czwartek, 12 kwietnia 2012

Rozdział 7 Now my life is sweet like cinnamon ,like a fucking dream i'm living in

Charlotte rzuciła się n łóżko,zdjęła 12 centymetrowe szpilki.Teraz czuła ,że żyje.Nie przebrała się nawet w piżamę, tylko zasnęła. Obudziła się z okropnym bólem głowy ,popatrzyła na zegarek,wskazywał on 15.'To nieźle sobie pospałaś Charlotte'pomyślała.Coffie była już w łazience.Lottie zwlokła się z łóżka i udała się do kuchni.Strasznie chciało jej się pić.Wyjęła z lodówki puszkę coli i upiła wielki łyk.Zaczęła grzebać po szafkach w poszukiwaniu jakiś tabletek na ból głowy.Obróciła małe pudełko w palcach i otworzyła.Była tam ostatnia tabletka.Wyjęła ją i położyła na blacie.Nalała do szklanki wody i wzięła tabletkę.Coffie opuściła łazienkę.Wyglądała jak zombie ,Lottie z resztą też.Ubrała się w za duży dres i białą bokserkę.Na nogach miała,mięciutkie białe skarpety.
-Dzisiaj nigdzie się z tąd nie ruszam.-powiedziała brunetka i rzuciła się na kanapę.-Mam strasznego kaca.
-Masz.-Lottie rzuciła w jej stronę,czerwoną puszkę z colą i poszła do pokoju wziąć jakieś ubrania.
Wzięła z podłogi czarne ,za długie legginsy i bluzkę oversize w biało różowe paski.
Stanęła przed lustrem i głośno westchnęła.Wyglądała okropnie,miała podkrążone oczy,powykręcane włosy .Po pół godzinie udało jej się doprowadzić do prawie normalnego stanu.Odniosła piżamę i usiadła na kremowej kanapie obok Coffie.
-Co ty wczoraj wyprawiałaś z Harrym?-spytała mało delikatnie.
-Nic.-odparła nie odrywając wzroku od telewizora.
-Nie wogule,a kto się z nim wczoraj obściskiwał.?
-Do czego zmierza ta rozmowa?-spytała bezbarwnym głosem.
-Nic,poprostu się zapytałam.Odpowiesz ...?
-Tylko się całowaliśmy.-odpowiedziała pogodniej-Widziałam ,że tańczyłaś z Zayn'em?-zmieniła temat.-
-Tak...-odparła-Wiesz co ta rozmowa nie ma głębszego sensu.-chwyciła pilota i zmieniła kanał .
Dalej dziewczyny siedziały i oglądały film.Ciszę przerwała jednak Charlotte.
-Muszę zapalić?Masz fajki bo moje się skończyły.-spytała.
-Poszukaj w mojej torebce-powiedziała brunetka.
Lottie podniosła się z kanapy i ruszyła w stronę ich pokoju.Na łóżku Coffie,leżała jej skórzana ,brązowa torba.Była jak studnia bez dna.Charlotte nie chciała z byt długo szukać,więc wysypała całą zawartość na łóżko.na samej górze sterty wylądowało pudełko z papierosami.Wzięła je,w przelocie chwyciła jeszcze ogromny,szeroki,czerwony szal i owinęła nim,siebie.Otworzyła przeszkolone drzwi odgradzające taras od reszty apartamentu.Stanęła na lodowatych płytkach.Myślała że chodzi po kostkach lodu.Oparła się o barierkę i zapaliła papierosa.Nagły podmuch wiatru zabrał jej szal na sam dól budynku.Wylądował on na ulicy.Charlotte z prędkością światła zgasiła fajkę i pobiegła do przedpokoju.Włożyła nogi w czarne glany i zbiegła na dół.Coffie nawet nie zdążyła zareagować była nie do życia.Tym czasem Charlotte w ostatniej chwili uratowała szal przed kolejnym podmuchem wiatru.Kiedy wróciła na górę zadzwonił telefon Coffie.Na wyświetlaczu widniało zdjęcie zielonookiego chłopaka z burzą loków podpisanego Harry.
----------------------------------------------------
Za to że wczoraj nic nie dodałam dzisiaj macie kolejny rozdział.Nudny bo nudny ale jakiś ;D

1 komentarz:

  1. Świetny rozdział ;D U mnie też na blogu pojawił się nowy z głupim testem Louis'a o wiesz czym:
    www.harry-ma-juz-dosc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń