niedziela, 22 kwietnia 2012

Rozdział 12 He gave it over to me, “do you want it?” I knew it was wrong but I palmed it

-A jak nazwiemy dziewczynkę?-spytał Harry.
-Może Lily.-podpowiedział Lou.
-Nie zbyt pretensjonalne.-odparła Coffie.
-Jak będzie chłopak nazwijcie go Bonifacy.-wtrącił Liam.
-Chcesz czegoś oryginalnego.-zaczął Louis-Nazwijcie ją Bonifacka.
-Teraz to pojechałeś Louis.-śmiała się Coffie.
-A może Rachel?-zaproponował Zayn.
-Ładnie ,ale to nie to.
-Courtney.-podrzucił Niall.
-JUŻ MAM!-krzyknął Louis-Nazwijcie ją Louise.
-Naprawdę Lou,naprawdę...-skomentowała brunetka.
-Mi się podoba Darcy.-skwitował Harry.
-Takie sobie Styles.-powiedziała Coffie.
-Co powiecie na Agyness.-podał propozycję Liam.
-Agyness...Agyness Deyn...-myślała Charlotte-Deynn-wykrzyknęła-Nazwijcie ją Deynn.
-Deynn?Mi się podoba.-Coffie przytuliła przyjaciółkę.
-Mi też.A więc zostanie Deynn.-poparł Coffie,Harry-A może na drugie mieć Darcy.
-Może,może.-Coffie pocałowała Hazze.
-Ale chłopak ma być Louis i koniec kropka.
-Oj Lou.Będzie, masz moje słowo.-przytulił go Harry.
Wszyscy byli zgodni co do nazwania córki Coffie i Harrego ,Deynn.

***

Rano Charlotte obudził dźwięk telewizora oglądanego przez Coffie.Skakała po kanałach ,aż natrafiła na What Makes You Beautiful na MTV.Lottie dosiadła się do niej i okryła cieplutkim,różowym kocem.Obie zaczęły śpiewać razem z chłopakami w telewizorze.
-Lottie?-zaczęła brunetka.
-Tak.
-Mam do ciebie pytanie?-mówiła wolno dawkując informacje.
-No szybciej,mów.
-Chciała byś zostać chrzestną Deynn albo Louisa?-spytała.
-Oczywiście.-przytuliła przyjaciółkę.
-Wiem,że to wszystko dzieje się tak szybko.Teraz jestem już pewna ,że to ciąża.Ale się boję,tak cholernie się boję tego co będzie później.
-My wszyscy wam pomożemy.Wasze dziecko będzie miało wspaniałych wujków i oczywiście cudowną ciocię.-zaśmiała się Charlotte.
-I bardzo skromną.-oparła.-Wiesz co,chyba muszę się przejść żeby ochłonąć i sobie to wszystko przemyśleć.-zarzuciła na ramię skórzaną torbę,zgarnęła ze stołu telefon i klucze,po drodze złapała jeszcze okulary przeciw słoneczne.
Szła wolno,ulicą Londynu.Przyglądała się wystawom sklepowym,ekscentrycznie ubranym ludziom i hipsterom.Tu zebrały się wszystkie kultury i narodowości.Wstąpiła do strabucks'a po kawę.Zostawiła płaszcz i torbę w rogu sali i poszła zamówić kawę.potem udała się z nią do stolika.'I had everything opportunities for eternity and I could belog to the night' zagrał jej telefon .Spojrzała na wyświetlacz ,dzwonił Hazza.Nacisnęła czerwoną słuchawkę i wrzuciła telefon do torby.Teraz miała czas dla siebie i nie chciała z nikim rozmawiać lub się widywać.Cieszyła się chwilą samotności.Upiła łyk kawy i zaczęła się zastanawiać jakie będzie jej życie po urodzeniu dziecka.Kiedy dopiła kawę spojrzała na duży kolorowy zegar wiszący po przeciwnej stronie.Wskazywał 3.Nieźle się tu zasiedziała.Ubrała płaszcz,włożyła w uszy słuchawki i wyszła .Szła powoli w stronę domu.

***

Coffie siedziała obok Harrego za starym budynkiem z czerwonej cegły.Nikt inny nie wiedział o tym miejscu.Zawsze siedzieli tu sami i rozmawiali na przeróżne tematy.czasami o sensie życia a czasami o tym co głupiego przydarzyło im się w ciągu dnia.Było już ciemno.Gwiazdy jasno świeciły się na niebie.Księżyc rzucał bladą poświatę na nich.Nie było tu żywej duszy.Harry upił łyk Jack'a Daniels'a i wytarł usta rękawem.Coffie sięgnęła ręką do kieszeni butelkowo zielonej kurtki.Wyjęła z niej fajki i zapalniczkę.Zapaliła papierosa i zaciągnęła się.
-Co ty robisz?-zorientował się Harry.
-Nic.-odpowiedziała i ponownie skierowała papierosa do ust.
-Zostaw to .-wyrwał jej go z ręki-Przecież jesteś w ciąży ,nie możesz palić.
-Ojejku nic się nie stało.
-Jak możesz tak mówić.Może właśnie zabiłaś nasze dziecko.
-Dostałeś jakiejś paranoi.
Coffie wstała z zimnego betonu ,nałożyła na głowę kaptur i poszła do domu.Po jej policzku spłynęła tłusta łza zostawiając po sobie czarny ślad od tuszu do rzęs.Przyspieszyła kroku.Weszła do środka i złapała windę.Szła długim korytarzem.W końcu znalazła się pod drzwiami swojego mieszkania.otworzyła jej Charlotte.Zobaczyła zapłakana twarz przyjaciółki.
-Co się stało?-spytała.
-Pokłóciłam się z Harrym.-weszła do środka zdejmując kaptur.
-O co?Opowiedz.-poprosiła Lottie.
Obie usiadły na kanapie.Coffie zdjęła czarne glany i skuliła się na sofie.
-Siedzieliśmy w naszym miejscu.Nie wiesz gdzie to jest.-zaczęła-Często tam razem przesiadujemy.Mniejsza z tym.Zapaliłam papierosa.
-Al...
-Daj mi skończyć-przerwała jej Coffie-No więc zapaliłam tego papierosa i Harry mi go zabrał.Zaczął gadać coś o tym ,że...prawie zabiłam nasze dziecko.-łzy poleciały jej z oczu.
Lottie przytuliła brunetkę.
-On wcale nie miał tego na myśli.Wiesz ,że nie powinnaś palić naprawdę mogłaś zaszkodzić temu dziecku.
-Wiem ,ale to była nasza pierwsza kłótnia.Już się zdążyliśmy pokłócić,co będzie jak dziecko przyjdzie na świat.
-Nie histeryzuj,każdej parze zdarza się kłótnia.
-Ale ja się boję,że tak będzie częściej.
-Jesteś przewrażliwiona.Zobaczysz jutro Harry przyjdzie tu na kolanach z bukietem róż cię przepraszać.Mówię ci.
-Zobaczymy.-Coffie uśmiechnęła się blado.
--------------------------------
Rozdział wyszedł całkiem nieźle.Jest już sporo wejść.To bardzo miło tak wejść sob ie od czasu do czasu i zobaczyć ,że na liczniku zrobiła się większa liczba.;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz