem stało,piękne,czarne auto.Siedziała w nim piątka chłopaków.Harry i Niall kłócili się o miejsce.Dziewczyny wsiadły do samochodu.
-To gdzie jedziemy?-rzuciła Charlotte.
-Do tego nowego klubu w mieście.-odpowiedział Louis z miejsca kierowcy.
-To świetnie.
Dziewczyny czuły się trochę skrępowane. Nie przychodziły im do głowy żadne tematy do rozmów.W końcu dotarli na miejsce.Przed budynkiem była ogromna kolejka.
-Będziemy tak stać jak oni?-spytała zrezygnowana Coffie.
-Idźcie za nami.-nakazał Liam.
Wszyscy wysiedli z samochodu.Było już ciemno.Gwiazdy,świeciły jasnym blaskiem.Przyjaciółki stanęły na wąskim krawężniku .Chłopacy przeszli przez ulicę i skierowali swoje kroki ku wielkiemu mężczyźnie w czarnym uniformie.Z pewnością był to ochroniarz.Liam stanął przez nim i zawzięcie coś gestykulował.Po chwili ochroniarz otworzył wielkie ,szare drzwi.Harry zawołam Charlotte i Coffie.Dziewczyny ostrożnie przeprawiły się dziurawą ulicę,żeby nie wpaść w żadną z nich obcasem.Stanęły koło One Direction i grupą weszli do środka.Było tam ciemno,ale lampki ledowe trochę rozświetlały mrok.Charlotte podeszła do baru i zamówiła mojito.Barman podał jej zielonego drinka.Upiła łyk i poszła na parkiet.Z dala wypatrzyła Coffie tańczącą z Harry.To jej nie zdziwiło,od początku wiedziała że tę dwójkę coś łączy.Nie była zazdrosna ,ona wolała Zayn'a.Z zamyśleń wyrwał ją właśnie on.
-Zatańczysz?-spytał.
-Z wielką chęcią.-odparła.
Właśnie zaczęła się jakaś wolna piosenka.Charlotte wtuliła się w niego.Poczuła zapach jego perfum.Podniosła głowę z jego torsu i zatopiła się w jego brązowych tęczówkach.On złapał ją w tali,ona oplotła ręce w okół jego szyi.Bujali się w rytm muzyki.Chciała zatrzymać tę chwilę na zawsze.Piosenka dobiegła końca.Oni oderwali się od siebie.Charlotte jeszcze raz spojrzała w jego oczy.Zayn zagryzł dolną wargę uwielbiała jak to robił.
Było około 3 nad ranem.Lottie obejrzała się i zobaczyła Coffie namiętnie całującą się z Harrym,który był zalany w cztery dupy ,ona z resztą też.Brunetka była przywarta do ściany,jaj ręce zwisały na karku Hazzy.On jedną ręką opierał się o białą ścianę,drugą obejmował dziewczynę.To był szok dla Charlotte.Harry i jej najlepsza przyjaciółka.Odwróciła wzrok i podeszła do baru,zamówiła drinka,potem kolejnego i jeszcze jednego.Wszyscy byli już bardzo pijani.Około 5 rano wyszli z klubu.Musieli wracać na piechotę.
-------------------------------------------------------
I tak mamy już 6 rozdział.Jeszcze raz proszę każdego kto to czyta o jakiś komentarz.;D
wtorek, 10 kwietnia 2012
Rozdział 5 Swinging with the old stars
Dziewczyny biegały od szafy do lustra i z powrotem.Wszędzie walały się ubrania.Dzisiaj odbywał się koncert.W końcu ubranie w to co wcześniej kupiły,wyszły z domu.Wreszcie przestało padać,ale nie było najcieplej.Przyjaciółki wsiadły do czarnej taksówki.Charlotte była strasznie podekscytowana.Wreszcie wysiadły.Była tam masa krzyczących i piszczących nastolatek.Chciały podejść do głównego wejścia,ale to groziło śmiercią.Lepiej nie ryzykować.Charlotte trochę im współczuła.One krzyczały ich imiona,skakały ,wymachiwały wielkimi plakatami myśląc ,że zostaną zauważone,a zespół nawet nie wiedział o ich istnieniu.Jednocześnie ona sama chciała być tą jedną ,która zwrócił na siebie ich uwagę.Poranna wpadka się nie liczyła,bo jak by Coffie patrzyła gdzie idzie nic by się nie wydarzyło,a on pojechał by dalej nie zwracając na nie najmniejszej uwagi.Liczyła,że może jakimś cudem rozpozna ją w tłumie ,chociaż to było nie możliwe.
-Choć .-wyrwała ją z zamyślenia Coffie i pociągnęła za rękę.
Spróbowały jakoś przedrzeć się przez tłumy fanek.Slalomem omijały wrzeszczące dziewczyny.Już było widać wejście,nagle ktoś je brutalnie popchnął i poleciały prosto na drzwi.
-HEJ! Tylko spokojnie.-powiedział ogromny ,ubrany na czarno ochroniarz.
Przyjaciółki pozbierały się i wyjęły z torebek bilety.Udało się,weszły na największe wydarzenie muzyczne tego roku.Teraz trzeba odszukać swoje miejsca.
-Chrzanić miejsca.Idziemy pod scenę.-zarządziła Coffie.
-To nie przejdzie,zaraz ktoś się zorientuje i nas wyrzucą.
-Nie marudź.-pociągnęła przyjaciółkę.
Jakimś cudem dostały się pod scenę.Na sali panował okropny tłok i ścisk.Zgasły światła,na scenę weszła piątka chłopaków.Uwielbiali to uczucie,adrenalina i euforia.Usłyszeli pierwsze takty One Thing.
-So get out, get out, get out of my head-zaśpiewała piątka ciepłych głosów.
Po dwóch godzinach koncert się zakończył.-Idziemy za kulisy?-rzuciła Coffie.-Przecież nie mamy przepustek.-Oj tam ,oj tam coś się wymyśli.Dziewczyny wkradły się za kulisy.Musiały jeszcze tylko znaleźć 1D.Biegły długim korytarzem.N samym końcu ktoś opierał się o ścianę.Podeszły bliżej okazało się,że był to Niall,po chwili dołączył do niego Harry. -O to nasza dziewczyna od biedronki.-przywitał się.-Cześć...-odpowiedziała Z niepewnością brunetka.
-Jak podobał wam się koncert?
-Był świetny.-szybko odpowiedziała Charlotte
-To miło,a właśnie chłopaki to są Coffie i...
-Charlotte.-uśmiechnęła się blondynka.
-Tak to są Coffie i Charlotte.
-Hej.-odpowiedzieli chórem.
-Może chciałybyście się jutro gdzieś z nami wybrać?-zaproponował Harry.
-Z wielką chęcią-odpowiedziała Coffie
-Przyjdziemy po was,jeszcze pamiętam gdzie mieszkacie.-uśmiechnął się.
-------------------------------------------
jak narazie nudy,ale próbuję rozkręcić ;D
-Choć .-wyrwała ją z zamyślenia Coffie i pociągnęła za rękę.
Spróbowały jakoś przedrzeć się przez tłumy fanek.Slalomem omijały wrzeszczące dziewczyny.Już było widać wejście,nagle ktoś je brutalnie popchnął i poleciały prosto na drzwi.
-HEJ! Tylko spokojnie.-powiedział ogromny ,ubrany na czarno ochroniarz.
Przyjaciółki pozbierały się i wyjęły z torebek bilety.Udało się,weszły na największe wydarzenie muzyczne tego roku.Teraz trzeba odszukać swoje miejsca.
-Chrzanić miejsca.Idziemy pod scenę.-zarządziła Coffie.
-To nie przejdzie,zaraz ktoś się zorientuje i nas wyrzucą.
-Nie marudź.-pociągnęła przyjaciółkę.
Jakimś cudem dostały się pod scenę.Na sali panował okropny tłok i ścisk.Zgasły światła,na scenę weszła piątka chłopaków.Uwielbiali to uczucie,adrenalina i euforia.Usłyszeli pierwsze takty One Thing.
-So get out, get out, get out of my head-zaśpiewała piątka ciepłych głosów.
Po dwóch godzinach koncert się zakończył.-Idziemy za kulisy?-rzuciła Coffie.-Przecież nie mamy przepustek.-Oj tam ,oj tam coś się wymyśli.Dziewczyny wkradły się za kulisy.Musiały jeszcze tylko znaleźć 1D.Biegły długim korytarzem.N samym końcu ktoś opierał się o ścianę.Podeszły bliżej okazało się,że był to Niall,po chwili dołączył do niego Harry. -O to nasza dziewczyna od biedronki.-przywitał się.-Cześć...-odpowiedziała Z niepewnością brunetka.
-Jak podobał wam się koncert?
-Był świetny.-szybko odpowiedziała Charlotte
-To miło,a właśnie chłopaki to są Coffie i...
-Charlotte.-uśmiechnęła się blondynka.
-Tak to są Coffie i Charlotte.
-Hej.-odpowiedzieli chórem.
-Może chciałybyście się jutro gdzieś z nami wybrać?-zaproponował Harry.
-Z wielką chęcią-odpowiedziała Coffie
-Przyjdziemy po was,jeszcze pamiętam gdzie mieszkacie.-uśmiechnął się.
-------------------------------------------
jak narazie nudy,ale próbuję rozkręcić ;D
Rozdział 4 I'm not one of those who can easily hide
W Londynie od kilku dni bez przerwy padało.No cóż,takie uroki tego miasta.Dziewczyny udały się na mały spacerek.Charlotte szła normalnie z parasolem,ale Coffie chowała się pod wielką biedronką nad głową.Na przeciwko nich jakiś chłopak jechał na deskorolce.Miał na głowie kaptur ,więc nie było widać jego twarzy.Wzrok miał wbity w chodnik.Coffie też nie patrzyła przed siebie.za wszelką cenę starał się ukryć.
-Coffie uważaj!-wydarła się Charlotte.
Brunetka nie zdążyła zareagować.Chłopak jadący na deskorolce,wjechał w nią z impetem.Brynetka straciła równowagę i wpadła tyłkiem w kałużę. Popatrzyła się na Lottie wzrokiem który zabija.Chłopakowi spadł kaptur.Odsłonił on burzę loków.Coffie rozpoznała tę twarz.To był Harry.Brunetka spaliła cegłę.Hazza pomógł jej wstać.
-Wybacz mi.-przepraszał-Tak w ogóle jestem Harry.
-Coffie.-uśmiechnęła się sztucznie.
-Ciekawe imię.-podsumował.
-Tak,mama to miała fantazję.
Brunetka obejrzała się.Miała całe mokre spodnie,zasłoniła się biedronkowym parasolem.Harry i Charlotte z trudem powstrzymywali śmiech.
-Co?-powiedziała wściekła Coffie.-To były moje ulubione spodnie.Jak ja teraz dojdę do domu,przecież nie będę przez całą drogę zasłaniać się tym.-wskazała na biedronkę.
-Hmmm...-pomyślał Harry-Muszę Ci jakoś odpłacić...Siadaj-pokazał deskorolkę.
-Ale jak.Co...zawieziesz mnie na tym do domu?
-No powiedzmy.
Po krótkim zastanowieniu Coffie usiadła na desce.Harry przywiązał do niej sznurek i ciągnę ją jak sanki.Charlotte nie mogła powstrzymać śmiechu widząc Coffie.
-Macie dzisiaj koncert w Londynie?-spytała brunetka nie zwracając uwagi na Lottie.
-Tak-odparł Hazza-Wybieracie się?
-Zamierzamy pójść.
-Fanki?
-Można tak powiedzieć.-odpowiedziała Coffie.
Rozpadało się jeszcze bardziej.Brunetka postawiła na desce parasol i go rozłożyła,jednocześnie ukrywając się pod nim.Wyglądała komicznie.
-Witamy w domu.-powiedział Harry.
-Dziękuję.-odparła Coffie i zeszła z deski.
-Do zobaczenia na koncercie.-pożegnał się Hazza.
-----------------------------------------------
Pojawiły się kometnarze.Bardzo dziękuję.Mamy następny rozdział.Nie jest aż TAK zły ;D
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Rozdział 3 Summertime Sadness
Było późno.Charlotte darła się pod prysznicem.Coffie założyła na piżamę,dużą,różową bluzę z misiem .Wzięła fajki Charlotte i wyszła na taras.Miasto nocą wyglądało zjawiskowo.Święcące London Eye czy Big Ben.Oparła się o barierkę i zapaliła papierosa.Po wypaleniu jednego sięgnęła po drugiego.Nagle na taras wpadła Charlotte i wyjęła jej go z ręki.
-Co złodzieju,podkradasz moje fajki?-spytała.
-Oj wybacz mi.-śmiałam się.
-Tym razem.-pogroziła.
Zimny podmuch wiatru rozwiał włosy Coffie.Schowała ręce do ogromnych kieszeni w bluzie i zachwiała się na palcach.Stały w milczeniu przyglądając się nocnej panoramie Londynu.Charlotte przerwała ciszę głośnym ziewnięciem.Dziewczyny weszły do środka.W pomieszczeniu rozległ się dźwięk Lego House Ed'a Sheerana.Coffie podeszła do szafki nocnej odebrać telefon.Dzwoniła jej mama.
-Halo...tak...pięknie...jutro...nie wiem.-było słychać tylko skrawki rozmowy.-jak tam u was...to super...dobra papa....no...pa.-brunetka się rozłączyła.Obeszła pokój dookoła i usiadła na dużym łóżku,w tonach atłasowej pościeli.Było późno więc po chwili zasnęła.
Rano Charlotte obudziła się pierwsza.Przekopała się przez warstwy ,atłasowej pościeli i włożyła nogi w kapcie.Po podłodze walały się sterty ubrań.Po chwili obudziła się też Coffie.Miała włosy z wiązane w potarganego,niskiego koka ,a na policzku ślad poduszki.Patrzyła się nieprzytomnym wzrokiem na Charlotte.Powoli wygramoliła się z łóżka .Podeszła do szafy i otworzyła ją na oścież,uderzając prawie Charlotte,która jak ninja odskoczyła, przyciskając się do ściany.
-Wybacz mi Lottie.-oprzytomniała Coffie.Dziewczyna wyjęła z szafy jasne jeansy ,brązową bluzkę na ramiączkach i sweterek.Udała się do łazienki.W tym czasie Charlotte starała się wymyślić jakieś śniadanie.Niestety lodówka świeciła pustkami.
-Pośpiesz się !-krzyknęła do Coffie biorącej prysznic-Zjemy na mieście.
Po 15 minutach gotowa Coffie wyszła z łazienki.
-Wiesz jaki jutro jest dzień.-pomachała Lottie biletem przed nosem.
-Jak mogła bym zapomnieć.nareszcie zobaczę swoich idoli na żywo.-odparła Charlotte.
Stanęła w przedpokoju i zaczęła ubierać swoje fioletowe converse'y,Coffie przybrała miętowe vans'y.Kiedy były już gotowe Lottie chwyciła klucze i wyszły na korytarz.Było tam strasznie duszno.Wolnym krokiem podeszły do windy.Charlotte nacisnęła guzik i winda posłusznie przyjechała do góry.Zjechały na sam dół.Wysiadły na recepcji.Przez wielkie szklane drzwi zobaczyły ,że pada.Automatycznie cofnęły się na górę po parasole.Coffie szybkim ruchem otworzyła drzwi.Dziewczyny wzięły kurtki i parasole.Okazało się ,że Coffie spakowała parasol młodszej siostry ,który wyglądał jak biedronka.Brunetka starała się przejść niezauważona ,ale wielka biedronka nad głową to uniemożliwiała.Kiedy wreszcie wyszły na dwór,złapały taksówkę ,która zabrała je do jakiejś knajpki.Panowała tam miła atmosfera.Do ich stolika podeszła kelnerka.Była to ładna,młoda dziewczyna,na jej plakietce widniał napis Sophie.
-Co podać?-spytała miłym głosem.
-Jeszcze się nie zdecydowałyśmy.-odparła Lottie z bananem na twarzy.
-Wiesz co?-zaczęła Coffie-Kompletnie nie mam się w co ubrać na koncert.Chodźmy na jakieś małe zakupy.
-Ty i małe zakupy.zawsze wracasz z przynajmniej 5 ogromnymi torbami,ale czemu nie.
Po zjedzonym posiłku przyjaciółki udały się do galerii.Zaczęły od sieciówek takich jak H&M,primark czy new yorker.W H&M'ie Coffie znalazła śliczną ,zwiewną sukienkę w kolorze pudrowego-różu. Przymierzyła ją.Wyglądała świetnie.dziewczyna bez wahania ją kupiła.Teraz musiała znaleźć jakieś buty do tego.Postawiła na lakierowane platformy nude.Coffie skompletowała już cały strój.Lottie zdecydowała się na granatową sukienkę i wrzosowe botki na platformie. Po skończonych zakupach udały się do domu,przygotować na koncert.
----------------------------------------------
Oto kolejny rozdział.Mam prośbę jeśli ktoś to czyta to niech zostawi po sobie ślad w formie komentarza.
;D
niedziela, 8 kwietnia 2012
Rozdział 2 Mermaid Motel
*Oczami Charlotte*
Byłam ubrana w szary dres,czarną bokserkę,flanelową koszulę w czarno czerwoną kratę i buty emu.Za sobą wlokłam dwie walizki ,torbę i torebkę.Czekałam na lotnisku na Coffie.Ogromnie drzwi się rozsunęły.Stała w nich drobna brunetka ubrana w szarą bluzę ,granatowe legginsy, i czarne workery.Ledwo sobie poradziła z walizkami.
-Cześć!-przytuliłam ją na powitanie.
-Hejka,nie mogę uwierzyć ,że przeprowadzamy się do Londynu.
-Ja też.Może nawet spotkamy One Direction.-powiedziałam.
-Nie dawno miałaś urodziny ,a ja nie dałam ci prezentu .-zaczęła Coffie-Muszę to nadrobić.-zaczęła grzebać w torebce.Wyjęła z niej dwa bilety.Jeden wręczyła mi.Przyjrzałam się mu.Pisało One Direction live on tour.Nie mogłam uwierzyć.Zaczęłam skakać ,piszczeć i rzucać się Coffie na szyję.Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli.Byłam strasznie szczęśliwa.
Musiałyśmy już wsiadać do samolotu.Zajęłam miejsce przy oknie.Coffie usiadła z obrażoną miną,ponieważ to ona chciał być przy oknie.Nie przejęłam się tym zbytnio.Usiadłam wygodnie i włożyłam do uszu słuchawki.Włączyłam Stand up,uwielbiałam tą piosenkę.Po pół godzinie foch Coffie przeszedł.Chciała żebym dała jej jedną słuchawkę,bo ona swojego i-pod'a zostawiła w walizce.Chwyciła słuchawkę i oparła się o siedzenie.Stewardesa zakomunikowała ,że trzeba zapiąć pasy ,bo za chwilę lądujemy.Spojrzałam w okno.Zobaczyłam piękną panoramę Londynu.Miasto było coraz bliżej.Nie mogłam się już doczekać ,aż zobaczę nasze nowe mieszkanie.W końcu wylądowaliśmy.W Londynie było chłodniej.Zarzuciłam na siebie czerwony szal i zapięłam koszulę.Szybkim krokiem udałyśmy się do terminala.Tam było o wiele cieplej.Po odprawie,znów wyszłyśmy na zewnątrz.Usiadłam na ławce i rozpięłam walizkę.Wygrzebałam z niej moją,skórzaną kurtkę.Zarzuciłam ją na ramiona.W kieszenie znalazłam szare rękawiczki.Wyciągnęłam z torby papierosa i go zapaliłam.Coffie usiadła na podłodze i zaczęła majstrować przy walizce.Zapomniała hasła do kłódki .Po 5 minutach męczarni,przypomniała sobie ,że były to trzy 0.Wyjęła z niej czapkę i parkę w kolorze butelkowej zieleni.Czekałyśmy na naszego busa.Po chwili moim oczom ukazał się duży czarny van.Załadowałyśmy do niego ,nasze bagaże i wsiadłyśmy.Podziwiałam piękne uliczki Londynu,barwnie ubranych ludzi,dziewczyny w mundurkach.Auto zatrzymało się przed ogromnym apartamentowcem stojącym pośród domków jedno rodzinnych,który okazał się być naszym domem.Weszłyśmy do budynku.Nacisnęłam zielony guzik przy windzie,po chwili zjechała ona na dół.Nasze mieszkanie było na 8 piętrze.Szłyśmy długim korytarzem ,patrząc po drzwiach i szukając numeru 128.Był on na samym końcu.Rzuciłyśmy bagaże na wykładzinę,a ja zaczęłam przeszukiwać moją torbę.W końcu klucze się znalazły.Ostrożnie włożyłam klucz do zamka i przekręciłam.Drzwi się otworzyły.Nasze mieszkanie było piękne.Miało białe ściany,a jedna była przeszkolona.Znajdował się tam ogromny taras.Zaczęłyśmy skakać z radości.Nasz pobyt w Londynie jak narazie zapowiadał się wspaniale.
---------------------------------------------------
No i mamy kolejny rozdział.Nudny jak falki z olejem.Takie masło maślane.Postaram się troch,ę to rozkręcić ;D
Byłam ubrana w szary dres,czarną bokserkę,flanelową koszulę w czarno czerwoną kratę i buty emu.Za sobą wlokłam dwie walizki ,torbę i torebkę.Czekałam na lotnisku na Coffie.Ogromnie drzwi się rozsunęły.Stała w nich drobna brunetka ubrana w szarą bluzę ,granatowe legginsy, i czarne workery.Ledwo sobie poradziła z walizkami.
-Cześć!-przytuliłam ją na powitanie.
-Hejka,nie mogę uwierzyć ,że przeprowadzamy się do Londynu.
-Ja też.Może nawet spotkamy One Direction.-powiedziałam.
-Nie dawno miałaś urodziny ,a ja nie dałam ci prezentu .-zaczęła Coffie-Muszę to nadrobić.-zaczęła grzebać w torebce.Wyjęła z niej dwa bilety.Jeden wręczyła mi.Przyjrzałam się mu.Pisało One Direction live on tour.Nie mogłam uwierzyć.Zaczęłam skakać ,piszczeć i rzucać się Coffie na szyję.Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli.Byłam strasznie szczęśliwa.
Musiałyśmy już wsiadać do samolotu.Zajęłam miejsce przy oknie.Coffie usiadła z obrażoną miną,ponieważ to ona chciał być przy oknie.Nie przejęłam się tym zbytnio.Usiadłam wygodnie i włożyłam do uszu słuchawki.Włączyłam Stand up,uwielbiałam tą piosenkę.Po pół godzinie foch Coffie przeszedł.Chciała żebym dała jej jedną słuchawkę,bo ona swojego i-pod'a zostawiła w walizce.Chwyciła słuchawkę i oparła się o siedzenie.Stewardesa zakomunikowała ,że trzeba zapiąć pasy ,bo za chwilę lądujemy.Spojrzałam w okno.Zobaczyłam piękną panoramę Londynu.Miasto było coraz bliżej.Nie mogłam się już doczekać ,aż zobaczę nasze nowe mieszkanie.W końcu wylądowaliśmy.W Londynie było chłodniej.Zarzuciłam na siebie czerwony szal i zapięłam koszulę.Szybkim krokiem udałyśmy się do terminala.Tam było o wiele cieplej.Po odprawie,znów wyszłyśmy na zewnątrz.Usiadłam na ławce i rozpięłam walizkę.Wygrzebałam z niej moją,skórzaną kurtkę.Zarzuciłam ją na ramiona.W kieszenie znalazłam szare rękawiczki.Wyciągnęłam z torby papierosa i go zapaliłam.Coffie usiadła na podłodze i zaczęła majstrować przy walizce.Zapomniała hasła do kłódki .Po 5 minutach męczarni,przypomniała sobie ,że były to trzy 0.Wyjęła z niej czapkę i parkę w kolorze butelkowej zieleni.Czekałyśmy na naszego busa.Po chwili moim oczom ukazał się duży czarny van.Załadowałyśmy do niego ,nasze bagaże i wsiadłyśmy.Podziwiałam piękne uliczki Londynu,barwnie ubranych ludzi,dziewczyny w mundurkach.Auto zatrzymało się przed ogromnym apartamentowcem stojącym pośród domków jedno rodzinnych,który okazał się być naszym domem.Weszłyśmy do budynku.Nacisnęłam zielony guzik przy windzie,po chwili zjechała ona na dół.Nasze mieszkanie było na 8 piętrze.Szłyśmy długim korytarzem ,patrząc po drzwiach i szukając numeru 128.Był on na samym końcu.Rzuciłyśmy bagaże na wykładzinę,a ja zaczęłam przeszukiwać moją torbę.W końcu klucze się znalazły.Ostrożnie włożyłam klucz do zamka i przekręciłam.Drzwi się otworzyły.Nasze mieszkanie było piękne.Miało białe ściany,a jedna była przeszkolona.Znajdował się tam ogromny taras.Zaczęłyśmy skakać z radości.Nasz pobyt w Londynie jak narazie zapowiadał się wspaniale.
---------------------------------------------------
No i mamy kolejny rozdział.Nudny jak falki z olejem.Takie masło maślane.Postaram się troch,ę to rozkręcić ;D
Rozdział 1 God knows what is hiding in those weak and drunken hearts
Stanęła przed lustrem.Usta ułożyła w cienką linię.Obciągnęła białą bluzkę.Poprawiła włosy,stuknęła o siebie obcasami .Chwyciła torebkę.Przeszła przez długi korytarz na 12 centymetrowych szpilkach,jak by był wybiegiem ,a ona modelką.Wzięła z szafki niezbędne rzeczy ,takie jak telefon ,błyszczyk ,klucze i i-pod.
Na dworze czekała już Coffie.W dłoniach trzymała dwa shake'i.Jednego podała przyjaciółce.W siadły do samochodu.Dzisiaj był ich wielki dzień,kończyły szkołę.Na zawsze mogły pożegnać się z tą budą.Przed nimi była perspektywa zamieszkania w Londynie.Samochód zatrzymał się przed ogromnym budynkiem ,z szarymi ścianami.Było bardzo dużo ludzi.Charlotte założyła okulary przeciw słoneczne i ruszyła przed siebie.Za nią kroczyła Coffie.Ceremonia odbywała się na świeżym powietrzu.Zajęły miejsca obok siebie.Dyrektor zaczął nudną przemowę.Do dziewczyn dochodziły tylko poszczególne słowa.W końcu zaczęło się rozdawanie dyplomów.Dyrektor wyczytał nazwisko Coffie,Charlotte uśmiechnęła się do niej.Brunetka wstała z miejsca i podeszła do dyrektora.Ten pogratulował jej i wręczył dyplom.Dziewczyna z szerokim uśmiechem na twarzy wróciła na miejsce.Była szczęśliwa ,że nareszcie może się z tąd wyrwać.Po kilkunastu osobach przyszedł czas na Charlotte.Dumna,z głową uniesioną do góry .Również otrzymała dyplom.Kiedy cała ceremonia się skończyła ,dziewczyny jak najszybciej ulotniły się z terenu szkoły.Postanowiły uczcić koniec szkoły.Władowały się do samochodu i pojechały prosto do kawiarni,na duże lody.Weszły do chłodnego pomieszczenia i zajęły stolik w rogu.Charlotte wzięła czarną książeczkę,która okazała się być menu.Teraz godzina wybierania.Zdecydowała się na lody waniliowe i o smaku mohito.Dosyć dziwne połączenie.Po pysznym deserze.Przyjaciółki pojechały do domu Charlotte.Nikogo u niej nie było.Rodzice zawsze pracowali do późna.Widywali się bardzo rzadko.Uwagę Coffie przykuł nowo otwarty salon tatuażu.
-Co byś powiedziała na tatuaż?-spytała Coffie.
-Rodzice i tak nic nie za uwarzą .Czemu nie?-odpowiedziała Charlotte.
Coffie zatrzymała auto .Skierowały swoje kroki do rudowłosej,bardzo wytatuowanej kobiety.
-Chciałybyśmy zrobić sobie tatuaż.-zaczęła Charlotte.
-Dobrze .Co chciały byście mieć wytatuowane i gdzie?-spytała.
-Ja bym chciała trzy jaskółki na przedramieniu.-powiedziała Charlotte.
-Takie jak te?-wskazała kobieta.
-Tak.-odparła Charlotte-Coś takiego.
-A ty?-kobieta spojrzała na Coffie.
-Znak nieskończoności na nadgarstku.-wyrecytowała.
-Dobrze ja teraz zrobię szablony ,a wy poczekajcie tam.-wskazała dużą czerwoną kanapę stojącą pod ścianą.Po piętnastu minutach ,owa kobieta podeszła do dziewczyn i pokazała im szablony.Przyjaciółkom się spodobały.Rudowłosa skierowała je do małego pomieszczenia ,mieszczącego się za drzwiami.
-Która pierwsza ?-spytała.
-Może ja .-zgłosiła się nieśmiało Charlotte. Usiadła na krześle i podwinęła rękaw.Kobieta zabrała się do roboty.Po 30 min.tatuaż Charlotte był gotowy.Wyglądał pięknie.Teraz czas na Coffie.Brunetka wyciągnęła rękę przed siebie i zmrużyła oczy.Kiedy tatuaż był gotowy ,dziewczyna otworzyła oczy i przyjrzała się uważnie.Wyszły z pomieszczenia i zapłaciły.Teraz udały się do domu Charlotte.
---------------------------------
Założyłam nowego bloga,ponieważ starego usunął mi blogger.Jak się uda go naprawić postaram się kontynuować.Narazie pozostanę przy pisaniu tego.
Na dworze czekała już Coffie.W dłoniach trzymała dwa shake'i.Jednego podała przyjaciółce.W siadły do samochodu.Dzisiaj był ich wielki dzień,kończyły szkołę.Na zawsze mogły pożegnać się z tą budą.Przed nimi była perspektywa zamieszkania w Londynie.Samochód zatrzymał się przed ogromnym budynkiem ,z szarymi ścianami.Było bardzo dużo ludzi.Charlotte założyła okulary przeciw słoneczne i ruszyła przed siebie.Za nią kroczyła Coffie.Ceremonia odbywała się na świeżym powietrzu.Zajęły miejsca obok siebie.Dyrektor zaczął nudną przemowę.Do dziewczyn dochodziły tylko poszczególne słowa.W końcu zaczęło się rozdawanie dyplomów.Dyrektor wyczytał nazwisko Coffie,Charlotte uśmiechnęła się do niej.Brunetka wstała z miejsca i podeszła do dyrektora.Ten pogratulował jej i wręczył dyplom.Dziewczyna z szerokim uśmiechem na twarzy wróciła na miejsce.Była szczęśliwa ,że nareszcie może się z tąd wyrwać.Po kilkunastu osobach przyszedł czas na Charlotte.Dumna,z głową uniesioną do góry .Również otrzymała dyplom.Kiedy cała ceremonia się skończyła ,dziewczyny jak najszybciej ulotniły się z terenu szkoły.Postanowiły uczcić koniec szkoły.Władowały się do samochodu i pojechały prosto do kawiarni,na duże lody.Weszły do chłodnego pomieszczenia i zajęły stolik w rogu.Charlotte wzięła czarną książeczkę,która okazała się być menu.Teraz godzina wybierania.Zdecydowała się na lody waniliowe i o smaku mohito.Dosyć dziwne połączenie.Po pysznym deserze.Przyjaciółki pojechały do domu Charlotte.Nikogo u niej nie było.Rodzice zawsze pracowali do późna.Widywali się bardzo rzadko.Uwagę Coffie przykuł nowo otwarty salon tatuażu.
-Co byś powiedziała na tatuaż?-spytała Coffie.
-Rodzice i tak nic nie za uwarzą .Czemu nie?-odpowiedziała Charlotte.
Coffie zatrzymała auto .Skierowały swoje kroki do rudowłosej,bardzo wytatuowanej kobiety.
-Chciałybyśmy zrobić sobie tatuaż.-zaczęła Charlotte.
-Dobrze .Co chciały byście mieć wytatuowane i gdzie?-spytała.
-Ja bym chciała trzy jaskółki na przedramieniu.-powiedziała Charlotte.
-Takie jak te?-wskazała kobieta.
-Tak.-odparła Charlotte-Coś takiego.
-A ty?-kobieta spojrzała na Coffie.
-Znak nieskończoności na nadgarstku.-wyrecytowała.
-Dobrze ja teraz zrobię szablony ,a wy poczekajcie tam.-wskazała dużą czerwoną kanapę stojącą pod ścianą.Po piętnastu minutach ,owa kobieta podeszła do dziewczyn i pokazała im szablony.Przyjaciółkom się spodobały.Rudowłosa skierowała je do małego pomieszczenia ,mieszczącego się za drzwiami.
-Która pierwsza ?-spytała.
-Może ja .-zgłosiła się nieśmiało Charlotte. Usiadła na krześle i podwinęła rękaw.Kobieta zabrała się do roboty.Po 30 min.tatuaż Charlotte był gotowy.Wyglądał pięknie.Teraz czas na Coffie.Brunetka wyciągnęła rękę przed siebie i zmrużyła oczy.Kiedy tatuaż był gotowy ,dziewczyna otworzyła oczy i przyjrzała się uważnie.Wyszły z pomieszczenia i zapłaciły.Teraz udały się do domu Charlotte.
---------------------------------
Założyłam nowego bloga,ponieważ starego usunął mi blogger.Jak się uda go naprawić postaram się kontynuować.Narazie pozostanę przy pisaniu tego.
Bohaterowie
Charlotte Spyctor 18l.
Miła ,a zrazem sarkastyczna dziewczyna.Bardzo otwarta.Jest szalona i ciekawska.Wielka fanka One Direction.
Coffie Ellis 18l.
Najlepsza przyjaciółka Charlotte.Trochę nieśmiała,ale równie postrzelona co jej przyjaciółka.Także jest wielką fanką One Direction.
Harry Styles 18l.
Louis Tomlinson 20l.
Liam Payne 19l.
Niall Horan 19l.
Zayn Malik 19l.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
