-Coffie uważaj!-wydarła się Charlotte.
Brunetka nie zdążyła zareagować.Chłopak jadący na deskorolce,wjechał w nią z impetem.Brynetka straciła równowagę i wpadła tyłkiem w kałużę. Popatrzyła się na Lottie wzrokiem który zabija.Chłopakowi spadł kaptur.Odsłonił on burzę loków.Coffie rozpoznała tę twarz.To był Harry.Brunetka spaliła cegłę.Hazza pomógł jej wstać.
-Wybacz mi.-przepraszał-Tak w ogóle jestem Harry.
-Coffie.-uśmiechnęła się sztucznie.
-Ciekawe imię.-podsumował.
-Tak,mama to miała fantazję.
Brunetka obejrzała się.Miała całe mokre spodnie,zasłoniła się biedronkowym parasolem.Harry i Charlotte z trudem powstrzymywali śmiech.
-Co?-powiedziała wściekła Coffie.-To były moje ulubione spodnie.Jak ja teraz dojdę do domu,przecież nie będę przez całą drogę zasłaniać się tym.-wskazała na biedronkę.
-Hmmm...-pomyślał Harry-Muszę Ci jakoś odpłacić...Siadaj-pokazał deskorolkę.
-Ale jak.Co...zawieziesz mnie na tym do domu?
-No powiedzmy.
Po krótkim zastanowieniu Coffie usiadła na desce.Harry przywiązał do niej sznurek i ciągnę ją jak sanki.Charlotte nie mogła powstrzymać śmiechu widząc Coffie.
-Macie dzisiaj koncert w Londynie?-spytała brunetka nie zwracając uwagi na Lottie.
-Tak-odparł Hazza-Wybieracie się?
-Zamierzamy pójść.
-Fanki?
-Można tak powiedzieć.-odpowiedziała Coffie.
Rozpadało się jeszcze bardziej.Brunetka postawiła na desce parasol i go rozłożyła,jednocześnie ukrywając się pod nim.Wyglądała komicznie.
-Witamy w domu.-powiedział Harry.
-Dziękuję.-odparła Coffie i zeszła z deski.
-Do zobaczenia na koncercie.-pożegnał się Hazza.
-----------------------------------------------
Pojawiły się kometnarze.Bardzo dziękuję.Mamy następny rozdział.Nie jest aż TAK zły ;D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz