środa, 2 maja 2012

Rozdział 18 And that's where the beginning of the end begun Everybody knew that we had too much fun We were skippin' school and drinkin' on the job With the boss

Od czasu zapoznania się z Melanie ,Charlotte nie pojawiała się u chłopaków.Za to Harry czasami wpadał je odwiedzić.
-Dziewczyno ogarnij się!-krzyknęła Coffie.-Siedzisz na tej kanapie w szlafroku ,oglądając jakieś dramaty.Rusz się.Nie będziesz się już kumplować z One Direction tylko przez tą dziewczynę?To nie poważne.Gdzie jest ta stara Lottie ,która niczego się nie bała,a jeśli ktoś stanął na jej drodze chcą przeszkodzić miała na niego wyjebane.Wstawaj.-potrząsnęła jej ręką.
-Już.-podniosła ostentacyjnie ręce.
Kiedy doprowadziła się do porządku ,wyszły z domu stawić czoła strasznej hipsterce.Stanęły przed domem chłopaków.Lottie wzięła głęboki oddech i weszły do środka.Melanie też tam była.
-Witajcie.-powiedziała charyzmatycznie Coffie ,powstrzymując śmiech.Podeszła bliżej do Mel:
-Cześć Melanie.-przywitała się z wyższością spoglądając na jej ubiór.
-Lottie chodź na słówko.-pociągnęła ją za rękę.
-Co jest?-spytała .
-Widzisz w co ona jest ubrana?
-Tak,zwykły top,spodnie i sweter.
-Byłam wczoraj u nich na chwilę i miałam na sobie prawie że identyczny outfit.
-Czyli mamy doczynienia z kopiarą.-stwierdziła.
-O tak.Dobra chodź.
Lottie jeszcze raz spojrzała na Melanie.Była ubrana w zielony top w czarną a kratę,czarne rurki i biały sweter.
-A więc co tam u ciebie Melanie.-Coffie powiedziała z naciskiem na ostatni wyraz.
-A nic , a u was?-odparła swoim przesłodzonym głosikiem.
-Dobrze ,dobrze.Co za zbieg okoliczności byłam wczoraj bardzo podobnie ubrana.
-Faktycznie,jaki przypadek.-odpowiedziała.-Dobra muszę iść,wybieramy się z Zayn'em na miasto.-niebyła już taka milutka.Przyjaciółki uśmiechnęły się porozumiewawczo.Para gołąbków opuściła dom.Nagle rozległ się krzyk.
-Niall miałeś zrobić pranie!-wydarł się Liam.
-Ale ja nie umiem.
-Na pewno sobie poradzisz.-poklepał go po ramieniu Harry.
-Właśnie musisz tylko wsypać proszek,płyn do płukania i ustawić program.Nic trudnego.-powiedziała Coffie.
Niall leniwe zwlókł się z kanapy i poszedł  w stronę pralki.Biedak nie wiedział jak się do tego zabrać.Władował wszystkie ubrania z kosza na budy,nie patrząc na to czy farbują czy nie.Wsypał bardzo dużo proszku,ponieważ opakowanie wyślizgnęło mu się z rąk.Nalał płyn do płukania i zamknął pralkę.Wcisnął pierwszy lepszy, przypadkowy guzik.jak najszybciej opuścił to pomieszczenie.
Po pewnym czasie z pralni zaczął dobiegać jakiś hałas.Wszyscy popatrzeli się na Niall'a.
-No co?-jęknął.
-Co to za hałas Niall?-spytał Liam podejrzliwym głosem.
-Ehh...już idę sprawdzić-westchnął.
Stanął w drzwiach pomieszczenia.na podłodze rozlewała się ogromna kałuża.Z pralki lała się woda zmieszana z mydlinami.Za Niall'em stanęła reszta domowników.
-Co tu się do cholery dzieje?-spytał Liam.
-Nie wiem.Pewnie ta pralka jest jakaś wadliwa,albo coś w tym rodzaju.
-Nie stójcie tak, tylko trzeba coś zrobić.-przegoniła ich Lottie.

Kiedy sytuacja została opanowana,zaczęli ratować pranie.Niestety wszystkie białe koszulki były teraz szare,albo różowe.
-Niall.-krzyknął Harry-zafarbowałeś moje ulubione bokserki na różowo!
-Sami kazaliście mi robić pranie.-wykręcał się.
-Pożałujesz.-Harry zaczął gonić biednego blondyna po całym domu.
----------------------------------------------
Rozdział nie specjalny .;D

2 komentarze: