*Oczami Charlotte*
Byłam ubrana w szary dres,czarną bokserkę,flanelową koszulę w czarno czerwoną kratę i buty emu.Za sobą wlokłam dwie walizki ,torbę i torebkę.Czekałam na lotnisku na Coffie.Ogromnie drzwi się rozsunęły.Stała w nich drobna brunetka ubrana w szarą bluzę ,granatowe legginsy, i czarne workery.Ledwo sobie poradziła z walizkami.
-Cześć!-przytuliłam ją na powitanie.
-Hejka,nie mogę uwierzyć ,że przeprowadzamy się do Londynu.
-Ja też.Może nawet spotkamy One Direction.-powiedziałam.
-Nie dawno miałaś urodziny ,a ja nie dałam ci prezentu .-zaczęła Coffie-Muszę to nadrobić.-zaczęła grzebać w torebce.Wyjęła z niej dwa bilety.Jeden wręczyła mi.Przyjrzałam się mu.Pisało One Direction live on tour.Nie mogłam uwierzyć.Zaczęłam skakać ,piszczeć i rzucać się Coffie na szyję.Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli.Byłam strasznie szczęśliwa.
Musiałyśmy już wsiadać do samolotu.Zajęłam miejsce przy oknie.Coffie usiadła z obrażoną miną,ponieważ to ona chciał być przy oknie.Nie przejęłam się tym zbytnio.Usiadłam wygodnie i włożyłam do uszu słuchawki.Włączyłam Stand up,uwielbiałam tą piosenkę.Po pół godzinie foch Coffie przeszedł.Chciała żebym dała jej jedną słuchawkę,bo ona swojego i-pod'a zostawiła w walizce.Chwyciła słuchawkę i oparła się o siedzenie.Stewardesa zakomunikowała ,że trzeba zapiąć pasy ,bo za chwilę lądujemy.Spojrzałam w okno.Zobaczyłam piękną panoramę Londynu.Miasto było coraz bliżej.Nie mogłam się już doczekać ,aż zobaczę nasze nowe mieszkanie.W końcu wylądowaliśmy.W Londynie było chłodniej.Zarzuciłam na siebie czerwony szal i zapięłam koszulę.Szybkim krokiem udałyśmy się do terminala.Tam było o wiele cieplej.Po odprawie,znów wyszłyśmy na zewnątrz.Usiadłam na ławce i rozpięłam walizkę.Wygrzebałam z niej moją,skórzaną kurtkę.Zarzuciłam ją na ramiona.W kieszenie znalazłam szare rękawiczki.Wyciągnęłam z torby papierosa i go zapaliłam.Coffie usiadła na podłodze i zaczęła majstrować przy walizce.Zapomniała hasła do kłódki .Po 5 minutach męczarni,przypomniała sobie ,że były to trzy 0.Wyjęła z niej czapkę i parkę w kolorze butelkowej zieleni.Czekałyśmy na naszego busa.Po chwili moim oczom ukazał się duży czarny van.Załadowałyśmy do niego ,nasze bagaże i wsiadłyśmy.Podziwiałam piękne uliczki Londynu,barwnie ubranych ludzi,dziewczyny w mundurkach.Auto zatrzymało się przed ogromnym apartamentowcem stojącym pośród domków jedno rodzinnych,który okazał się być naszym domem.Weszłyśmy do budynku.Nacisnęłam zielony guzik przy windzie,po chwili zjechała ona na dół.Nasze mieszkanie było na 8 piętrze.Szłyśmy długim korytarzem ,patrząc po drzwiach i szukając numeru 128.Był on na samym końcu.Rzuciłyśmy bagaże na wykładzinę,a ja zaczęłam przeszukiwać moją torbę.W końcu klucze się znalazły.Ostrożnie włożyłam klucz do zamka i przekręciłam.Drzwi się otworzyły.Nasze mieszkanie było piękne.Miało białe ściany,a jedna była przeszkolona.Znajdował się tam ogromny taras.Zaczęłyśmy skakać z radości.Nasz pobyt w Londynie jak narazie zapowiadał się wspaniale.
---------------------------------------------------
No i mamy kolejny rozdział.Nudny jak falki z olejem.Takie masło maślane.Postaram się troch,ę to rozkręcić ;D
Haha nie bądz taka skromna rozdział świetny,jestem ciekawa czy się zaprzyjaźnia z 1D :D
OdpowiedzUsuń